
"Belle Epoque" z odcinka na odcinek traci widownię. "Belfer", chociaż nie był serialem ogólnie dostępnym, z każdym odcinkiem przyciągał. "Pakt" serwował widzowi emocjonalną huśtawkę, mimo że nie za darmo. "Wojenne dziewczyny" publicznej telewizji wywołują mdłości. Seriale w Polsce są albo słabe albo mocne - i od razu wiadomo, kto pokazuje które.
Czołówka i dziękuję "Obejrzałam pierwsze minuty 'Belle Epoque'. Ktoś chyba chciał zrobić polską odpowiedź na 'Peaky Blinders'"– zobaczyłam taki wpis koleżanki na Facebooku i mogłam jej tylko przyklasnąć. Tym kimś są Marek Bukowski, Igor Brejdygant i Maciej Dancewicz. Wspólnymi siłami napisali scenariusz, który kupili Michał Kwieciński z Akson Studio i TVN-owskie producentki: Katarzyna Bielecka i Marta Grela-Gorostiza. Tekst przypada do gustu Edwardowi Miszczakowi. Po kilku miesiącach rusza machina promocyjna serii o wielkim, jak na polskie warunki, budżecie.

Czołówka "Belle Epoque" części odbiorców wystarczyła. Odważniejsi wytrwali 10-15 minut, prawdziwi śmiałkowie, jak cytowana koleżanka, do napisów końcowych. O tym, jak zły to serial pisaliśmy. Zastanawia jeszcze, czemu robi się z widzów idiotów. Kit TVN-u nie powinien stawać obok "Peaky Blinders" czy "Tabu", nawet jeśli Paweł Małaszyński bardzo chce być drugim Tomem Hardym. Szkoda, bo mógłby być pierwszym, niepowtarzalnym sobą. Od serialu nie zawsze wymaga się, by zmuszał do myślenia - tylko na Boga, niech nie ogłupia i nie udaje prawdziwej czekolady, gdy jest wyrobem czekoladopodobnym.
Słabe równa się za darmo? Problemem rodzimych produkcji dla mas jest przejście od pomysłu do jego realizacji. Serialowi pionierzy z Iloną Łepkowską na czele wiedzieli, jak chwycić byka za rogi. Tylko że kiedy spuścili go z oka, byk rogami wbił się w płot. Zespoły scenarzystów piszące flagowe seriale / ramówkowe strzały robią krzywdę widzowi. Z powodu ich wypocin i odjazdów za drugą stronę lustra widz tępo spogląda w ekran. Czasem się zaśmieje, ale nie gryzie palców z nerwów. W przypadkach "obyczajówek" może jednak chwilami powinien.

"Rodzinka.pl" obyczajówką nie jest, bawi do łez - w tym serialu zgadza się wszystko. Stanowi wyjątek od reguły obok niezłego "O mnie się nie martw" i doskonałych, niezabawnych wcale "Artystów". Ale "Klan", "M jak Miłość", "Na dobre i na złe" i "Barwy szczęścia" przedrzeźniają same siebie. Gwoździem do trumny są "Wojenne dziewczyny". Za TVP drepcze TVN - już nie tylko przez żart, jakim stało się "Na Wspólnej". Drętwe dialogi i sztuczność świata przedstawionego wywołują niemal fizyczny ból. Łącznikiem dawnego dobrego z obecnym złym wszędzie jest w miarę stała obsada.
Wzlot i dramatyczny upadek Młoda dziewczyna idzie na kontrolne badania do ginekologa, gabinet opuszcza... zapłodniona. Taki oto, jakże oryginalny pomysł był podstawą do wyprodukowania serialu "Majka". Stacja TVN chciała zastąpić czymś "Brzydulę". Potem na miejsce "Majki"z happy endem (na koniec tatuś dziecka z in vitro wiąże się z jego mamusią i żyją długo i szczęśliwie), wskoczyła "Julia".

Fabuła "Julii" w skrócie
Cytat za tvn.pl
Scenarzyści osiągnęli szczyt Mount Everestu wtórności sprzedając papkę pod tytułem "Prosto w serce". Wyszli z założenia, że jeśli serial sprzedaje się w dalekiej Argentynie, to w nad Wisłą też, wystarczy go trochę przerobić i jest hit. Otóż nie.
Produkcją, która naprawdę broniła się w ostatnich latach mimo sprzedaży marzeń o Warszawie, na jaką niewielu stać, było "Prawo Agaty". Agnieszka Dygant wykonała tytaniczną pracę, by widowni chciało się czekać na więcej. Prawdziwe emocje, wiarygodne sytuacje, równomiernie prowadzone wątki, historie zamykające się w jednym epizodzie. "Przepis na życie" też miało świeżość i polot, aż w którymś momencie z kuchni i życia serialowej Anki zawiało fałszem. Można? Można! Jesienią 2015 roku HBO Polska z dumą prezentowała oryginalną produkcję "Pakt". Marcin Dorociński grał dziennikarza śledczego. Wierzyło się, że codziennie zagląda do newsroomu i zaciekle walczy o temat. Z nim widz odkrywa prawdę, która koniec końców raczej nie "rozwala" głowy. Elementem burzącym, przez który "Pakt" się zapamiętuje, jest budowanie napięcia. To dowód, że można zrobić serial "made in Poland" i nie spalić się ze wstydu.
Być może autorzy "Belle Epoque" nie widzieli 1. ani 2. sezonu "Paktu". Kto chciał, znalazł sposób, by rzucić na nie okiem. HBO udostępniło za darmo pierwsze odcinki. Robi tak zresztą z każdą swoją produkcją. To ruch, na jakim zyskuje zawsze. Nie każdy chce przecież od razu płacić. Z drugiej strony, coraz więcej osób wykupuje dostęp i cieszy się jakością, jakiej nie daje ani telewizja publiczna, ani telewizje prywatne. Jakościowe nie jest wciskanie, że kucharz traci zmysł smaku i odzyskuje go składając pocałunek na ustach ukochanej.

Próby robienia serialu przez duże S opłaca się, gdy twórca nie kłamie. Pomimo paru potknięć Jakub Żulczyk, Monika Powalisz (scenarzyści) i Łukasz Palkowski (reżyser) pokazali rzecz, która była wydarzeniem. "Belfer" dał nadzieję, że wcale nie odstajemy od Zachodu. Aktualnie trwają prace nad 2. serią. Młodzi aktorzy biją się o role i będą się bić, żeby pracować na planie innych produkcji - Canal+ "Belfrem" dopiero się rozkręca. Ma prawa do ekranizacji "Króla" Szczepana Twardocha "i serii szpiegowskich książek Vincenta V. Severskiego. Wspomniane HBO zekranizuje zaś "Ślepnąc od świateł" Żulczyka.
Polacy czekają dziś bardziej na to, co zrobią płatne platformy niż na wyjaśnienie, z kim dziecko ma Monika Borecka z "Drugiej szansy". Ciekawi są również seriali zapowiadanych przez Showmax. Ponoć trzy wyreżyseruje Patryk Vega, coś zrobi też Wojciech Smarzowski.
Patryk Vega dla naTemat
Miesięczny dostęp do Showmaxu kosztuje 19 złotych. Aby oglądać HBO trzeba zapłacić dostawcy 30 zł, umowa wiąże przez 12 miesięcy. Pakiet Canal+ kosztuje trochę więcej, ale kiedy wie się, że raczej nie zostanie się nabitym w butelkę, to chyba warto.
Napisz do autorki: karolina.blaszkiewicz@natemat.pl
