
Z jednej strony wszyscy mówią, że na nowych osiedlach w całej Polsce zanikają relacje sąsiedzkie. Ludzie spotykają się tylko w windach, czasami nawet nie mówią sobie "dzień dobry". Ale jest i druga grupa osób: społecznicy. O ile nie ma nic złego w działaniu na rzecz dobra własnej wspólnoty, granica pomiędzy byciem użytecznym a natrętnym jest bardzo, bardzo cienka. – Jest część osób, które traktują działalność społeczną po prostu jako realizację potrzeby aktywności. Oni bywają męczący, zwłaszcza gdy narzucają się mocno czy czepiają się innych – mówi w rozmowie z naTemat dr Konrad Maj z Katedry Psychologii Społecznej SWPS w Warszawie.
Czasami ta chęć niesienia pomocy sobie/innym/całemu światu/niepotrzebne skreślić przybiera dość kuriozalne rozmiary. – W moim bloku bardzo szybko powstał nowy zarząd złożony z mieszkańców. Chwała im za to, że pracują, starają się dla wspólnoty. Był problem z zarządem powierzonym przez dewelopera, który grał do jednej z bramki z inwestorem, a nie z mieszkańcami, ale dzięki sprawnej akcji osób zaangażowanych udało się ich pozbyć – mówi Ewa, mieszkanka Wilanowa.
Dlaczego jedni marzą głównie o świętym spokoju po powrocie z pracy, a inni tak chętnie angażują się w lokalne sprawy? Według dra Konrada Maja z SWPS to w dużej mierze kwestia wychowania. – Czynników jest wiele. Jednym z nich jest wychowanie. W niektórych rodzinach zwraca się uwagę na pomoc, piętnuje złe zachowanie, zaleca angażowanie w lokalne inicjatywy. Młody człowiek rośnie i od małego nabiera przekonania, że pomoc jest ważna – mówi. I dodaje: – To, że ktoś się angażuje w jakąś działalność, daje mu poczucie sprawstwa, satysfakcji, że może coś zrobić użytecznego dla innych, a robiąc to otrzymuje się często jakieś podziękowania czy otrzymuje różne inne korzyści, również materialne. To wzmacnia przekonanie, że pomaganie, działanie na rzecz innych jest również nagradzające. Musimy pamiętać, ze Polaków cechują bardzo niski wskaźnik aktywności na rzecz lokalnych wspólnot. Jest on jednym z najniższych w UE.
Bywa, że komuś bardziej przeszkadza nie dane zachowanie, ale to, że sąsiad jest człowiekiem bogatym czy szczęśliwym – a zatem trzeba temu komuś wbić szpilkę. Na tym niektórzy budują swoją własną samoocenę.
