
Oburzeni – tak nazywa się nowa formacja, na razie formalnie będąca jeszcze stowarzyszeniem. Być może bardziej właściwa byłaby nazwa "Obrażeni". Jej trzon stanowią ludzie związani jeszcze niedawno z ruchem Pawła Kukiza. Nie mają swoich przedstawicieli w Sejmie choć wielu jego członków startowało z list muzyka-posła. Ich zasadnicze postulaty moglibyście wyczytać w... programie Kukiz'15. Różnią się od niego wyłącznie podejściem do kwestii zarządzania formacją – model wodzowski ich zdaniem jest zły. Przy tym "oburzeni" są głęboko przekonani, że mimo braku wyrobionej marki, ludzie na nich zagłosują w kolejnych wyborach. Skąd ta pewność?
REKLAMA
Mają w swoim programie postulat, koło którego nie sposób przejść obojętnie. Jaki? Test na inteligencję! To on miałby decydować o tym, czy ktoś może kandydować. Albo być dopuszczonym do sprawowania swej funkcji już po wybraniu. Albo przechodziłby ten test w momencie składania oświadczenia majątkowego. Właściwie sami nie wiedzą, jak by to miało wyglądać. Nie umiał mi tego zarysować ich reprezentant i wice-przewodniczący Marek Ciesielczyk, który w mediach opowiada o tym oryginalnym pomyśle na weryfikację członków.
Czyli z jednej strony, jak mnie zapewniono, ten pomysł jest traktowany jak najbardziej poważnie, z drugiej Ciesielczyk sprawia wrażenie, jakby trochę się go wstydził i twierdził, że ma on jedynie zwrócić uwagę na niski poziom obecnych posłów. Badanie miałoby być testem na IQ... choć gdy pytam się, czy oprócz tego byłby przeprowadzany test na tzw. inteligencję emocjonalną, mój rozmówca się waha. Pomysł jest. Jego treść znajduje się najwyraźniej w fazie roboczej.
Oczywiście stowarzyszenie, jako że odwołuje się do inteligencji, nie wysuwa populistycznych postulatów. Jak się dowiaduję jednak od wice-przewodniczącego, tego samego wymogu "bycia światłym" i rozumnym nie stawiają na szczęście swoim potencjalnym wyborcom: na pytanie czy chcą by głosowali na nich tylko ludzie inteligentni, czy raczej woleliby, by był to pełny przekrój społeczny, bez wahania odpowiedzieli, że nie ma to większego znaczenia. Uzasadnienie mój rozmówca pominął milczeniem.
Stowarzyszenie jest antypartią, skupioną wokół trzech rzeczy, które chcieliby zmienić: wymiar niesprawiedliwości, referenda i JOW-y (określenie "antypartia" i "wymiar niesprawiedliwości" też oczywiście nie świadczą o populiźmie). W skrócie więc: więcej władzy dla ludu. Można zapytać dlaczego, skoro w jego imieniu rządy sprawowaliby inteligentni posłowie Oburzonych.
To, co ma wyróżniać tę formację, to naprawdę demokratyczny model zarządzania nią. Bez jednego lidera, bez głównych twarzy. Czyli podobnie jak w Razem. Ciesielczyk jest przekonany, że to dobre rozwiązanie. To mu właśnie w ruchu Kukiza przeszkadzało. Dyktatorskie rządy jednostki. Po chwili jednak mój rozmówca dodał, że dyktat byłby w stanie zaakceptować, gdyby muzyk lepiej znał się na polityce. Nie odważyłem się spytać czy uważa go za inteligentną osobę.
Przyszło mi do głowy inne pytanie. Jak to możliwe, że ktoś nie znający się na polityce stanął na czele ludzi mówiących o demokratycznym zarządzaniu i ich sobie podporządkował. Chwila milczenia. Następnie dostaję odpowiedź, że ludziom walczącym od lat o JOW-y brakowało siły przebicia i swą szansę dojrzeli w muzyku, który okazał się hitem wyborów prezydenckich. Ten człowiek-Kukiz, ludziom zaprawionym przez lata w syzyfowej walce o swoje idee i wyrobionym politycznie, był w stanie narzucić swoje jednoosobowe kierownictwo.
Ciesielczyk mówi mi, że Kukiz roztrwonił poparcie, jakim się cieszył. Miał swego czasu 20 proc., skończył na 8 proc. Krytykuje zachowanie jego formacji w Sejmie. Oburzeni nie byliby przystawką PiS-u. "Czyli nie popieralibyście ich ustaw?"- pytam. Oczywiście jestem w błędzie – to zależałoby od konkretnej sytuacji. Z kimś trzeba współpracować, wchodzić w koalicję.
Mój rozmówca to osoba starannie wykształcona. Ma tytuł naukowy doktora, w ulotce wyborczej (no bo oczywiście pomimo zastrzeżeń startował z list Kukiz'15 do Sejmu, tylko się nie dostał. Tak jak zresztą spora część pozostałych członków Oburzonych) możemy przeczytać m. in. taki fragment: "Jeszcze nigdy w historii naszego powiatu nikt tyle dobrego dla jego promocji nie zrobił". Jeszcze ciekawszy jest opis tego fragmetu: 61 mieszkańców powiatu dąbrowskiego o Marku Ciesielczyku jako Dyrektorze Centrum Polonii w Białymstoku. I kolejny fragment: "Pan dr Ciesielczyk w znakomity sposób promował na drugim końcu świata (na zjeździe Polonii w Urugwaju) swój region", podpis: Andrzej Zabłocki, Prezes Zjednoczenia Polskiego w Chile, inżynier, który odegrał znaczącą rolę w akcji ratowania górników Chilijskich.
Nie wiem jakie są realne szanse Oburzonych - stowarzyszenia zainteresowanego współpracą z Wojownikami15, Jedną Polską, Bezpartyjnymi. Mają już swoich reprezentantów w 80 sejmikach (na 86 wszystkich okręgów wyborczych łącznie). Z ich strony wynika, że bardzo poważnie myślą o starcie już w najbliższych wyborach samorządowych. Na styczeń jest zaplanowana konwencja ugrupowania, na marzec/kwiecień kongres, w którym mają wziąć udział przedstawiciele wszystkich gmin i 1116 kandydatów do sejmików wojewódzkich. Sęk w tym, że, jak podaje Wirtualna Polska, stowarzyszenie liczy na razie... 110 członków.
Napisz do autora: manuel.langer@natemat.pl
