Od tej gry zaczął się boom na esport. "StarCraft" ma 20 lat, wciąż jest na topie, a Polacy są w światowej czołówce

"StarCraft" został wydany 20 lat temu. Do dziś ma wierne grono tysięcy graczy. Gra przyczyniła się do rozwoju esportu
"StarCraft" został wydany 20 lat temu. Do dziś ma wierne grono tysięcy graczy. Gra przyczyniła się do rozwoju esportu Fot. mat. pras.
"StarCraft" to jeden z ojców esportu, który mimo dwóch dekad nie zestarzał się o jotę. Wciąż jest grywalny, ma potężną rzeszę fanów i jest niedoścignionym wzorem dla wielu deweloperów. Nawet osoby słabo zorientowane w grach komputerowych słyszały o tym tytule, pozostali za chwilę poznają fenomen, który z kawiarenek internetowych przeniósł się do wielkich hal z trybunami na kilkanaście tysięcy ludzi, a w Korei Południowej stał się nieoficjalnym sportem narodowym. Polacy jednak też stanowią potężną siłę.

– "StarCraft" po prostu przyciąga niezwykłych ludzi. Jest wśród nich poczucie braterstwa wynikające ze wspólnej gry czy oglądania esportu – mówi naTemat Tim Morten, dyrektor produkcji "StarCrafta II" z Blizzarda. Studio jest odpowiedzialne za takie serie jak "Diablo" czy "Warcraft". – Dla mnie to, co czyni go wyjątkowym, to mieszanka wciągającej historii bohaterów, unikatowy design ras i bardzo wysoki poziom dopracowania – dodaje Morten. Serii "StarCraft" właśnie stuknęła dwudziestka.
Przebój kafejek internetowych i "LAN party"
Wydany 31 marca 1998 roku "StarCraft" to futurystyczna strategia czasu rzeczywistego - rozgrywka jest szybka, bo nie ma podziału na tury jak w szachach. Gracz przy pomocy myszki i klawiatury dowodzi jednostkami zbierającymi surowce, stawiającymi budowle, a przede wszystkim steruje armią, by zniszczyć bazę przeciwnika, który w tym czasie również nie próżnuje.

Produkcja Blizzarda ma dwa tryby: jednoosobowy - fabularny, w którym wykonując kolejne misje kampanii poznajemy bohaterów i historię arcyciekawego konfliktu w kosmosie oraz niezwykle dopracowany tryb wieloosobowy. To właśnie sieciowa twarz "StarCrafta" stała się międzynarodowym fenomenem, który w połączeniu z boomem na szerokopasmowy internet i kafejki internetowe stanowił podwaliny profesjonalnego esportu.
"StarCraft" był popularny również wśród polskich graczy. Niektórzy są z tytułem od samego początku. – Przygodę zacząłem zaraz po premierze gry czyli 20 lat temu. Na początku byłem zafascynowany kampanią i światem stworzonym przez Blizzarda – wspomina 33-letni Emil Wieczorek z Warszawy. Oprócz grania, jest też profesjonalnym komentatorem esportowym.

– Miałem to szczęście, że rodzice założyli stałe łącze internetowe, więc mogłem grać z domu. Większość kolegów chodziła do kafejek internetowych i tam grali. W kafejkach też powstawały pierwsze “klany” i rozgrywano turnieje – dodaje komentator. Spora część ówczesnych dzieciaków spędzała więc czas w praktycznie nieistniejących dziś kafejkach. Grali nie tylko w "Quake'a" czy "Counter Strike'a", ale też w "StarCrafta".
– Samo granie w tamtych czasach przez internet było wyzwaniem, bo nie każdy miał dostęp do sieci. Dlatego właśnie gracze korzystali z kafejek internetowych. Spotykało się tam ze znajomymi, doskonaliło swoje zagrywki, walczyło przeciwko sobie i organizowano pierwsze LAN-y czyli zamknięte zawody dla ludzi będących fizycznie w danej kawiarence – mówi 30–letni Paweł "blizniaknr1" Maksymiuk. Jest fanem gry od 18 lat i wraz z bratem jeździ na turnieje, gdzie organizuje profesjonalny doping.
Paweł "blizniaknr1" Maksymiuk

