
Prawo i Sprawiedliwość ma w Sejmie czternastu przedstawicieli z dwóch warszawskich okręgów wyborczych. Mimo to, pod głośną ustawą warszawską podpisało się tylko dwoje z nich, a resztę załatwiono rękoma innych parlamentarzystów; w końcu Polska jest długa i szeroka. Zapytaliśmy stołecznych posłów, dlaczego nie sygnują ustawy swoimi podpisami. Niektóre wytłumaczenia zwalają z nóg.
Bo nie byłem w Sejmie – Akurat nie byłem w Sejmie, kiedy były zbierane podpisy. Gdybym był, podpisałbym bez problemu – przekonuje mnie Piotr Uściński, poseł PiS urodzony w Warszawie i wybrany w podwarszawskim okręgu wyborczym (tym samym, z którego wywodzi się Jacek Sasin).
Kiedy pytam go, czy nie widzi problemu w tym, że ustawę przepchnęli ludzie niezwiązani z Warszawą, odpowiada: – To nie ma znaczenia, to ustawa przygotowana przez klub parlamentarny PiS. Jest odpowiednia ilość podpisów. A czyje? To nieistotne.
Bo nie znam projektu Premier Beata Szydło obiecywała, że projekt ustawy warszawskiej będzie poddany szerokim konsultacjom. W praktyce błyskawicznie trafił do Sejmu. Jak się okazuje, projekt był nie tylko niekonsultowany choćby z gminami, których dotyczy, ale Jacek Sasin (twarz projektu) nie zasięgnął nawet po opinię warszawskich kolegów z partii.
– Nie widziałem projektu wcześniej, więc nie podpisywałem się pod nim – mówi szczerze Paweł Lisiecki z PiS, kolejny polityk, który urodził się w tym mieście. – Dopiero się z nim zapoznaję, tzn. wiedziałem wcześniej, że pewne rzeczy mogą w nim być – tłumaczy.
I jak twierdzi, wszystko jest w porządku. – Ustawa nie poleciała za szybko do pierwszego czytania, bo przed pierwszym czytaniem posłowie mogą się zapoznać. Wówczas pojawia się druk.
Bo jest wymagana liczba posłów Problemu nie widzi także inna warszawianka, która się nie podpisała – poseł PiS Małgorzata Wypych. – Dlatego, że jest wymagana liczba głosów. A jestem za tym, żeby ustawa weszła w życie. To jest stolica. Każdy, kto przyjeżdża, korzysta z metra, ulic, z tego co korzysta Warszawa – mówi mi.
– W następnym tygodniu zajmiemy się kwestią metropolitarną Poznania – wybiega w przyszłość posłanka Wypych. Widać sprawa Warszawy jest już załatwiona.
Bo Sejm czasami przypomina przedszkole – No bo... nie – mówi mi poseł Anita Czerwińska z Warszawy, kiedy pytam ją, dlaczego nie podpisała ustawy. Zaskoczony wypowiedzią, dopytuję, czy może w opinii posłanki ustawa jest źle przygotowana.
– Nie, no bo nie. Poseł się nie musi podpisywać pod każdą ustawą. To jest pana nadinterpretacja (że ustawa jest błędna – red.). Po prostu jej nie podpisałam – słyszę w odpowiedzi.
Bo to kwestia techniczna Zapytałem także Jacka Sasina, który pod ustawą się podpisał (akurat jest z Ząbek, a nie z Warszawy, ale to się może niedługo zmienić) i niejako firmuje ją swoją twarzą, czy nie dostrzega pewnej niezręczności.
– Każde prawo, które parlament uchwala, kogoś dotyczy, a kogoś nie dotyczy. To normalna praktyka. To jest składane w imieniu klubu, w imieniu wszystkich posłów. Natomiast istnieje formalny wymóg podpisania i robią to ci, którzy są aktualnie dostępni. To głosowanie w Sejmie jest istotne, nie ma z czego wyciągać wniosków. Kwestia podpisu jest kwestią techniczną – mówi.
Jak dodaje, nad ustawą "pracował klub, który ma swoich legislatorów, prawników, to jest dorobek wielu lat". – Jeszcze w latach 2005-2007 formalnie pracowaliśmy nad ustawą metropolitarną. To jest podsumowanie wielu lat – kończy.
