Piotr Jakubczyk niewątpliwie stał się dziś bohaterem internetu.
Piotr Jakubczyk niewątpliwie stał się dziś bohaterem internetu. Fot. Facebook.com/piotr.jakubczak.31

Obraz przedstawiający Jarosława Kaczyńskiego w samych slipach na krzyżu budzi kontrowersje. Przez wielu określany jest jako coś haniebnego i skandalicznego, ale w sieci nie brak i takich głosów, że to dzieło wybitne i wreszcie ktoś odsłonił prawdę. Bo internauci jak kania dżdżu wyczekują okazji, by uderzyć w PiS. I każdy sposób jest dobry.

REKLAMA
"Wreszcie świetnie pokazana hipokryzja PiS", "obrazy są po prostu dobre", "odważna sztuka, super pomysł" – to tylko niektóre z komentarzy znalezionych w sieci. Znawcy malarstwa nie są już tak entuzjastyczni. – Te obrazy mają bardzo niską wartość artystyczną – mówi historyk sztuki Marta Nowak. – Jest tu jakiś element groteski, bronią się może jako forma satyry, ale daleko tym pracom do twórczości na przykład Dudy-Gracza.
Specjalista nie ma zbyt dużo do powiedzenia na temat warsztatu. – Artystycznie to jest tak na poziomie "Barbakanu", czyli – delikatnie mówiąc – nic szczególnego – twierdzi Nowak. – Aczkolwiek jako anegdota, przedstawienie satyryczne obrazy są pomysłowe, jest w tym jakaś siła. Technicznie, warsztatowo jednak są po prostu słabe – dodaje historyk sztuki.
A mimo to Piotr Jakubczak ma dziś swoje pięć minut sławy. Trudno przypuścić, by obraz z Kaczyńskim na krzyżu kiedykolwiek trafił do znanego domu aukcyjnego. Chyba, że będzie ją prowadził Hugh Grant, jak swego czasu w komedii "Mickey niebieskie oko". Ale dzięki temu, że Jakubczak swoimi obrazami uderza jednocześnie w PiS i pośrednio w Kościół, na portalach społecznościowych zdjęcia obrazu przedstawiającego Kaczyńskiego czy Macierewicza powożącego rydwanem historii, rozpowszechniane są z prędkością światła.
Bohater drugiego planu
Warto zaznaczyć, iż wcale nie trzeba namalować Kaczyńskiego w samych slipach, żeby stać się bohaterem internetu. Jedno czy dwa głośniej wypowiedziane słowa krytyki, jak to czasem zdarza się Krzysztofowi Łapińskiemu, stają się powodem niezwykłego poruszenia. Szybko podnoszą się krzyki, że oto przemówił poseł PiS, który się Kaczyńskiego nie boi. I zachwyt wśród zwolenników opozycji jest niemal powszechny.
Wystarczy poczytać komentarze pod tekstem o tym, jak to Łapińskiego "czasem szlag trafia i opadają mu ręce". "Prof. Staniszkis już dawno stwierdziła, że w PiS jest wiele bardzo zacnych osób i że te osoby nie wytrzymają firmowana idiotyzmów ze strony nierozgarniętych idiotów z rządu" –
pisze jeden z komentujących. "Boże, jakich poziomów sięgnęła polska polityka, że podziwiamy 1 na 200 posłów PiS" – to już komentarz spod tekstu o tym, iż poseł Łapiński nie stosuje się do "przekazów dnia" i mówi to, co myśli zamiast tego, co zostało rozesłane okólnikiem z Nowogrodzkiej.
Tymczasem Łapiński ponosi ogromną odpowiedzialność za to, że dziś PiS jest u władzy. To on stał w cieniu Beaty Szydło podczas kampanii wyborczej, to on podpowiadał co zrobić, co powiedzieć, a czego nie mówić. Gdyby stworzyć listę osób odpowiedzialnych za dojście Prawa i Sprawiedliwości do władzy, Łapiński zajmowałby jedną z wyższych pozycji. W końcu był zastępcą Marcina Mastalerka i bohaterem drugiego planu kampanii parlamentarnej.
Dziś Łapiński powoli przejmuje nowe obowiązki rzecznika prezydenta Andrzeja Dudy po tym, jak ze stanowiska zrezygnował Marek Magierowski. Będzie miał szansę pokazać, czy rzeczywiście próbuje się wraz z nowym szefem wybić na niezależność wobec prezesa Kaczyńskiego, czy jest to tylko zagrywka polityczna obliczona na odbudowę zaufania do głowy państwa.
Magierowski, gdy pełnił funkcję rzecznika prezydenta, nie był ulubieńcem opozycji. Zawsze bronił decyzji politycznych swojego szefa, nawet jeśli ten podpisywał kontrowersyjne ustawy, co do których zastrzeżenia miał kierowany przez profesora Rzeplińskiego Trybunał Konstytucyjny.
Bohater za dwa słowa
Aż nagle przyszedł TEN dzień. Marek Magierowski wdał się w wymianę złośliwości z rzeczniczką rządu, której zarzucił braki w wykształceniu i brak umiejętności czytania ze zrozumieniem. "Gorszy sort" oniemiał wprost z zachwytu: oto Magierowski wybija się ponad "tłum pisowski i zaczyna mówić z sensem".
Przy okazji zaczęło się doszukiwanie przyczyn rezygnacji ze stanowiska. Wielu uważało, że zaważyła o tym właśnie wymiana złośliwości z rzecznik PiS Beatą Mazurek. Wydaje się to jednak mało prawdopodobne, skoro Łapiński przyznał, że propozycję przejęcia urzędu po Magierowskim dostał w okolicy Wielkanocy, a uwaga o wykształceniu Mazurek została wygłoszona kilka tygodni później. Prędzej można się spodziewać, że w obliczu zbliżającej się dymisji "puściły hamulce".
Choć nie wiadomo, co stało za decyzją Magierowskiego, a on sam milczy w tej sprawie, na krótko stał się ulubieńcem przeciwników dobrej zmiany. Pisali oni o powrocie przyzwoitości i resztkach honoru, choć nie brakowało i takich, którzy przypominali mu wszystkie słowa które wypowiedział jako rzecznik czy zestawienie zdjęć Komorowskiego i Hitlera, jakie zamieścił na Twitterze jeszcze w trakcie kampanii prezydenckiej.
Przykłady można mnożyć, bohaterami na pięć minut stawali się już minister Anna Streżyńska i Jarosław Gowin. Mechanizm dokładnie taki sam jak w przypadku Łapińskiego czy Magierowskiego – jedna wypowiedź odstająca trochę od oficjalnej linii partii i już internauci mają nowego idola.
Bo bicie w Kaczyńskiego stało się po prostu modne.