
Robert Biedroń wcześniej zadeklarował, że nawet jeśli zdobędzie mandat eurodeputowanego, to i tak do Brukseli się nie wybiera. Lidera Wiosny miała zastąpić Joanna Scheuring-Wielgus, ale okazało się, że będzie to prof. Monika Płatek, która niespodziewanie uzyskała więcej głosów.
REKLAMA
Biedroń jak zapowiedział, tak zrobił. Wszystko po to, by pokierować jesienną kampanią wyborczą w kraju i stanąć na czele listy do parlamentu. Jego miejsce miała objąć druga na liście Scheuring-Wielgus, ale zaliczyła poważną wpadkę związaną z psami oddanymi do schroniska.
Tego wyborcy nie zaakceptowali. Drugi wynik na liście Wiosny w Warszawie uzyskała prof. Monika Płatek. Zapytana przez Polską Agencję Prasową powiedziała, że jeśli Robert Biedroń zrzeknie się mandatu, to jest gotowa na wejście do Europarlamentu.
To polska prawniczka i nauczycielka akademicka, prof. Uniwersytetu Warszawskiego. Jest znana z feministycznych poglądów. Już wcześniej podejmowała polityczne próby. W 2015 r. bezskutecznie kandydowała do Senatu z ramienia Zjednoczonej Lewicy.
Uważa, że kobiety powinny posiadać większą reprezentację nie tylko w polityce, także w mediach. A mężczyźni o równości potrafią głównie rozmawiać, natomiast z zarządzaniem nią mają problemy. – W radiu, telewizji, w prasie prezentuje się głównie męski punkt widzenia. Posyła się w ten sposób przekaz, że tylko mężczyźni są zdolni, opiniotwórczy i coś mogą – oceniła w 2014 r.
Broniła Gersdorf przed obelgą Gmyza
W 2018 r. głośno było, gdy stanęła w obronie pierwszej prezes Sądu Najwyższego Małgorzaty Gersdorf. Prawicowy publicysta Cezary Gymz nazwał Gersdorf "szlampą". "Określenie 'szlampa' (niem. Schlampe) jest wysoce obraźliwe i deprecjonujące. Pierwszy Prezes SN jest organem wymienionym w Konstytucji (art.186), jako osoby reprezentującej i kierującej pracami SN, a więc czołowej instytucji trzeciej władzy konstytucyjnej (art. 10 Konstytucji)" – uzasadniła w poście Monika Płatek.
W 2018 r. głośno było, gdy stanęła w obronie pierwszej prezes Sądu Najwyższego Małgorzaty Gersdorf. Prawicowy publicysta Cezary Gymz nazwał Gersdorf "szlampą". "Określenie 'szlampa' (niem. Schlampe) jest wysoce obraźliwe i deprecjonujące. Pierwszy Prezes SN jest organem wymienionym w Konstytucji (art.186), jako osoby reprezentującej i kierującej pracami SN, a więc czołowej instytucji trzeciej władzy konstytucyjnej (art. 10 Konstytucji)" – uzasadniła w poście Monika Płatek.
Dała się także poznać jako przeciwniczka pisowskich zmian w Trybunale Konstytucyjnym. Do tego stopnia, że skrytykowała wypowiedź prof. Andrzeja Rzeplińskiego, który zapowiedział, że będzie negocjował z rządem w celu wypracowania kompromisu.
Monika Płatek uzasadniała, że Trybunał nie jest od zawierania kompromisu z władzą. "Jest od stania na straży konstytucyjności. Jest to winny nam! Zwykłym obywatelkom i obywatelom!" – przekonywała karnistka.
O pedofilii
Udzieliła też wypowiedzi, po której zagotowało się w wielu środowiskach, zwłaszcza na prawicy. "Większość ludzi, która wykorzystuje dzieci do seksu, większość ludzi w Kościele, która nadużywa dzieci, to nie są żadni pedofile, to są normalni mężczyźni. To są mężczyźni, bądź kobiety, które mogłyby mieć normalne stosunki seksualne, tylko z racji bardzo kiepskiego wychowania… Przecież ci mężczyźni w trakcie przygotowania do bycia księdzem są narażeni na to, że się ich pozbawia umiejętności komunikowania, wchodzenia w relacje z drugim człowiekiem" – w taki sposób próbowała tłumaczyć postępowanie księży-sprawców.
Udzieliła też wypowiedzi, po której zagotowało się w wielu środowiskach, zwłaszcza na prawicy. "Większość ludzi, która wykorzystuje dzieci do seksu, większość ludzi w Kościele, która nadużywa dzieci, to nie są żadni pedofile, to są normalni mężczyźni. To są mężczyźni, bądź kobiety, które mogłyby mieć normalne stosunki seksualne, tylko z racji bardzo kiepskiego wychowania… Przecież ci mężczyźni w trakcie przygotowania do bycia księdzem są narażeni na to, że się ich pozbawia umiejętności komunikowania, wchodzenia w relacje z drugim człowiekiem" – w taki sposób próbowała tłumaczyć postępowanie księży-sprawców.
Swoje credo w polityce prof. Płatek wyjawiła przed laty w rozmowie z naTemat. Jak mówiła, nie ocenia ani dziennikarzy, ani polityków. Liczy na nich. – Póki co jednak proszę zauważyć, że jedynymi argumentami, jakimi politycy najczęściej się posługują, to argumenty ad personam. Mówią: "pani mówi bzdury", "pani jest po prostu bezczelna", "to, co pani opowiada, jest nieludzkie", "niech pani pomyśli o dzieciach".
Jak napisała w poście w mediach społecznościowych, gdy starała się o mandat senatora, zależy jej na staraniach o prawa i wolności obywatelskie: "nie jestem lekiem na całe zło, mogę być w Senacie w mniejszości, ale czasem jeden głos nadaje ton całej dyskusji".
