Beata Szydło pozwoliła sobie na kilkudniową nieobecność podczas kampanii i straciła kilka punktów poparcia w sondażu.
Beata Szydło pozwoliła sobie na kilkudniową nieobecność podczas kampanii i straciła kilka punktów poparcia w sondażu. Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta

Kandydatka PiS na premiera narzuciła szybkie tempo wyborczej kampanii. Najpierw słynny „Szydłobus”, potem seria spotkań z mieszkańcami i efektowna konwencja na warszawskim Torwarze. Po trzech tygodniach hurraoptymizm ucichł, a Beata Szydło zapadła się pod ziemię. – Ostatnio trochę kołujemy, ale wkrótce będziemy startować – zapewnia na konferencji szef sztabu PiS Stanisław Karczewski. Wystartować nie będzie jednak łatwo.

REKLAMA
Kolej znów na Ewę?
Wystarczyło kilka nieobecności, aby upodobania Polaków w kwestii tego, która z kobiet byłaby lepszą premier uległy zmianie. W ostatnim sondażu Beata Szydło traci aż 7 proc. poparcia i oddaje Ewie Kopacz miejsce na pozycji lidera. Spadek nie budzi zaskoczenia, jeśli weźmiemy pod uwagę, że ostatnia wyborcza aktywność kandydatki PiS to wizyta w Szydłowcu, dokładnie sprzed tygodnia. W następnych dniach zainteresowanie skupiała już na sobie wyłącznie Ewa Kopacz.
logo
Fot. TVN24.pl
Sprawa dopalaczy, kwestia uchodźców, bieżąca kampanijna rywalizacja – w ostatnim tygodniu politycznie działo się dużo. Kiedy pani premier nie wychodziła sprzed telewizyjnych kamer, wszyscy zadawali pytanie: gdzie jest Beata Szydło? Otoczenie wiceprezes PiS tłumaczy nieobecność koniecznością odpoczynku po długiej i wyczerpującej kampanii Andrzeja Dudy.
Szydło – reaktywacja
– Jestem lekarzem i wiem, że każdemu potrzebny jest wypoczynek – podkreślał szef sztabu PiS. Zarówno on, jak i pozostali politycy prawicy zapowiadają jednak „wielki powrót” wiceszefowej PiS na kampanijny szlak, skutecznie budują napięcie i tym samym odpowiednio podnoszą jej poprzeczkę.
Elżbieta Witek, rzecznik PiS

Pamiętajmy, że pani prezes pracuje w bardzo ciężkiej komisji finansów i jest obecna na każdej komisji. To wymaga od niej podwójnego skupienia i podwójnej wydajności. W trakcie posiedzeń Sejmu nie prowadzi kampanii w przeciwieństwie do pani Ewy Kopacz, która może sobie na to pozwolić jako premier rządu. Czytaj więcej

Nie będzie łatwo. Entuzjazm kampanii Andrzeja Dudy, na którym Beata Szydło skutecznie bazowała na początku powoli opada. Kandydatka musi teraz szybko znaleźć pomysł na siebie i konsekwentnie go realizować. Aby odnieść sukces, powinna potwierdzić to, co pokazała już w pierwszej kampanii – doskonałą organizację i pracowitość, a z drugiej strony, pokazać coś nowego. Więcej zdecydowania, konsekwencji i charyzmy. Szydło z jednej strony aspiruje do tego, żeby być liderką, szefową rządu i „kierowniczką” państwa. Z drugiej, stale podkreśla, że najlepszym liderem i szefem rządu byłby Jarosław Kaczyński.
Spadek formy. PiS nie ma pomysłów
Kandydatka PiS przestała budzić tak duże zainteresowanie, jak jeszcze kilka tygodni temu. Kiedy prezentowała pozytywny spot zapowiadający podróże po Polsce albo dyskutowała z górnikami w późny sobotni wieczór zbierała same pochlebne komentarze.
Wobec tego, powrót Beaty Szydło to ogromne wzywanie dla całego jej sztabu, który widocznie przestał święcić triumfy w narzucaniu tematów i proponowaniu nowych pomysłów. W ostatnim czasie skupiają się wyłącznie na odpowiadaniu na działania Platformy, w czym nie ma też nic nowego. Kolejne konferencje i nowe spoty przestały wywoływać element zainteresowanie.
Prawo i Sprawiedliwość zorganizowało pomysłową i pełną gadżetów kampanię Andrzejowi Dudzie, którą zapewniło mu prezydenckie zwycięstwo. Efektowna kampania Dudy może jednak być problemem dla Beaty Szydło. Podróż autobusem po Polsce, tweetupy, aktywność w sieci – wszystko już było. Teraz sztab wyborczy musi napracować się znacznie bardziej, aby osiągnąć taki sam efekt „woow”.
W przeciwieństwie do Platformy Obywatelskiej. Kompletnie nieudana kampania Bronisława Komorowskiego sprawiła, że wszystkie działania Ewy Kopacz wypadają na jej tle super innowacyjnie, a pani premier – choć zapomina się rozdając wyborcze obietnice – chwalona jest za aktywność. Polacy doceniają pracowitość. Zaangażowanie polityków (choć chwilowe i stricte wyborcze) po prostu im się podoba, co pokazuje doskonale wspomniany czwartkowy sondaż Millward Brown.
Stanisław Karczewski, szef sztabu PiS

