
Wystarczyło, że dziennikarze zapytali Ministerstwo Obrony Narodowej o finansowanie jednej z fundacji, aby urzędnicy Macierewicza wykonali pospieszne kroki. Szef fundacji miał przed laty, dzięki Antoniemu Macierewiczowi, dostęp do informacji poufnych o polskiej armii. Tymczasem, według medialnych doniesień, prezes związany był też z grupą dewoloperską powiązaną z rosyjską mafią. Dziennikarzom MON odmówiło informacji o fundacji, ale natychmiast skierowało przeciw fundacji sprawę do sądu.
REKLAMA
Jak ujawnia "Fakt", MON odcięło się od Fundacji – Narodowe Centrum Studiów Strategicznych. To pokłosie informacji dziennika z początku sierpnia. Wówczas gazeta donosiła o niejasnych finansach fundacji. Domagała się też od ministerstwa wglądu w sprawozdanie fundacji. Dziennikarze tych informacji nie dostali. Jednak MON nie mógł odmówić odpowiedzi – posłowi, Tomaszowi Siemioniakowi. Dzięki temu wiadomo, że dzień po artykule w "Fakcie" MON wystąpił do fundacji o uzupełnienie sprawozdania. NSCS nie odpowiedziało, dlatego ministerstwo skierowało sprawę do sądu o zawieszenie jej działalności i wyznaczenia przymusowego zarządcy.
Nie chodzi o zwykłą fundację. Jak podaje "Fakt" jej prezes okrzyknięty był w mediach, jako "rosyjski łącznik". Przed laty prezes pełnił odpowiedzialne stanowisko podsekretarza stanu w ministerstwie obrony narodowej. Co więcej, od ówczesnego szefa kontrwywiadu Antoniego Macierewicza dostał dostęp do poufnych informacji. Tymczasem prezes od 2002 jest związany ze spółką, której z kolei udowodniono powiązania z rosyjską mafią.
Po rewelacjach "Faktu" jeszcze bardziej aktualne staje się pytanie o Tomasza Piątka, autora książki o rzekomych kontaktach szefa MON i jego współpracowników z rosyjskimi służbami. Od Władimira Putina miały dzielić go tylko trzy kontakty. Antoni Macierewicz skierował przeciw Piątkowi sprawę do prokuratury. Wydźwięk tego gestu jest jednoznaczny, szef MON chce zamknąć usta krytykowi jego poczynań. W obronie Piątka stanął Międzynarodowy Instytut Prasy.
Źródło: "Fakt"