"Była także alternatywa dla kafejek internetowych. Polegała na przeniesieniu swojego komputera do kolegi i połączenie ich w sieć. Można wtedy było zagrać jeden na jednego, współzawodniczyć ze znajomymi i mimo posiadania zazwyczaj tylko dwóch komputerów spiętych w sieć rozgrywały się tam epickie batalie".

Sequel, który zrewolucjonizował wirtualny świat
Pierwsza część "StarCrafta" znalazła 11 milionów nabywców stając się jedną z najlepiej sprzedających się gier w historii (w zeszłym roku wydana została w zremastrowanej tj. odświeżonej wersji). Gracze organizowali amatorskie turnieje, kolejne wygrane pozwalały piąć się w rankingach - "StarCraft" ze względu na złożoność, pozwalał na wprowadzanie mnóstwa taktyk, a zwycięstwo nie polegało na szczęściu, lecz wyszkolonych umiejętnościach gracza i szybkiego podejmowania decyzji.
Wojciech 'Dembski' Dębowski,
Sędzia esportowy

"Wiele dzisiejszych gier stawia przed graczem trochę inne wyzwania, często opierając się w dużej mierze na współpracy pomiędzy zawodnikami z jednej drużyny. Moim zdaniem w takich grach łatwiej jest się również pogodzić z porażką -  naturalnym odruchem człowieka jest obwinianie graczy ze swojej drużyny: "Mój team słabo zagrał, ze mną było wszystko ok".

W "StarCrafcie", grze bardzo wymagającej jeżeli chodzi o mechanikę (ilość akcji, które gracz musi wykonywać podczas gry), dodatkowym problemem jest fakt, że za porażkę możemy winić tylko siebie. Nie jest łatwo pogodzić się z tym, że okazaliśmy się po prostu gorsi od przeciwnika po 20 minutowej, wyczerpującej batalii. Ten fakt odrzuca bardzo wielu ludzi, ale potrafi uzależnić tych, którzy są perfekcjonistami".

Dopiero wydany w 2010 roku trójwymiarowy i jeszcze bardziej rozbudowany sequel przyczynił się do totalnej rewolucji w esporcie, która trwa do dziś. – To właśnie Starcraftowi i jego gigantycznej popularności w Korei zawdzięczamy dzisiejszy kształt esportu. Społeczność graczy Starcrafta składa się głównie z prawdziwych pasjonatów - to nie jest gra stworzona do odpalenia raz na jakis czas i spędzenia miłego wieczoru ze znajomymi – mówi wieloletni fan, 24-letni Aleksander "aLo" Skup z Warszawy. Co nie znaczy, że gra nie nadaje się dla "niedzielnych" graczy.
Aleksander "aLo" Skup
Wieloletni fan gry

"StarCraft" jest nastawiony na rozgrywkę 1 na 1, co przy olbrzymiej złożoności i szybkim tempie rozgrywki jest prawdziwym testem osobowości. Dlatego, ci którzy przeszli starcraftową próbę charakteru są w stanie docenić jego piękno i pokochać na lata. Ważnym aspektem dodającym świeżości jest również ciągła ewolucja - w każdym sezonie rankingowym są nowe mapy, które prowokują do zmiany stylu gry, a twórcy ciągle eksperymentują i szlifują zmiany w balansie ras."

