
Życie podobno pisze najlepsze scenariusze. Jaka idea przyświecałaby twórcom filmu pod roboczym tytułem "Wybory Donalda Tuska na szefa KE vol. 2: Zamach”, możemy się tylko domyślać. W budowaniu atmosfery nieuniknionej katastrofy widać nawiązanie do "2012”, rozgorączkowani bohaterowie miotają się jak Bruce Willis w "Szklanej pułapce”, ale najgorsza i tak jest ufundowana na niskich emocjach reżyseria, do której dziś pewnie nikt już się nie przyzna. Ponowny wybór Donalda Tuska na przewodniczącego KE dzięki akcji polskiego rządu zamienił się w kiepski melodramat oparty na myśleniu życzeniowym i jako taki powinniśmy go zrecenzować.
Napisz do autora: lidia.pustelnik@natemat.pl
