1.4.2011 r. Protest Akcji "Naszość" przeciwko zakłamaniu Gazety Wyborczej i telewizji TVN.
1.4.2011 r. Protest Akcji "Naszość" przeciwko zakłamaniu Gazety Wyborczej i telewizji TVN. Fot. Maciej Świerczyński / Agencja Gazeta

– Ludzie wyobrażają sobie, że dziennikarstwo etyczne to takie, które podziela ich poglądy – mówi nam przewodniczący Rady Etyki Mediów Ryszard Bańkowicz. Ostatnio Rada zajmowała się okładką z Antonim Macierewiczem-talibem. Przeróżne skargi piętrzą się na stole szefa Rady i wypełniają skrzynkę mejlową – przychodzi ich kilka dziennie. Na co skarżą się ludzie?

REKLAMA
Rada Etyki Mediów odpowiedziała na skargę przewodniczącego Klubu Parlamentarnego Prawo i Sprawiedliwość Mariusza Błaszczaka, w sprawie okładki "Newsweeka", która przedstawiała Antoniego Macierewicza jako taliba. Nie stwierdziła w niej złamania zasad etyki mediów. Jako załącznik pokazali inne okładki, które przedstawiały równie ostre karykatury.
Czy skarżący chcą wykorzystywać Radę Etyki Mediów jako obuch do walenia przeciwników? – Nie przypuszczam by było to działanie tak przemyślane i z premedytacją – tłumaczy Ryszard Bańkowicz. Przewodniczący REM mówi jednak, że zauważa niepokojące tendencje. Coraz więcej pojawiających się skarg wynika po prostu z tego, że widz czy czytelnik nie zgadza się z opiniami zawartymi w artykułach.
Dziennikarz to nie podstawka do mikrofonu
Ryszard Bańkowicz uchyla nam rąbka tajemnicy i opisuje niektóre skargi. Przykładowo dziennikarka lokalnej gazety sprzeciwia się zmianom w orkiestrze, która ma zacząć grać inną muzykę. Rozmawia głównie z tymi, którzy mają podobne zdanie co ona. Takie dziennikarstwo jest uważane za nieetyczne przez skarżących. – Przed wojną jeśli przykładowo krytyk źle ocenił aktorkę, to po prostu dostawał w twarz od jej męża czy kochanka, ale nikt nie podważał tego, że może krytycznie pisać – śmieje się przewodniczący REM.
– Niektórzy chcą, by dziennikarz spełniał rolę podstawki do mikrofonu – tłumaczy Bańkowicz. Gdzie jednak jest granica zaangażowania ludzi mediów? Szef Rady mówi, że wbrew pozorom jest ona jasno nakreślona. Według niego, np. dziennikarz przeprowadzający wywiad, nawet musi zaczepiać swoich rozmówców, podnosić argumenty różnych stron. A to wszystko po to, żeby rzetelnie dla widza czy czytelnika, przedstawić punkt widzenia osoby o której pisze, czy z nią rozmawia. Przekonania dziennikarza nie powinny mieć na to wpływu. – Może nawet wstąpić do partii, ale nie może się tym kierować – mówi Bańkowicz.
logo
Doradca prezydenta Komorowskiego prof. Tomasz Nałęcz jest znany raczej z powściągliwych wypowiedzi, ale zdarza mu się ostro skomentować wydarzenia. Fot. Wojciech Olkuśnik / Agencja Gazeta

