Premier Beata Szydło niedawno wyszła ze szpitala, do którego trafiła 10 lutego po wypadku drogowym w Oświęcimiu. To kolejna rządowa kolizja w ostatnich miesiącach.
Premier Beata Szydło niedawno wyszła ze szpitala, do którego trafiła 10 lutego po wypadku drogowym w Oświęcimiu. To kolejna rządowa kolizja w ostatnich miesiącach. fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta

Ze strony opozycji pytania o nadużywanie CASY, ze strony władzy drwiny o jeżdżeniu hulajnogą - to etap, na którym obecnie znajduje się dyskusja o transporcie VIP-ów. Po publikacji "Rzeczpospolitej", która ujawniła że premier Szydło często wraca do domu wojskową CASĄ, politycy PiS stali się ofiarami własnego populizmu. Było to widać jak na dłoni podczas występu Beaty Kempy w Radiowej Jedynce.

REKLAMA
Ucieczka w absurd
"Grzechem premiera jest to, że mieszka 200 czy 300 kilometrów od Warszawy" - ironizowała Beata Kempa, która krytykowała media za to, że miałyby zastrzeżenia do władzy niezależnie od tego, jaki środek transportu by wybrała. Szefowa kancelarii premiera nazwała także pytania i komentarze na temat podróży VIP-ów niestosownymi i nieodpowiedzialnymi, a następnie załamała ręce, bo - jej zdaniem - "w żadnym innym kraju nie ma tak daleko posuniętego braku szacunku do osób najważniejszych w państwie".
Nie dziwi, że opozycja wykorzystuje każdą okazję, by nabijać sobie poparcie partyjne. Loty Szydło CASĄ są łakomym kąskiem - łatwo zrobić z polityk PiS-u wielką panią, która każe się wozić wojskowymi statkami powietrznymi jak taksówką, zwłaszcza że podczas kampanii wyborczej PiS jechał na populistycznej nucie bliskości ze zwykłymi Polakami. Jednak logika działania opozycji, która krytykuje władzę za wszystko, za co może, włącznie z rzeczami, które nie zasługują na krytykę, nie powinna przysłaniać istoty problemu opinii publicznej. Zdrowy rozsądek w tej całej sytuacji zachowuje była premier Ewa Kopacz, która w przeciwieństwie do kolegów nie czyni Szydło zarzutu z latania CASĄ.
Burza w szklance wody
Na początek warto szczerze powiedzieć, że każda władza latała CASĄ i nie jest to nowość wprowadzona przez PiS w ramach dobrej zmiany. Można także zastanowić się nad tym, czy premier jest premierem dwadzieścia cztery godziny na dobę, czy w określonych godzinach. Państwo nie powinno być ani tanie, ani rozrzutne - powinno być racjonalne. A racjonalne jest, by najważniejsze osoby w państwie mogły się płynnie przemieszczać. Oto formularz, wprowadzony decyzją MON z 31 grudnia 2013 r., który pozwala najważniejszym osobom w państwie zamawiać samoloty. Pierwsza wolna kolumna od lewej to samoloty CASA.
logo
DECYZJA Nr 449 /MON ministra obrony narodowej z dnia 31 grudnia 2013 r. w sprawie trybu wykorzystania wojskowych statków powietrznych przez dysponentów limitu nalotu screen MON
Robienie burzy w szklance wody wokół CASY odwraca uwagę od kluczowej dla państwa kwestii bezpieczeństwa najważniejszych osób w Polsce. Jest wodą na młyn Beaty Kempy, która, jak słychać w dzisiejszym wywiadzie, nadal nie nauczyła się, że istnieje jedna instrukcja HEAD, regulująca zasady przewozu VIP-ów, a jednocześnie twierdzi, że wszystkie procedury bezpieczeństwa są spełnione.
Mówi o przestrzeganiu procedur bezpieczeństwa bez mrugnięcia okiem po serii wypadków członków rządu PiS (Szydło, Macierewicza i jeszcze raz Szydło) i prezydenta Dudy. Kpi z jazdy hulajnogą i ucieka od odpowiedzi na bardzo ważne pytania, które padły ze strony opozycji z okazji ostatniego wypadku premier Szydło.
Pytania bez odpowiedzi
Czy premier Szydło w śmigłowcu ratowniczym, który transportował ją z Oświęcimia do Warszawy, towarzyszyła ochrona Biura Ochrony Rządu? Jeśli nie, to dlaczego? Czy położone pod Kielcami miejsce, gdzie śmigłowiec wykonał międzylądowanie, by zatankować paliwo, ochraniali funkcjonariusze Biura Ochrony Rządu? Jeśli nie, to dlaczego?
I nie ma żadnego znaczenia to, kto i jak jeździł 5, 10 i 15 lat temu. Ważne jest bezpieczeństwo obecnej władzy. I z tego powinniśmy ją rozliczać niezależnie od tego, czy ją popieramy. Katastrofa lotnicza w Smoleńsku była zwieńczeniem wielu incydentów lotniczych, z których kolejne władze nie wyciągnęły wniosków. W przypadku katastrof drogowych logika rozwoju wypadków jest podobna. Są znaki ostrzegawcze, są szczęśliwe zbiegi okoliczności. Do czasu.
Szacunek
Polityczne konsekwencje ewentualnej tragedii z udziałem najważniejszych osób w państwie trudno przewidzieć biorąc pod uwagę zamachowe inklinacje jej wyborców. Dlatego z żelazną konsekwencją żądajmy przestrzegania przez PiS procedur bezpieczeństwa i nie czepiajmy się kwestii zastępczych.
Inaczej minister Kempa odbije piłeczkę "przepraszając" za to, że nie wszyscy politycy PiS mieszkają w Warszawie, a minister Błaszczak będzie snuł mętne wywody o hejcie w internecie. Domagajmy się przestrzegania przepisów dla bezpieczeństwa władzy i nas samych. I nie dawajmy się zbyć głodnymi kawałkami o braku szacunku do najważniejszych osób w państwie. To, że PiS nie potrafi zapewnić sobie bezpieczeństwa świadczy o tym, że politycy nie szanują ani siebie, ani państwa, za które są odpowiedzialni.

Napisz do autorki: anna.dryjanska@natemat.pl