
Kandydatka PiS na premiera narzuciła szybkie tempo wyborczej kampanii. Najpierw słynny „Szydłobus”, potem seria spotkań z mieszkańcami i efektowna konwencja na warszawskim Torwarze. Po trzech tygodniach hurraoptymizm ucichł, a Beata Szydło zapadła się pod ziemię. – Ostatnio trochę kołujemy, ale wkrótce będziemy startować – zapewnia na konferencji szef sztabu PiS Stanisław Karczewski. Wystartować nie będzie jednak łatwo.
Wystarczyło kilka nieobecności, aby upodobania Polaków w kwestii tego, która z kobiet byłaby lepszą premier uległy zmianie. W ostatnim sondażu Beata Szydło traci aż 7 proc. poparcia i oddaje Ewie Kopacz miejsce na pozycji lidera. Spadek nie budzi zaskoczenia, jeśli weźmiemy pod uwagę, że ostatnia wyborcza aktywność kandydatki PiS to wizyta w Szydłowcu, dokładnie sprzed tygodnia. W następnych dniach zainteresowanie skupiała już na sobie wyłącznie Ewa Kopacz.
– Jestem lekarzem i wiem, że każdemu potrzebny jest wypoczynek – podkreślał szef sztabu PiS. Zarówno on, jak i pozostali politycy prawicy zapowiadają jednak „wielki powrót” wiceszefowej PiS na kampanijny szlak, skutecznie budują napięcie i tym samym odpowiednio podnoszą jej poprzeczkę.
Pamiętajmy, że pani prezes pracuje w bardzo ciężkiej komisji finansów i jest obecna na każdej komisji. To wymaga od niej podwójnego skupienia i podwójnej wydajności. W trakcie posiedzeń Sejmu nie prowadzi kampanii w przeciwieństwie do pani Ewy Kopacz, która może sobie na to pozwolić jako premier rządu. Czytaj więcej
Kandydatka PiS przestała budzić tak duże zainteresowanie, jak jeszcze kilka tygodni temu. Kiedy prezentowała pozytywny spot zapowiadający podróże po Polsce albo dyskutowała z górnikami w późny sobotni wieczór zbierała same pochlebne komentarze.
Spodziewałem się, że pani premier nie będzie popełniała tych błędów, które popełniał Bronisław Komorowski i będzie bardziej aktywna.
Innym powodem nieobecności kandydatki PiS są pieniądze. – Po kampanii prezydenckiej, na którą wydaliśmy 13 mln zł, już nie mamy oszczędności – mówił Henryk Kowalczyk, który odpowiada za finanse PiS. Nie bez powodu politycy prawicy preferują kampanię krótszą. – Im dłuższa, tym bardziej wyczerpująca i kosztowna – mówi rzecznik PiS Elżbieta Witek i zapowiada, że sama wolałaby wybory 18 października (a nie – jak w piątek oficjalnie zapowiedział prezydent – 25).
– Ważne jest, by zarówno politycy, jak i wyborcy PiS nie dali się zwieść poczuciu, że zwycięstwo mamy już w kieszeni, bo to może skończyć się niemiłym rozczarowaniem – mówiła Szydło w ostatnim wywiadzie dla „Gazety Polskiej”. Wiceszefowa PiS słusznie studzi hurraoptymistyczne nastroje. Ma bowiem znacznie trudniejszą drogę do zwycięstwa niż Andrzej Duda.
Napisz do autora: karolina.wisniewska@natemat.pl