– Ludzie nie rozumieją, że wypowiedź, która ich oburza, nie jest winą dziennikarza – tłumaczy Bańkowicz i podaje przykład – Profesor Nałęcz powiedział kiedyś, w kontekście wystąpienia Jarosława Kaczyńskiego na konwencji młodych PiS, o „politycznej pedofilii”. Ludzie oburzali się, że dziennikarze piszący o tym są nieetyczni. Ja się pytałem: co byście woleli? Żeby dziennikarz zataił ten fakt? Wtedy by dopiero złamał zasady etyki.
– Rada Etyki Mediów musi teraz często pełnić rolę obrońców przed wydumanymi zarzutami – tłumaczy przewodniczący i przytacza przykład – Dostałem ostatnio list od właściciela lokalnej telewizji kablowej, który otrzymał groźbę, że zostanie poddany odpowiedzialności karnej za to, że pokazał konferencję prasową jednego z polityków. Dochodzi do tego, że ten właściciel tłumaczy się, że dał tę konferencję "jak ona szła", bez komentarza, co poczytuje jako okoliczność łagodzącą. – mówi Bańkowicz.
Inne skargi
Jakie jeszcze pojawiają się skargi? Wiele z nich to obawy o demoralizowanie dzieci. – Nie ma dobrej pory na niektóre programy czy tematy, przede wszystkim powinni się o to troszczyć rodzice – krótko rozwija przewodniczący REM. Część listów to domaganie się usunięcia dziennikarzy z programów, do czego oczywiście Rada Etyki Mediów nie ma kompetencji. Mogą się posługiwać jedynie odpowiedziami na listy, stanowiskami, czy najmocniejszą formą – oświadczeniami. Przykładowo po wywiadzie Katarzyny Kolendy-Zaleskiej w którym bardzo emocjonalnie rozmawiała z Krzysztofem Rutkowskim (w studio był też rzecznik Komendanta Głównego Policji Mariusz Sokołowski), pojawiło się wiele próśb o usunięcie dziennikarki.
Rada Etyki Mediów spotyka się też momentami z, jak to określił przewodniczący, "skargami sterowanymi", które są jednakowo brzmiące i powielają nawet w mejlach błędy. Czasem skarżący chcą stosować "cenzurę ad personam", domagając się napiętnowania kogoś za to co robi poza mediami, jak było w przypadku Adama "Nergala" Darskiego. Według niektórych nie mógł być członkiem jury programu rozrywkowego w TVP, ze względu na swoje poglądy i działania pozamuzyczne.
logo
Nergal na procesie o podarcie Biblii. Fot. Dominik Sadowski / Agencja Gazeta

Wiele skarg wpływa na media lokalne, które w walce o oglądalność wśród ograniczonej regionalnie widowni, posuwa się często do głębokiej ingerencji w życie bohaterów swoich artykułów. – Były skargi przykładowo o pokazywanie wizerunku kogoś, kto miał atak choroby psychicznej, to obrzydliwe – obrusza się Bańkowicz.
– Masa skarg pojawia się na programy interwencyjne, jak np. program pani Jaworowicz [„Sprawa dla reportera” – red.]. – opowiada przewodniczący REM. Tego typu programy wzbudzają duże emocje i często część ich bohaterów czuje się pokrzywdzona – szczególnie, jeśli w grę wchodzą sprawy rodzinne. Te są najbardziej drażliwe. Jeden z odcinków programu Magdy Gessler „Kuchenne rewolucje” wyjawił o jedną tajemnicę za dużo, czym spowodował niemałe zamieszanie w rodzinie gastronomów. Szczegółów oczywiście podać nie możemy.
Skargi na które trzeba uważać
Rada Etyki Mediów musi też uważać na fałszywe zgłoszenia. Raz napisał do nich mężczyzna podający się za burmistrza pewnej miejscowości, koło której doszło do wypadku autokarowego. Wskazywał on, że dziennikarz tabloidu, żeby wyciągnąć informacje od rodzin poszkodowanych, przewiązał sobie rękę bandażem i wmieszał się wśród nich. Nie udało się sprawdzić, czy skarżący miał rację, ale okazało się, że jego adres mejlowy nie należał do burmistrza. Może chciał w ten sposób dodać większej wagi swojej skardze?
Do REM poskarżył się też pewien naukowiec, jaki w artykule został posądzony, jak mówi nam Bańkowicz, o „lepkie ręce”. Okazało się, że dziennikarz miał mocne dowody, a profesor rzeczywiście stracił stanowisko po wewnętrznym audycie, który wykazał, że ten przywłaszczył sobie mienie pracodawcy.
Zdarzyło się też posądzenie o nieetyczność dziennikarza, który został, specjalnie po to, by go zaskarżyć, wrobiony przez odbiorcę. Chodziło o sprawę rozróby kibiców na meczu piłkarskim juniorów w Poznaniu. Czytelnik zgłosił się do dziennikarza i podał się za rodzica, który obserwował zajście. Opowiedział o sytuacji podobnie jak inni, co piszący wziął za dobrą monetę. Prowokator na meczu jednak nie był, artykuł ukazał się z jego wypowiedzią, więc zaskarżył do REM dziennikarza.
– Są też oczywiście listy od wariatów – zdradza nam przewodniczący REM – Uporczywie pisze do nas pan, który żąda odwołania kierownictwa telewizji, ponieważ nie pozwalają mu przedstawić jego głosu. Jego misją jest przekonanie do tego, by koleje zastąpić pojemnikami pneumatycznymi.
logo
Okładki pism jakie Rada Etyki Mediów przedstawiła w odpowiedzi na skargę na karykaturę Macierewicza. Te nie wzbudzały zarzutów o "naruszanie dóbr osobistych".

logo
Zdjęcia z odpowiedzi na skargę Mariusza Błaszczaka z PiS na okładkę z Macierewiczem-talibem.