"StarCraft II: Wings of Liberty" zmienił życie tysięcy osób. – Od razu wsiąknąłem w świat, który stawiał na pierwszym miejscu rywalizację. Dowiedziałem się, że esport to nie jakaś zabawa dla garstki wybranych, a ogromny przemysł przyciągający miliony ludzi i wielkich sponsorów – mówi Wojciech 'Dembski' Dębowski. – Oczywiście esport w 2010 roku nie wyglądał tak, jak dziś. W głównej mierze dzięki "StarCraftowi II" zapoczątkowana została nowa era, której powstanie i rozwój miałem przyjemność obserwować z bliska na przestrzeni ostatnich 8 lat – dodaje sędzia.
Wojciech 'Dembski' Dębowski
Sędzia esportowy

"W "StarCrafta II" grałem na początku na przegrzewającym się, starym laptopie, na którym latem musiałem ograniczać detale graficzne, aby nie wyłączał się w trakcie gry. Nie miałem też osobnej klawiatury na USB - przez to na pierwszych rozgrywkach off-line, w których brałem udział, czyli finał ESL Amateur Series w Zabrzańskim Multikinie, musiałem klawiaturę pożyczyć od znanego gracza, Tomka "Tarsona" Boronia".

Bo wszyscy gracze "StarCrafta" to wielka rodzina
"StarCraft" z pewnością nie byłby tak popularny, gdyby nie społeczność, która podtrzymuje i pomaga rozwijać zainteresowanie tytułem. Przekonałem się o tym na własnej skórze, bo wszyscy fani, jak i profesjonaliści, z którymi się kontaktowałem, chętnie mi pomogli przy artykule. – Mam kontakt z graczami i twórcami z całego świata, tworzymy jedną rodzinę. Bardzo często, jeżeli przegrasz mecz i zapytasz się przeciwnika co źle zrobiłeś, to on ci pomoże. Oczywiście są wyjątki od tej reguły, ale w dużej mierze trzymamy się wszyscy razem – zapewnia Emil Wieczorek.


– Dzięki grze poznałem wielu ludzi, których mogę nazywać swoimi przyjaciółmi. Razem graliśmy i oglądaliśmy turnieje. Dziś, z racji tego, że każdy poszedł w swoją stronę, wspólnego grania jest mniej, ale nadal spotykamy się i obserwujemy rozgrywki esportowe. To zawsze fantastyczne przeżycie i coś co wspominamy latami – mówi 28-letni Wojciech 'Dembski' Dębowski z Katowic.
Wojciech 'Dembski' Dębowski
Sędzia, fan gry

"StarCraft" posiada ogromną "starą gwardię" fascynatów. To ich można ciągle zobaczyć w pierwszych rzędach trybun na IEM Katowice, gdzie z taką samą werwą od wielu lat dopingują tak lokalnych, polskich graczy, nadzieje sceny europejskiej, jak i niepokonanych Koreańskich gladiatorów. To ich obecność i lojalność wobec jednej gry, ciągle potrafi zainteresować, przyciągnąć i fascynować nowych ludzi, którzy wcześniej ze "StarCraftem" nie mieli dużo wspólnego".

