
Rzecznik rządu chwali się, że premier oraz minister Błaszczak doprowadzili do zakończenia głodówki w Dobrzeniu Wielkim. Mieszkańcy tej gminy w tak ostrej formie bronili się przed włączeniem do Opola. Prawda jest taka, że rząd swoimi decyzjami doprowadził do konfliktu, a potem przez długi czas ignorowali protestujących. Nie ruszyło ich, gdy z dramatycznym apelem wystąpił biskup opolski. A teraz, zmuszeni do wyciągnięcia dłoni, musieli pokazać, kto tutaj rządzi.
Wątpliwy sukces rządu już otrąbiono. Prawicowy portal "w Polityce" zatytułował nawet: – "Awantura w sejmie, a tymczasem rząd rozwiązuje problemy. Dzięki zaangażowaniu premier Szydło zakończył się protest w Dobrzeniu Wielkim." Rafał Bochenek, rzecznik premier komentował, że to zasługa jego szefowej oraz ministra Mariusza Błaszczaka. Swoją rękę do tego sukcesu przyłożyć miał również wojewoda opolski, czyli reprezentant rządu w terenie. – To irytujące, straszne, zakłamane – odpowiada Janusz Piontkowski, jeden z uczestników głodówki w opolskiej wsi.
Nawet nie ulękła się biskupa To właśnie decyzja rządu spowodowała, że mieszkańcy gminy Dobrzeń Wielki pod Opolem zdecydowali się na tak drastyczną formę protestu, jakim jest głodówka. Przez ostatnie dni protestujący zaostrzyli nawet protest i pili tylko wodę. Walczyli już tylko o to, aby premier rządu i minister spraw wewnętrznych i administracji spotkali się z nimi. – Sądzimy, że nasze argumenty nie są im przedstawiane – tłumaczy Łukasz Kołodziej, kolejny z grona głodujących. Wczoraj kilka godzin przed zakończeniem protestu rozmawialiśmy z nimi. Większość była już w złej formie. Niemal codziennie sanitariusze odwozili do szpitala, któregoś z uczestników protestu. Po kroplówkach wracali na salę Gminnego Ośrodka Kultury, aby dalej protestować. Ponad tydzień temu biskup, Andrzej Czaja wystosował do premier dramatyczny apel. Raczej nie odniósł skutku, sądząc po tym, że decyzja zapadła o spotkaniu zapadła dopiero teraz.
Andrzej Czaja, biskup diecezjalny opolski
Załatwili ich, jak za komuny Dlaczego protestowali? Z początkiem stycznia część terenów gminy miały trafić do Opola. Na nich znajduje się elektrownia, która daje Dobrzeniowi kilkanaście milionów dochodu z podatku. Wokół rozsiane są też firmy. Bez tego skrawka gmina stanie się jedną z biedniejszych w Polsce. Protestujący oskarżali wiceministra Patryka Jakiego, że w Warszawie „załatwił” rozszerzenie miasta. Ten pochodzący z Opola poseł był zwolennikiem zmiany granic miasta. Jego zdaniem Opole potrzebuje przestrzeni do rozwoju. Rząd 19 lipca ubiegłego roku zatwierdził wniosek władz miasta o rozszerzenie granic, o czym jako pierwszy poinformował Patryk Jaki. Zgodnie z rozporządzeniem Opole powiększyło się o 12 sołectw z 4 gmin go otaczających. Tymczasem mieszkańcy Dobrzenia Wielkiego kwitowali decyzję rządu jednym zdaniem: – Jak za komuny! Nikt nie wziął pod uwagę, że 97 proc. z nich głosowało przeciw włączeniu do Opola.
Podaje rękę w żelaznych rękawiczkach Spotkanie z Mariuszem Błaszczakiem, Ministrem Spraw Wewnętrznych i Administracji odbędzie się w poniedziałek w Warszawie. Z opolskiej wsi przyjedzie trzyosobowa delegacja. Nawet w takim momencie władza musiała postawić na swoim, bowiem uczestnikiem spotkania będzie wiceminister, Sebastian Chwałek. – Nie chcemy rozmawiać z tym człowiekiem. Mieliśmy z nim do czynienia we wcześniejszych spotkaniach. Dla nas to sygnał typu – "przyjedźcie, pogadajcie sobie, ale i tak stawiamy na swoim" – komentuje Janusz Piontkowski.
Do prognozowania rezultatów spotkania bardzo ostrożny jest wójt gminy Dobrzeń Wielki, Henryk Wróbel. – Na razie cieszę się, bo zakończono głodówkę. Niepokoiłem się stanem zdrowia protestujących mieszkańców – mówi wójt i z długim westchnieniem dodaje: – A słów rzecznika rządu nie będę komentował. – Niech przypinają sobie medale, nie o nie nam chodzi. Najważniejsze, że zostaniemy wysłuchani przez osoby decyzyjne. A jeśli pani premier podejmie korzystną dla nas decyzję, gotów jej jestem podziękować – dodaje Łukasz Kołodziej.
Wychodzenie z głodówki potrwa Dziś rano Janusz Piontkowski zjadł, po ponad dwóch tygodniach głodówki, pierwszy posiłek. Ograniczył się do zwykłej kaszki. – Niewiele osób sobie zdaje sprawę, że wychodzenie z głodówki potrwa niemal tyle czasu, co protest głodowy – opowiada Roman Kolek, wicemarszałek opolski, który jest również lekarzem. Wczoraj późnym wieczorem przyjechał do protestujących, aby wyjaśnić, jak mają wrócić do normalnego odżywiania. Razem z dziekanem dietetyki Państwowej Zawodowej Szkoły Medycznej w Opolu przygotował instrukcję wychodzenia z głodówki.
Wicemarszałek nie chce komentować słów rzecznika rządu Prawa i Sprawiedliwości o jego sukcesie. – Szkoda, że premier wcześniej nie podjęła decyzji o spotkaniu. Niepotrzebnie doszło do tego konfliktu, w którym budzono stare demony – dodaje Kolek. – Byłem za zakończeniem protestu głodowego. Myślę, że mieszkańcy wyraźnie pokazali, jak bardzo są zdeterminowani w obronie swojej "małej "ojczyzny".
Napisz do autora: wlodzimierz.szczepanski@natemat.pl
