
Dla wielu polityków Prawa i Sprawiedliwości taki wywiad byłby swoistym pocałunkiem śmierci. Ale nie dla Łapińskiego. Bo to nie pierwszy raz. Ani drugi.
Naturalnie medialna aktywność posła Łapińskiego nie uszła uwadze biura prasowego Prawa i Sprawiedliwości z posłanką i rzeczniczką w jednym Beatą Mazurek na czele. Wiadomo, że poseł ma cichy zakaz przychodzenia do stacji radiowych i telewizji. Nikt o tym głośno nie mówi, ale coś jest na rzeczy. Sam zainteresowany widocznie zakazem się nie przejmuje, ale wymowny jest fakt, że jak już się pojawia, to tylko w mediach komercyjnych, nie publicznych.
Rezydował na Nowogrodzkiej, w czasie kampanii był zastępcą Mastalerka. A wcześniej asystentem Krasnodębskiego. Dobrze się z nim pracowało, bo jak biuro mówiło "nie", to on potrafił załatwić niemożliwe. Pod tym względem był okej. Poza tym jest bardzo krytyczny wobec tego, jak działa biuro i wobec "przekazów dnia", których nie ocenia najlepiej.
Jak więc nietrudno się domyślić, Łapiński zakazami partyjnymi niekoniecznie się przejmuje. A co sam o tym sądzi? Zakazu nie chce wprost potwierdzić. – Dostałem zaproszenie (chodzi o dzisiejszą rozmowę w RMF FM – red.), uznałem, że skoro mam czas i mogę, to przyjąłem je. Nie mam wpływu na to, czy ktoś jest z tego zadowolony czy nie – mówi dyplomatycznie w rozmowe z naTemat. Pytany, czy w partii są z tego zadowoleni, odpowiada krótko: – To już proszę pytać biuro prasowe.