Mecze w "StarCrafta" mają też całe zaplecze jak w innych dyscyplinach. Wszystkie zawody czy mistrzostwa tworzone są przez zapaleńców, a nie biznesmenów. Spotkania na żywo relacjonują profesjonalni komentatorzy, którzy zjedli zęby na grach, a nad przebiegiem turnieju czuwają sędziowie. – Od komunikacji z graczami przed turniejem odnośnie ich podróży i zakwaterowania, przez pisanie regulaminów, po prowadzenie rozgrywek na miejscu – tłumaczy Dembski.
– Na miejscu pilnujemy, by gry zaczynały się bez opóźnień, pomagamy z drobnymi problemami technicznymi, prowadzimy drabinkę turniejową, podejmujemy decyzje w razie problemów z grą. Hostujemy także gry dla graczy i komunikujemy się z producentem show, aby start gry był skoordynowany z tym co dzieje się na ekranie widzów oglądających turniej na Twitchu. Zazwyczaj oznacza to długie godziny pracy i skupienia, ale praca jest na tyle satysfakcjonująca i przyjemna, że nie zamieniłbym jej na żadną inną – zapewnia Dembski.
Esportowcy nie graliby tak dobrze bez dopingu kibiców. Ich zmagania śledzą miliony osób w transmisjach internetowych, ale też przychodzą i na żywo zagrzewają do boju. Miniony IEM w Katowicach odwiedziło 169 tysięcy, a o wrażenia z meczów i zbierania autografów opisałem w relacji.
"StarCraft" też ma swoich "ultrasów" - jak drużyny piłkarskie. – Nasza działalność na scenie to przede wszystkim pomoc w organizowaniu dopingu przy wydarzeniach "StarCraftowych" w Polsce. Jako jedyni kibice na świecie posiadamy własne flagi sektorowe, zagrzewanym do aktywnego kibicowania podczas rozgrywek oraz wspieramy lokalne turnieje, czy organizujemy własne z pomocą forum netwars.pl – mówi blizniaknr1 – Po prostu staramy się pokazać z Bliźniakiem naszą pasje i dzielić się nią z innymi.
Polacy są w czołówce najlepszych graczy w "StarCrafta"
Korea Południowa to kraj gdzie "StarCraft" jest tym, czym dla Polaków piłka nożna. Paweł "Legho" Głuszcz wiele razy bywał na tamtejszych turniejach. To zupełnie inny poziom – Turnieje w Korei bardzo różnią się innych. Te, które są rozgrywane w Europie, czy w Stanach Zjednoczonych, to zazwyczaj duże imprezy, na które zjeżdżają się gracze z całego świata. Do takich turniejów zawodnicy przygotowują się tygodniami, aby potem w krótkim okresie zmierzyć się kolejno z wieloma rywalami. Liczą się nie tylko wytrenowane umiejętności, ale również predyspozycja danego dnia, zdolność do radzenia sobie z trudami podróży, presją publiczności, czy nawet umiejętność adaptacji do obcego środowiska – tłumaczy Legho z Warszawy.
Paweł "Legho" Głuszcz
Fan "StarCrafta"

"W Korei rozgrywki bardziej przypominają znane z innych sportów ligi. Pojedynczy turniej potrafi trwać kilka tygodni, a czasem nawet miesięcy. Tak naprawdę, to nie Korea jest mekką "StarCrafta" - jest nim Seul. Wszyscy liczący się zawodnicy mieszkają, trenują i występują na miejscu.

W szczytowym punkcie w Seulu można było obejrzeć na żywo profesjonalne rozgrywki przez większość dni w tygodniu. Stwarza to niesłychanie wartościowe i motywujące środowisko, swoistą wylęgarnię talentów. Dzięki temu zawodnicy mogą "StarCrafta" traktować już nie jako hobby, a intratne zajęcie. Myślę, że to tu kryje się sekret wyśrubowanego poziomu koreańskich progamerów".

Korei Południowej prędko nie przegonimy, ale nasz kraj liczy się na arenie międzynarodowej w "StarCrafcie", tak jak np. w siatkówce, skokach narciarskich czy własnie piłce nożnej. Jednym z najlepszych zawodników jest 20-letni Mikołaj "Elazer" Ogonowski. – Wydaje mi się że mamy około 15 graczy na poziomie grandmastera, czyli top 200 Europy. Ale z profesjonalnych graczy, którzy liczą się na scenie międzynarodowej mamy czterech: mnie, Nerchio, Mana i Soul. Ostatnio ja i Nerchio mieliśmy dużo dobrych wyników na większości turniejów, ale mam nadzieje, że Mana i Soul dopną swego w tym roku – mówi Elazer.

