Ryszard Petru stawia warunki: wejdzie w koalicję z Platformą Obywatelską, jeśli ta spełni trzy warunki, a Ewa Kopacz przestanie być jej szefową.
Ryszard Petru stawia warunki: wejdzie w koalicję z Platformą Obywatelską, jeśli ta spełni trzy warunki, a Ewa Kopacz przestanie być jej szefową. Fot. Tymon Markowski / Agencja Gazeta

Ryszard Petru poczuł w sobie moc. Na tyle silną, aby rozdawać karty nie tylko w obrębie własnego stowarzyszenia, lecz także rościć sobie prawa do stawiania warunków starszej – tak „wiekiem”, jak i politycznym doświadczeniem – Platformie Obywatelskiej. Po sześciu tygodniach oficjalnego działania w polityce i średnio zadowalających sondażach to zbyt wcześnie na takie deklaracje.

REKLAMA
Petru i PO – razem do wyborów?
Ryszard Petru stale próbuje odciąć się od Platformy Obywatelskiej. Im bardziej próbuje, tym bardziej mu nie wychodzi. Zwłaszcza, że polityczni oponenci (i nie tylko) na bieżąco przypominają mu jego związki z Donaldem Tuskiem i jego dawnym rządem. Sam Petru zresztą idealnie się do owych podobieństw „podkłada”. Raz przyzna, że wziął kredyt we frankach, bo Tusk powiedział, że „tak trzeba”. Innym razem zaś napisze, że do koalicji z PO byłby zdolny, ale pod pewnymi warunkami...
W jednym z ostatnich felietonów Tomasz Lis przekonywał, że NowoczesnaPL i Platforma Obywatelska powinny do wyborów pójść razem. Ryszard Petru – zachęcony tym głosem – nie powiedział „nie”. W duecie PO-NowoczesnaPL poczuł się (nie wiedzieć czemu) ogniwem silniejszym i to na tyle, aby domagać się od partii Ewy Kopacz odejścia samej Ewy Kopacz.
Ryszard Petru
ekonomista

Propozycję, o której mówi Tomasz Lis, mógłbym przyjąć tylko wtedy, gdybym miał pewność, że składa ją Platforma inna niż obecnie, naprawdę gotowa do zmiany. (…) po pierwsze, musi odejść Ewa Kopacz, która nie jest w stanie pokazać jakiejkolwiek siły przywództwa politycznego. Jest sprawnym urzędnikiem partyjnym – ale nie tego Polsce potrzeba. Czytaj więcej

Debiutant stawia warunki
NowoczesnaPL to inicjatywa, która na polskiej scenie politycznej stawia dopiero pierwsze kroki. Od kongresu założycielskiego na warszawskim Torwarze minął nieco ponad miesiąc, a od oficjalnej decyzji o pierwszym(!) starcie w wyborach – dokładnie tydzień. I choć inicjatywy, które podejmuje są ciekawe, a program jaki oferuje wpasowuje się w pewną liberalną niszę, przed Ryszardem Petru jeszcze długa droga.
Zwłaszcza, że publikowane sondaże nie zapewniają mu pozycji, która uprawniałaby do stawiania komukolwiek (a już zwłaszcza PO) jakichkolwiek warunków. Po mocnych 10 procentach uzyskiwanych na początku dzięki tzw. „efektowi świeżości” dziś zostało niewiele. Wprawdzie ostatnie badanie Millward Brown dla Faktów TVN dało Nowoczesnej 7 proc., wcześniejsze – tworzone przez TNS lub CBOS plasowały ją na poziomie 2-4 proc.
Odcinanie się od PO jak walka z wiatrakami
Z jednoznacznym odcięciem się od PO Ryszard Petru ma wyraźny problem. Od samego początku NowoczesnaPL nazywana jest NowoczesnąPO lub drugą Platformą. Przysłowiowej oliwy do ognia dodają też udostępnione zaraz po kongresie informacje WikiLeaks, jakoby Petru był nieformalnym doradcą Donalda Tuska. Wprawdzie sam zainteresowany starał się wszelkie zarzuty szybko prostować, a z krytyki PO uczynił główny temat swojej aktywności w mediach społecznościowych – efekt często był przeciwny do oczekiwań.
Wystarczy przypomnieć twitterową wymianę uprzejmości między Ryszardem Petru a Pawłem Grasiem, o której pisaliśmy w naTemat. „Ryszard, daj już spokój. Rząd Tuska nie mógł być tak strasznie zły, skoro tak bardzo chciałeś do niego wejść” – napisał były rzecznik rządu.
Informacja w mgnieniu oka rozeszła się po sieci i przy okazji stała się przyczynkiem do zgłębiania informacji na temat rządowych ekonomisty. „Petru chciał być ministrem czegokolwiek w rządzie Platformy Obywatelskiej. Jeśli dziś przekonuje, że trzy razy odmawiał Rostowskiemu, to znaczy tylko tyle, że nie chciał zostać wiceministrem finansów” – pisała dziennikarka Agnieszka Burzyńska.
I po politycznej wiarygodności...
Ryszard Petru mówiący o tym, iż jest w stanie współpracować z PO „pod pewnymi warunkami” brzmi niepoważnie i zabija wszystko, co mówił do tej pory – o utracie ideałów przez Platformę oraz braku zgody na zgniłe kompromisy.
Alians z PO dla samego Petru politycznie byłby korzystny – z pewnością dostałby miejsce biorące i od października przechadzał się po Sejmie jako poseł. W jakim stopniu udałoby mu się wpłynąć na program gospodarczy wyjątkowo hojnej ostatnio pani premier? Zapewne niewielkim. Podobnie jak niewielka (by nie powiedzieć – żadna) zostałaby po tym wszystkim wiarygodność samego Ryszarda Petru.
Ryszard Petru
ekonomista

Nie godzę się na zgniłe kompromisy i to odróżnia mnie od starych partii, które opierają swoje pomysły wyłącznie na tym, czy będą popularne czy nie. (…) Nie będzie to Platforma bis, bo NowoczesnaPL nie jest tratwą ratunkową dla PO. Czytaj więcej

Zamiast stawiać warunki innym, lepiej zabrać się do pracy. Dobrze, że Petru jest pewny siebie i stawia kontrowersyjne tezy. W owej kontrowersji warto jednak znać pewien umiar. Ekonomista musi najpierw popracować nad rozpoznawalnością własnej marki, a dopiero potem stawiać warunki komuś innemu. Ostatnie badanie CBOS pokazało, że 54 proc. ankietowanych w ogóle nie zna takiego stowarzyszenia jak NowoczesnaPL, co w perspektywie zbliżających się wyborów nie wróży nic dobrego.

Napisz do autora: karolina.wisniewska@natemat.pl