
Nadchodzą trudne czasy dla Polaków urządzających swoje życie na Wyspach. Może nie wyproszą ich z kraju, ale swobodne korzystanie z dotychczasowych benefitów socjalnych będzie utrudnione - tak o konsekwencjach Brexitu mówi ekspert Brytyjsko Polskiej Izby Przemysłowo-Handlowej.
REKLAMA
Decyzja zapadła. Jak będzie wyglądało wyjście Wielkiej Brytanii z UE?
Michael Dembiński, szef doradców Brytyjsko-Polskiej Izby Przemysłowo Handlowej: Taki wynik referendum był do tej pory mało prawdopodobny, więc nie ma gotowego scenariusza. Teraz należy się spodziewać podjęcia przez polityków negocjacji w sprawie wyjścia Wielkiej Brytanii. Zacznie się od wypowiedzenia traktatu stowarzyszeniowego. W historii UE do tej pory nie było takiego wydarzenia, więc w praktyce proces wyjścia Zjednoczonego Królestwa z EU może się jednak przedłużyć. Dziś mamy gorący, emocjonujący dzień w związku w wynikiem referendum, kiedy emocje opadną swoisty stan zawieszenia już może potrwać dwa czy nawet cztery lata.
Kto pokieruje Brexitem, bo premier Dawid Cameron podał się do dymisji?
No właśnie, wiele zależy od tego kto zostanie nowym premierem. Warto podkreślić, że Boris Johnson, lider kampanii Brexitowców, ma bardzo liberalne i wolnorynkowe poglądy. Nie sadzę, by z punktu widzenia interesów gospodarczych chciał postawić tamę dla handlu w postaci ceł zaporowych czy polityki protekcjonistycznej. Wielka Brytania będzie chciała wynegocjować nowe umowy handlowe z Unią, handlować na odrębnych zasadach, tak jak USA. Ewentualne ograniczenia w handlu będą jednak niewielkie, bo brytyjski rynek importuje masę towarów z UE.
Jakie mogą być konsekwencje dla 400 tys. Polaków, którzy w ostatnich 3 latach osiedlili się na Wyspach? Czy na fali tego eurosceptycyzmu mogą się pojawić takie głosy samych Brytyjczyków, że skoro są już poza EU, to emigranci także powinni wracać do siebie?
Nie sądzę, by nastroje sięgnęły takiego poziomu. Sami Brexitowcy mówili już, że jeśli ktoś już jest Wielkiej Brytanii, pracuje, płaci podatki i ma już przyznany numer ubezpieczenia społecznego, to będzie mógł pozostać w kraju na dotychczasowych warunkach.
To, czego można się spodziewać, to na przykład wymóg, aby pozostali emigranci, w tym i Polacy, uregulowali status swojego pobytu. Jeśli pracują to z zezwoleniem, a korzystanie z socjalnych udogodnień, darmowej opieki medycznej, jaka obejmowała wszystkich obywateli UE, czy systemu emerytalnego, nie będzie już takie proste.
Jak dalece zwolennicy Brexitu zechcą się odciąć od Unii?
Celem eurosceptyków była nie tylko polityczna manifestacja, ale również odcięcie się od Europejskiego Obszaru Gospodarczego. Ponieważ to oznaczałoby w praktyce zahamowanie fali emigracji z różnych europejskich kierunków. Udział w EOG gwarantował swobodny przepływ ludzi, kapitału i usług. Tymczasem kampania przeciwników UE szczególnie skierowana do klasy niższej była właśnie oparta na niechęci do emigrantów. W debacie jako przykład negatywnych zjawisk podawano przykład miasteczka Boston w hrabstwie Lincolnshire, gdzie przyjechało kilkadziesiąt tysięcy Polaków i obywateli innych nacji z Europy Wschodniej.
Spodziewam się, że jeszcze przez jakiś czas Polacy będą mogli przyjeżdżać tanimi liniami lotniczymi na Stansted, ale za dwa lata już nie tylko z samym dowodem osobistym, bo mogą zostać wprowadzone wizy, wymóg posiadania paszportu a urzędnicy będą się interesować, kto i w jakim celu przyjeżdża. Wtedy trzeba będzie się liczyć z ewentualną odmową skutkującą decyzją o opuszczeniu kraju. Jednym zdaniem tak popularne wakacyjne wyjazdy i dorabianie przez studentów mogą się skomplikować.
Czy mogą się pojawić jakieś utrudnienia dla polskich przedsiębiorców, handlujących z brytyjskimi firmami?
Jeszcze w ubiegłym roku polskie firmy sprzedały do Wielkiej Brytanii towary o wartości 50 mld złotych. Od stycznia, kiedy kampania Brexit nabrała tempa, ten handel przygasł. To, co obserwujemy już od kilku miesięcy, to stan wyczekiwania. Inwestorzy i przedsiębiorcy przyjęli strategię „poczekamy, zobaczymy”.
Napisz do autora: tomasz.molga@natemat.pl