Esport powoli przedziera się też na... igrzyska olimpijskie. Elazer w lutym Pjongczangu doszedł do półfinałów turnieju Intel Extreme Masters. Przegrał tylko z mistrzynią - Kanadyjką Sashą Hostyn. To lepiej niż większość naszych reprezentantów z innych dyscyplin. – turniej był świetnie zorganizowany, a ja mogę mówić że jestem olimpijskim graczem – śmieje się Mikołaj "Elazer" Ogonowski.

Udało mi się awansować do następnej fazy grupowej Wesg, na moje oko było trochę zbyt blisko żebym czuł się komfortowo,...

Opublikowany przez Mikołaj "Elazer" Ogonowski 14 marca 2018
I tak jak w innych dyscyplinach, również i w "StarCrafta" trzeba pracować nad formą latami. Elazer jest niewiele starszy od pierwszej części, w którą grał już będąc maluchem.
Mikołaj "Elazer" Ogonowski
Profesjonalny gracz w "StarCraft 2"

"Mój tata pokazał mi gry takie jak "Warcraft II" czy "StarCraft" chyba kiedy jeszcze byłem w przedszkolu, więc bardzo naturalne było polubienie przeze mnie tych tytułów. Szczególnie, że przez większą część mojego dorastania mieliśmy przynajmniej 2 komputery w domu. Dzieki czemu mogliśmy grać przez LAN - ja kontra mój brat, lub ja i mój brat kontra komputer. W "StarCrafta 2" grałem już od samej premiery, czyli już prawie 8 lat. Bardziej na poważnie zabrałem się za niego mniej więcej na początku liceum, wtedy wiedziałem już, że mam talent i mogę być jednym z lepszych graczy jeżeli będę trenować".

Elazer za swoje największe osiągnięcie uznaje wygranie WCS DreamHack Valencia w 2017 roku. Jednak biało-czerwoni mają też sporo innych sukcesów. – Polska za czasu dodatku do pierwszej części - "BroodWar" - nazywana była "ProLandem", bo mieliśmy najlepszych graczy spoza Korei – mówi komentator Emil Wieczorek. – W zeszłym roku Polska zajęła 2 miejsce w Nation Wars, czyli Turniej Narodów, przegrywając w finale 4:5 z Koreą – dodaje Wieczorek. Największa impreza esportowa w Polsce to Intel Extreme Masters w Katowicach - to na niej są organizowane mistrzostwa świata w "StarCraft II". Ostatnie wygrał oczywiście Koreańczyk, Rogue, zgarniając 150 tys. dolarów.
Czy jest sens teraz zaczynać grać w "StarCrafta"?
Kiedy czytamy o sukcesach naszych esportowców, pulach nagród czy samej popularności najlepszych graczy, sami zastanawiamy się czy nie spróbować. Nie trzeba się nawet ruszać sprzed komputera. Pewnie nie staniemy się od razu mistrzami świata, ale gra, jak każdy sport, dostarczy nam mnóstwa emocji. Co prawda pro-gamerem nie zostaniesz - na to mogą mieć perspektywy bardzo nieliczni i wyjątkowo wytrwali gracze. Ale jeśli szukasz po prostu dobrej zabawy, strategicznego wyzwania i zaspokojenia potrzeby sportowej rywalizacji, to Starcraft jest znakomitym wyborem – wyjaśnia Paweł "Legho" Głuszcz.
"Paweł "Legho" Głuszcz
Fan gry

Nie ma powodu aby obawiać się starcraftowych weteranów - dopóki nie opanujesz w wystarczającym stopniu rozgrywki, to na pewno na nich nie trafisz w swoich potyczkach. Wynika to z zaimplementowanego w grze bardzo sprawnego system doboru przeciwnika. Już po kilkunastu rozgrywkach potrafi on oszacować poziom gracza i odnaleźć dla niego rywala o zbliżonych umiejętnościach. Oczywiście trudność i wyzwanie rośnie wraz z twoimi umiejętnościami. I tak się właśnie łapie bakcyla "StarCrafta": jak wysoko uda mi się zajść? Czy dam radę zagrać z najlepszymi?' Jest tylko jedna możliwość, aby to sprawdzić - grać i trenować".

