Zdaniem bursztyniarzy minister Jan Szyszko po drzewach  "zarżnie" ich branże. A to wszystko za przyzwoleniem premier Szydło, która nie opisuje nawet na ich apele.
Zdaniem bursztyniarzy minister Jan Szyszko po drzewach "zarżnie" ich branże. A to wszystko za przyzwoleniem premier Szydło, która nie opisuje nawet na ich apele. Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta

Osiemset złotych od kilograma bursztynu. Tyle, jak ustalili bursztyniarze, ma wynieść nowa opłata, którą rząd chce łatać dziurę w budżecie. W Ministerstwie Środowiska trwają prace nad odpowiednimi przepisami. Opłata uderzy w branżę, w której tylko na Pomorzu pracuje blisko 30 tysięcy ludzi i jest najbardziej polską znaną marką na świecie. Pomysł urzędników Szyszki zagrozi także środowisku, bo wzrośnie nielegalne wydobycie. Zbigniew Strzelczyk, bursztyniarz: – Nikt nie konsultuje z nami nowego projektu, a przecież jest taki obowiązek. Ta opłata jest po prostu wzięta z sufitu!

REKLAMA

Chyba rząd nie zdenerwował branży bursztynowej tak, jak ekipa Prawa i Sprawiedliwości. A ta przecież chlubi się popieraniem rodzimych produktów i producentów. Ostatnio o szefie ministerstwa środowiska Janie Szyszko głośno jest za sprawą powszechnej wycinki drzew. Teraz zabrał się za branżę, w której na Pomorzu pracuje blisko 30 tys. osób. W jego resorcie trwają pracę nad nowym prawem, które zdaniem bursztyniarzy "zarżnie" ich branżę.

W myśl nowych przepisów bursztyn ma być kopaliną, czyli surowcem o znaczeniu gospodarczym, jak na przykład węgiel. A wtedy od każdego wydobytego kilograma przewiduje się opłatę dla skarbu państwa. – Nad przepisami pracują ludzie, które niewiele wiedzą o naszej branży, inaczej nie proponowaliby tak absurdalnych przepisów – ocenia Zbigniew Strzelczyk, prezes Krajowej Izby Gospodarczej Bursztynu. Bursztyniarze o pomyśle wprowadzenia opłaty dowiedzieli się niemal przypadkiem. Na stronach Ministerstwa Środowiska wyczytali, że trwają prace nad prawem geologicznym. – Nikt z nami nie konsultował projektu. Napisaliśmy do ministerstwa szereg pism, a nawet do pani premier, ale nie otrzymaliśmy na nie odpowiedzi – tłumaczy szef krajowej izby.

Stawka z przemytu Haracz –tak określają pomysł ministerstwa. Bursztynnicy za każdy kilogram surowca mają zapłacić 800 złotych. Drwią, że rząd ich pieniędzmi chce załatać dziurę w budżecie. W kuluarach Sejmu usłyszeli, że czas, aby podzieli się dobrem narodowym, jakby nie płacili podatków od swojej profesji. Skąd tak wysoka stawka?

Zbigniew Strzelczyk uważa, że nowe przepisy uderza w polskich bursztyniarzy

– Okazuje się, że urzędnicy zasugerowali się cenami przemycanego bursztynu z Ukrainy. Celnicy wycenili kilogram surowca na 8 tysięcy złotych, a my zapłacimy 10 procent, to jest 800 złotych. Tylko że to musiały być wyjątkowo duże bryły bursztynu dobrej jakości. Takiego surowca jest zaledwie 2 procent, bowiem w większości występuje surowiec drobny – twierdzi Zbigniew Strzelczyk.

200 za pierścionek z bursztynkiem Nowe przepisy uderzą przede wszystkim w niewielkie warsztaty, jak chociażby Eryka Popkiewicza z Gdańska. – Po wprowadzeniu podatku klient za pierścionek z małym oczkiem, który już teraz kosztuje 50 złotych, zapłaciłby 200. Nie kupi tak drogiego produktu – kwituje. Zdaniem jubilerów, urzędnicy powinni wprowadzić różne stawki podatku. – Na duży bursztyn i miał. Podobnie jak z węglem. Duże bryły bursztynu są rzadkie i bardzo drogie, trafiają do bogatszych klientów. Tych stać na zakup – komentuje Popkiewicz.

Skorzystają na tym Chińczycy Zamożniejsza klientela często gości w zakładzie Stanisława Całki w Warszawie. – Bursztyn już jest drogi. Kilogram grubego kosztuje 3-4 tysiące dolarów, natomiast drobnego od 200 do 500 złotych za kilogram. Doliczmy do tego 800 złotych. Sytuacja naszej branży będzie bardzo kiepska – komentuje Całka.

Na pomyśle polskiego rządu najbardziej skorzystają... Chińczycy. Jubilerzy z Państwa Środka kupują surowiec w Rosji i na Ukrainie, gorszy gatunkowo od bałtyckiego, ale tańszy. No i nie będą mieli "opłaty Szyszki". Paradoksalnie, w budkach na nadbałtyckiej plaży, czy też nadmorskich miastach, plażowicze będą kupowali bursztyn z Hongkongu.

Rozkopią nawet plaże Zapytaliśmy Ministerstwo Środowiska, dlaczego projekt nie był konsultowany z bursztyniarzami. Ciekawiło nas czy prawdą jest proponowana stawka. Odpowiedzi nie dostaliśmy. Tymczasem pomysł rządzących może przynieść odwrotny skutek od zamierzonego – wpływy do budżetu zmaleją. Część jubilerów już myśli o przejściu do szarej strefy.

Co gorsza, urzędnicy, którzy mają dbać o środowisko tymi przepisami po prostu mu zaszkodzą. – Surowiec będzie drogi. Wzrośnie więc jego nielegalne wydobycie. Na mierzejach i w nadmorskich lasach już pełno jest dołów. Teraz rozkopany zostanie cały pas nabrzeżny – uważa Eryk Popkiewicz. Pracownikom ministerstwa polecamy nasze materiały o walce z nielegalnymi kopalniami.