
Trudno wskazać obelgi, które nie padłyby w polskiej debacie publicznej. Byli już "ubecy", "komuniści i złodzieje", "zdradzieckie mordy", "kanalie". Można byłoby stworzyć dosyć opasły słownik parlamentarnej polszczyzny. Po ostatnich "debatach" sejmowych, Rada Języka Polskiego wydała specjalny apel w tej sprawie.
Jednak tym razem przekroczono granicę, którą można byłoby tolerować. Głos w tej sprawie postanowiła zabrać Rada Języka Polskiego, która w swoim oświadczeniu zwraca uwagę, że nawet terminy specjalistyczne zyskały w polskiej przestrzeni publicznej negatywne konotacje, a dotąd neutralne pojęcia zostały nacechowane błędnymi znaczeniami.
[...] wielki sprzeciw wywołują nadużycia językowe, polegające m.in. na arbitralnej zmianie znaczeń słów, nadawaniu nacechowania ekspresywnego wyrazom dotąd nienacechowanym, w tym terminom specjalistycznym, które powinny opisywać rzeczywistość w obiektywny sposób, a także posługiwanie się wartościującymi etykietami i stereotypami w odniesieniu do przeciwników politycznych. Prowadzi to do naruszenia podstawowych zasad etyki słowa, a także powoduje rozprzestrzenianie się języka publicznego niepozwalającego na dialog społeczny i porozumienie, a – wręcz przeciwnie – jątrzącego i zaostrzającego spory.
[...] Prezydium Rady Języka Polskiego stanowczo apeluje do polityków i dziennikarzy o zaprzestanie używania wyrazów brutalnych, deprecjonujących osoby i instytucje, określeń nacechowanych dużym ładunkiem ekspresji oraz niemanipulowanie znaczeniami wyrazów.
Nie trzeba tu przytaczać historycznych przykładów upadku polszczyzny w parlamencie lub po prostu zwyczajnego chamstwa. Wszyscy możemy je podać bez większego problemu. Dlaczego akurat teraz Rada postanowiła wydać tak stanowczy apel? – W ciągu ostatnich kilku miesięcy, szczególnie w przypadku debat nad ostatnimi projektami i ustawami, brutalizacja polskiej polityki poprzez zaostrzenie języka, którego politycy używają, bardzo się nasiliła – mówi profesor Andrzej Markowski.
- Wszystko można powiedzieć, ale w sposób kulturalny albo przynajmniej neutralny. Jeżeli jedna strona używa wyzwisk i inwektyw, to druga robi to samo. Wtedy już nie ma miejsca na meritum sprawy, o której dyskutujemy, o którą się spieramy – apeluje profesor Markowski. Czytając apel naukowców i znając realia polskiej debaty publicznej, wszyscy zdają sobie sprawę, że zostawiając taki apel na stronie internetowej i Facebooku i nie podejmując zdecydowanych działań, za dwa dni o nim zapomnimy, a nie zmieni się nic. Na szczęście, twórcy apelu mają tego świadomość i właśnie trwają prace nad formą, w jakiej naukowcy mogliby reagować na konkretne przykłady językowych nadużyć. – Będzie to jakaś forma wskazywania konkretnych wypowiedzi, konkretnych osób, ale jeszcze nie mogę powiedzieć nic konkretnego. Pracujemy nad tym – przyznaje przewodniczący RJN. Pod koniec roku, Rada Języka Polskiego zobowiązana jest do przedstawienia Sejmowi i Senatowi RP sprawozdania o stanie ochrony języka polskiego. – To najbliższe poświęcimy właśnie językowi używanemu w publicznych dyskusjach – przyznaje nasz rozmówca.
