
Najpierw posłowie PO pytali o loty premier Szydło do domu i z powrotem wojskową CASĄ i standardy bezpieczeństwa. Potem na mównicę wyszedł wiceminister Bartosz Kownacki z PiS, który rzucił z trybuny, że politycy opozycji mają smoleńską krew na rękach. Teraz parlamentarzyści Platformy skierowali do sądu akt oskarżenia wobec polityka Prawa i Sprawiedliwości.
REKLAMA
Insynuacje, oskarżenia i aluzje do tego, że Platforma Obywatelska zorganizowała zamach na prezydenta Lecha Kaczyńskiego i 95 innych osób (w tym członków PO), to stały repertuar PiS-u od ponad 6 lat. Prawo i Sprawiedliwość wytrwale lansuje hipotezę zamachu na samolot prezydenta, snując fantazje o wybuchach, tajemniczym błocie, sztucznej mgle i innych absurdach. Tymczasem wypadek lotniczy jest tragicznym, choć banalnym przykładem katastrofy typu CFIT, czyli kontrolowanego zejścia ku ziemi. Mówiąc wprost, lądowanie w lesie we mgle grozi śmiercią.
Prawo i Sprawiedliwość za nic ma prawa fizyki i racjonalne argumenty. Dla korzyści partyjnych od lat lansuje brednie smoleńskie i rzuca ciężkie oskarżenia bez pokrycia. Takim właśnie oskarżeniem są słowa o krwi na rękach, które wczoraj wypowiedział w Sejmie wiceminister Bartosz Kownacki, chcąc uciec od tematu bezpieczeństwa i podróży premier Szydło CASĄ do domu i z powrotem. Teraz posłowie PO pozwali go do sądu.
Jeśli Kownacki ma dowód na to, że wypadek nie był wypadkiem, lecz zbrodnią na 96 osobach, jest zobowiązany do złożenia doniesienia w prokuraturze. Jeśli tego nie zrobi, popełnia przestępstwo. Jeśli zaś kłamie i rzuca oskarżenia bez pokrycia, też popełnia przestępstwo. Co zrobi prokuratura, której szefem jest Zbigniew Ziobro, pełniący jednocześnie funkcję ministra sprawiedliwości w rządzie PiS? Przekonamy się w nadchodzących tygodniach.
Niektórzy internauci są przeciwni pozywaniu Kownackiego, inni jednak są zachwyceni, że opozycja wreszcie przestaje tolerować oskarżenia o zbrodnię. Warto dodać, że wiceminister Kownacki przez kilka lat brał udział w posiedzeniach zespołu smoleńskiego Macierewicza.
