
Na Wojskowych Powązkach w Warszawie ekshumowano we wtorek ciało z grobu Andrzeja Przewoźnika, byłego sekretarza Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa, który zginął w katastrofie smoleńskiej. To kolejna ekshumacja dokonywana na polecenie prokuratury, choć część rodzin zdecydowanie przeciw temu protestuje. NaTemat rozmawia z Pawłem Dereszem, mężem Jolanty Szymanek-Deresz, posłanki SLD, która zginęła w katastrofie.
REKLAMA
Ruszyły kolejne ekshumacje smoleńskie. Czy śledczy odzywali się do pana w tej sprawie?
Paweł Deresz: Nie. Dostałem tylko z prokuratury wykaz czterech nazwisk osób, które zginęły w katastrofie smoleńskiej i które będą w najbliższym czasie ekshumowane. I to wszystko. Natomiast ja nadal procesuję się z prokuraturą i myślę, że śledczy chcą mnie wziąć na przeczekanie. Jedna sprawa już się odbyła i 2 kwietnia ma zostać ogłoszona decyzja sądu w sprawie mojego zażalenia na decyzję prokuratury.
A jeśli sąd nie przyzna panu racji?
Będę się dalej odwoływał. W tej chwili sprawę rozpatruje Sąd Okręgowy, potem jest jeszcze druga instancja, a następnie Sąd Najwyższy i wreszcie Trybunał Sprawiedliwości w Strasburgu.
Jakich argumentów używa pan w sądzie?
Mam je spisane na szesnastu stronach. Argumentuję w sposób prawny, ale także odwołuję się do przeżyć i uczuć oraz strat moralnych moich i mojej rodziny.
Poseł Sasin pochwalił się ostatnio, że PiS zebrał prawie milion złotych na budowę pomnika smoleńskiego i pomnika Lecha Kaczyńskiego. Przy okazji wyjawił że w Polsce jest już ponad 70 pomników i symboli upamiętniających byłego prezydenta. Pan woli organizować turniej tenisowy poświęcony żonie.
Organizuję ten turniej już siódmy raz, zawsze w czerwcu w okolicach imienin mojej żony. W turnieju startuje około stu kobiet w wieku 35 plus, które w jakiś sposób były związane – nie tylko na niwie sportowej – ale na przykład zawodowo, czy emocjonalnie z moją żoną. Startują tam tylko amatorki. W puli nagród jest tysiąc euro, które funduję z własnej kieszeni. Ale wracając do pomnika, to myślę, że przyszedł najwyższy czas żeby zacząć zbierać pieniądze także na pomnik dla Jarosława Kaczyńskiego, "który przecież poległ w Brukseli".
Obserwujemy polityczną eskalację konfliktu smoleńskiego. Jarosław Kaczyński nazywa swoich przeciwników "łotrami", Joachim Brudziński mówi o dziczy, która protestuje przeciwko miesięcznicom smoleńskim, manifestanci skarżą się, że ktoś pociął im kurtki żyletkami...
Zachowanie pana Kaczyńskiego przypomina mi poszczekiwanie małego pieska, który czuje się winny, a nie zna innej reakcji jak szczekanie na wszystkich wokół. Ale mówmy poważnie. Ja w ostatnich tygodniach wystąpiłem do rządu o opublikowanie białej księgi na temat jego działań dotyczących wyjaśniania katastrofy smoleńskiej. Od momentu przejęcia władzy. Domagam się, aby rząd ujawnił, co zrobił w sprawie odzyskania wraku od Rosjan, co zrobił w sprawie nawiązania kontaktów w rosyjską prokuraturą, jak pracuje zespół smoleński pana Berczyńskiego i ile kosztuje jego praca? Rząd tymczasem milczy, czyli musi coś ukrywać. Zapewne nic nie robi w tej sprawie poza tym, że wykorzystuje ją do celów politycznych.
Antoni Macierewicz kolejny raz zapowiedział, że wkrótce ujawni "nowe” dowody w sprawie Smoleńska i efekty "istotnych" eksperymentów.
Może nie będą to tym razem dowody polegające na pokazywaniu puszek po piwie i parówek. A jeśli chodzi o pana Kaczyńskiego, to po raz 87 powiedział, że są już blisko prawdy, więc byłoby dobrze gdyby ta prawda została wreszcie ujawniona, a nie wmawiano wszystkim że "jesteśmy blisko prawdy”.
Jaka to będzie prawda?
To zapewne będzie "prawda” Kaczyńskiego. A więc ja będę ostro protestował przeciwko temu kłamstwu.
Napisz do autora:jaroslaw.karpinski@natemat.pl
