
Reklama.
Matka Stefana W. zgłosiła wątpliwości komendantowi komisariatu przy ul. Białej w Gdańsku. Ten poinformował zakład karny Gdańsk-Przeróbka, w którym przyszły zabójca Pawła Adamowicza kończył karę więzienia za napady na banki.
Matka niepokoiła się, że syn słyszał głosy, miał duże poczucie krzywdy, a o swoją sytuację obwiniał polityków. – Policjanci jeszcze tego samego dnia wysłali pismo do dyrektora zakładu karnego, w którym przebywał osadzony, informując go o pozyskanej wiedzy – potwierdziła „Wyborczej” przedstawicielka KMP w Gdańsku.
Według ustaleń gazety odpowiedź brzmiała: "nic złego się nie dzieje". A można było skorzystać, jak czytamy, z możliwości ustawy o postępowaniu wobec osób z zaburzeniami psychicznymi, które stwarzają zagrożenie życia.
Niestety, dwa tygodnie później Stefan W. zaatakował Pawła Adamowicza, co skończyło się śmiercią prezydenta Gdańska.
Wcześniej znajomy Stefana W. z Oliwy opowiedział o jego kryminalnej przeszłości z czasów, gdy był jeszcze nastolatkiem. Miał uzyskiwać pieniądze z kradzieży a także wynosić sprzęt elektroniczny z domu.
Zdarzały mu się pobicia i inne akty przemocy fizycznej z użyciem butelki czy noża. Już po śmierci Pawła Adamowicza z pięknym gestem w stronę matki Stefana W. wystąpił zastępca prezydenta Gdańska, który zaoferował jej pomoc.
źródło: "Gazeta Wyborcza"