Spodziewałem się, że pani premier nie będzie popełniała tych błędów, które popełniał Bronisław Komorowski i będzie bardziej aktywna.

PiS nie ma pieniędzy
Innym powodem nieobecności kandydatki PiS są pieniądze. – Po kampanii prezydenckiej, na którą wydaliśmy 13 mln zł, już nie mamy oszczędności – mówił Henryk Kowalczyk, który odpowiada za finanse PiS. Nie bez powodu politycy prawicy preferują kampanię krótszą. – Im dłuższa, tym bardziej wyczerpująca i kosztowna – mówi rzecznik PiS Elżbieta Witek i zapowiada, że sama wolałaby wybory 18 października (a nie – jak w piątek oficjalnie zapowiedział prezydent – 25).
Na rzecz zwycięstwa Andrzeja Dudy partia zapożyczyła się na kilka milionów kredytu. Niewykluczone więc, że woli zwolnić (i przy okazji zaoszczędzić fundusze) na początku kampanii, by z pełną intensywnością ruszyć we wrześniu i październiku – ostatniej, kluczowej fazie. Podobna taktyka zastosowana była w kampanii prezydenckiej. Kiedy II tura realnie okazała się w zasięgu ręki, sztabowcy Dudy postanowili zmniejszyć tempo i zostawić wszystkie oszczędności na aktywności w ostatnich dwóch tygodniach – wówczas się opłaciło.
Teraz też może się opłacić. Zdaniem dra hab. Rafała Chwedoruka, nieobecność wiceszefowej akurat teraz jest działaniem świadomym. – PiS ma swój stały elektorat, który nie przejmuje się ani sondażami, ani „obrazkiem” pokazywanym przez media tzw. głównego nurtu, więc chwilowy urlop Beaty Szydło właśnie teraz nie wywoła większej rewolucji – przekonuje. Politolog dodaje jednak, że dla wyborców PiS (zarówno tych trwałych, jak i tych, których usiłuje dopiero pozyskać) najważniejszy jest bezpośredni kontakt, a ten pojawić się ma już od jutra.
Szydło studzi zwycięski entuzjazm
– Ważne jest, by zarówno politycy, jak i wyborcy PiS nie dali się zwieść poczuciu, że zwycięstwo mamy już w kieszeni, bo to może skończyć się niemiłym rozczarowaniem – mówiła Szydło w ostatnim wywiadzie dla „Gazety Polskiej”. Wiceszefowa PiS słusznie studzi hurraoptymistyczne nastroje. Ma bowiem znacznie trudniejszą drogę do zwycięstwa niż Andrzej Duda.
Najprostsza – powtarzana kampania może przynieść jedynie umiarkowany sukces, a prawica – jak deklarują jej działacze – gra o najwyższą stawkę, czyli samodzielną większość. Wyborczych wyzwań jest dwa razy więcej, a i konkurent sprytniejszy niż pierwotnie zakładano. Wyzwania jednak często mobilizują polityków – o tym, jak bardzo zmobilizują Beatę Szydło przekonamy się już w najbliższy weekend.

Napisz do autora: karolina.wisniewska@natemat.pl