Poseł PO Krzysztof Brejza nadal drąży  temat  drugich pensji w rządzie PiS
Poseł PO Krzysztof Brejza nadal drąży temat drugich pensji w rządzie PiS Fot: Slawomir Kaminski / Agencja Gazeta

Afera nagrodowa w rządzie Prawa i Sprawiedliwości będzie miała swój ciąg dalszy. Jak wynika z ustaleń Najwyższej Izby Kontroli, w samej Kancelarii Beaty Szydło, dodatkowe pieniądze dostało 17 osób. A to więcej niż KPRM twierdziło w odpowiedzi na interpelacje posła PO Krzysztofa Brejzy. Z posłem Platformy naTemat rozmawia nie tylko o rozbieżnościach w sprawie tzw. o nagród, ale także o terminie przesłuchania Donalda Tuska przed komisją śledczą ds. Amber Gold.

REKLAMA
Czuje się pan oszukany przez Kancelarię Premiera? W odpowiedzi na pana pytania ws. nagród w rządzie KPRM poinformowała, że chodziło o 12 ministrów i łączną kwotę 592 tys. zł. Teraz NIK ujawniła, że premie otrzymało 17 ministrów, a łączna pula wyniosła milion złotych.
Krzysztof Brejza, poseł PO: Oczywiście, że czuję się oszukany. Także z poszczególnych resortów nie otrzymywałem pełnych danych. Albo urzędnicy blokowali informacje, albo kłamali. Rządzący stworzyli sobie kilka funduszy tzw. nagród. Najpierw drugie pensje płynęły z funduszu KPRM i trafiły one jak się okazuje do tej "17” ministrów. Następnie fundusze z tzw. nagrodami uruchomiono w poszczególnych resortach w oparciu o budżety ministerstw. To jest dowód na ogromną, bezgraniczną zachłanność w rządzie PiS.
Ale co istotne, NIK stwierdziła, że częstotliwość wypłaty tych "nagród”, a były wypłacane co miesiąc, wskazuje, że świadczenia te nie miały charakteru nagrody. To jest to, na co od początku wskazywaliśmy - że były to równoległe drugie pensje wypłacane politykom PiS pod pozorem nagród. NIK wykazała również brak uzasadnień do tzw. nagród dla polityków PiS.
Pan ujawnił odpowiedź na swoją interpelację w lutym tego roku.
Tak. Jestem pewien, że gdyby nie doszło do ujawnienia tej odpowiedzi właśnie wtedy, to do 2019 roku każdy minister PiS wypłaciłby sobie w sumie po 300-400 tys. tzw. nagród, a de facto drugich pensji. Takie kwoty się nasuwają na myśl patrząc na proporcje, na to, jak rosła skala tych nagród w 2016 i 2017 roku.
Będzie się pan starał jakoś wyjaśnić, skąd się wzięły rozbieżności w odpowiedziach na pana zapytania i w danych NIK, szukał winnych dezinformacji?
Oczywiście. Przypomnę, że złożyliśmy projekt ustawy zakazującej przyznawania nagród politykom- ministrom. Złożyliśmy też specjalny projekt ustawy, który ma spowodować, że pieniądze Polaków wrócą do budżetu.
Przy okazji procedowania nad tymi projektami z pewnością będziemy analizowali też podstawy prawne i to w jaki sposób ta "17” ministrów ten milion podzieliła między siebie. Będziemy to prześwietlać i podejmować kolejne kroki, bo zachodzi duże prawdopodobieństwo, że zostało złamane prawo, że ktoś przekroczył swoje uprawnienia podejmując decyzję o uruchomieniu środków finansowych.
Zmieńmy temat. Jak doszło do ustalenia terminów przesłuchania Donalda Tuska przed komisją śledczą ds Amber Gold, dlaczego nie brała w tym udziału opozycja?
Dwóch kolegów-posłów opozycji, z .N i PSL, nie wzięło w ogóle udziału w podejmowaniu tych decyzji, bo w emailu który otrzymaliśmy nie było informacji, że będzie rozpatrywany wniosek w sprawie Tuska. Posiedzenie miało dotyczyć spraw bieżących, a konkretnie rozpatrzenia projektów zawiadomień o możliwości popełnienia przestępstwa przez funkcjonariuszy publicznych.
Nie było więc mowy o wnioskach dowodowych, a zwłaszcza o wniosku dowodowym o wezwanie na świadka byłego premiera. Wygląda na to, że pani przewodnicząca Wassermann tak bardzo chciała opinii publicznej pokazać, że komisja jednomyślnie podejmuje uchwałę w tej sprawie, że przegłosowała ją z dwoma kolegami z PiS. Tylko trzech na dziewięciu członków komisji głosowało. Czterech, a więc ja, oraz dwoje posłów PiS oraz wiceprzewodniczący z Kukiz 15 poseł Rzymkowski wchodziliśmy w tym czasie do siedziby komisji.
Pani Wassermann twierdzi, że pan się spóźnił.
Zwyczaj podczas zamkniętych posiedzeń komisji ds. Amber Gold, która obraduje w siedzibie komisji ds. służb specjalnych jest taki, że członkowie komisji przechodzą przez trzy pomieszczenia. Pierwsze z detektorem, z bramką pirotechniczną. Tam funkcjonariusz Straży Marszałkowskiej dokonuje rewizji, tam deponuje się też telefony i inne urządzenia elektroniczne. W kolejnym pomieszczeniu wpisujemy się do specjalnej księgi i odbieramy karty dostępu. I dopiero trzecie pomieszczenie to salka konferencyjna, w której odbywają się obrady.
Przypomnę, że wchodziłem o godz. 09 35 z posłami PiS i posłem Kukiz ’15 oraz z grupą doradców komisji. Każdy z nas przechodził wszystkie te procedury, o których mówiłem. Jeśli ktoś złamał w tym przypadku więc jakieś standardy to przewodnicząca Wassermann. Ona siedziała w sali z dwójką kolegów z PiS, miała kontakt z sekretariatem i jestem pewien że miała też informację iż przechodzimy przez te wszystkie procedury i zaraz będziemy. Niezależnie od tego - zawiadomienie dotyczące posiedzenia komisji było inne.
Termin przesłuchania Tuska na pewno zostanie wykorzystany politycznie przez PiS.
Cały obóz PiS, łącznie z prorządowymi mediami, będzie to wykorzystywał politycznie. Najgorsze jest to, że umyka tutaj istota afery Amber Gold. A przypomnę, że istotą tej afery jest to iż PiS stworzył ułomny nadzór nad parabankami. Tak bardzo chcieli chronić SKOK-i że w 2006 roku stworzyli słabą Komisję Nadzoru Finansowego.
Rząd PO-PSL w 2013 roku uszczelnił ten system. Istotą afery są też błędy prokuratury, bo 90 proc. błędów to są błędy śledczych. Proszę sobie wyobrazić, że prokuratorzy którzy zajmowali się sprawą Amber Gold za rządów PiS są awansowani i odgrywają ważne role w prokuraturze podległej Zbigniewowi Ziobrze. Dlaczego tak się dzieje? Oczywiście dlatego żeby odwracać kota ogonem. Polowanie dotyczy bowiem Donald Tuska i PO. Ta komisja niestety nie bada faktów, a jest komisją stricte polityczną.