Zwłaszcza, że teraz jest ku temu okazja - od zeszłego roku "StarCrafta II" można nie tylko ściągnąć, ale grać całkowicie za darmo.
– Jeżeli nawet za ciężko będzie komuś grać tzw. "laddera" czyli typowe mecze 1v1, może pograć misje Co-op, gdzie gra się z jeszcze jedną osoba przeciwko komputerowi, wykonując różne zadania. "StarCraft II" ma podział na ligi. Jeżeli wygrywasz cały czas to awansujesz i dostajesz cięższych przeciwników. Top 200 graczy na serwerze to tzw. Liga Arcymistrzowska, z nimi przeciętny gracz raczej nigdy nie spotka się grając mulitplayera – mówi Emil Wieczorek.Jeżeli ktoś chce zacząć od zera i myśleć o karierze pro-gamera to może być ciężko, ale kto wie. Może się uda. Aktualnie na scenę wypływają gracze w wieku 15-16 lat, którzy nie byli na świecie jeszcze jak wychodził pierwszy "StarCraft" – dodaje. Jeden z najmłodszych pro-gamerów na scenie międzynarodowej to Włoch - 16-letni Riccardo "Reynor" Romiti.

Lepsza strategia niż "StarCraft II" prędko nie powstanie
Wszystko co dobre, szybko się kończy, ale w przypadku tej serii nie jest to prawdą. "StarCraft" to król strategii czasu rzeczywistego i tej pozycji trudno zagrozić. Przez 20 lat twórcy szlifowali dosłownie wszystko, a wokół gry powstała wielomilionowa społeczność: – W szczycie dnia w grze jest zalogowanych ponad 120 tysięcy osób. Tym samym jest w pierwszej dziesiątce najbardziej gier pod względem aktywności użytkowników – zapewnia Emil Wieczorek.

– Złośliwi twierdzą, że "StarCraft" jest martwy od 2010 roku. W tym roku obchodzimy 20-lecie tej wspaniałej gry, a jak widać ani producent, ani przede wszystkim fani o niej nie zapomnieli. Przy dużych eventach jak WCS czy IEM Katowice, fani mają możliwość dołożenia się do "prize poola" bezpośrednio poprzez wykupienie zestawu skórek stworzonych przez Blizzarda i w ten sposób wesprzeć swoich ulubionych pro-graczy, jak i całą firmę. Wyrazić tym samym wdzięczność za to co robią i pokazać, że chcemy, by robili to dalej – mówi Paweł "blizniaknr1" Maksymiuk.
– Na profesjonalnym poziomie 1v1 gra co miesiąc się zmienia, powstają nowe strategie i nowe pomysły jak powinno się grać, co dla mnie jest bardzo interesujące. Do tego Blizzard co jakiś czas zmienia mapy, na których gramy czy wprowadza zmiany balansu, co również wpływa na zróżnicowanie zagrywek – mówi Elazer.

Blizzard póki co nie planuje wypuścić "StarCrafta III", bo nadal pracują nad udoskonaleniem obecnych tytułów. – Wciąż rozwijamy zarówno "StarCrafta Remastered" i "StarCrafta II". W przypadku tego pierwszego pracujemy nad nowym systemem gier rankingowych, jak i nad rankingiem drużynowym. Jeśli chodzi o "StarCrafta II", to tworzymy nową mapę trybu Co-op, nowego dowódcę i nowy Łup Wojenny (sezonowe nagrody). Nie zamierzamy zwalniać. Będziemy jeszcze długo zajęci rozwijaniem tych dwóch tytułów! – zapewnia Tim Morten z Blizzarda. Fani serii "StarCraft" nie będą więc się nudzić, a pozostali mogą w każdej chwili dołączyć do armii terran, zergów lub protosów.
Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie
Trwa ładowanie komentarzy...