Borys Budka #TYLKONATEMAT o planie na wybory do Sejmu: Na pierwszą linię młode pokolenie!

W rozmowie z naTemat.pl wiceprzewodniczący PO Borys Budka podsumowuje przegraną KE w wyborach do PE i zapowiada, co zmieni się w kampanii parlamentarnej. Fot. Maciej Śmiarowski
Musimy porozmawiać o tym, kto powinien być twarzami nadchodzącej kampanii wyborczej. Na pewno trzeba postawić na powiew świeżości, bo tego oczekują nasi wyborcy. Pokazują to wyniki Krzysztofa Brejzy, Kamili Gasiuk-Pihowicz, Jakuba Rutnickiego czy Joanny Muchy. W tych wyborach oni byli w drugim szeregu tylko po to, by znaleźć się na czele jesiennej kampanii. Mogę zagwarantować, że właśnie takie twarze zobaczą wyborcy – mówi #TYLKONATEMAT wiceprzewodniczący PO Borys Budka.


Wybiera się pan 4 czerwca do Gdańska?

Tak, bo to będzie wyjątkowe święto. Mam 41 lat i słabo pamiętam te pierwsze częściowo wolne wybory. Chcę być w Gdańsku, by upamiętnić już zmarłych i podziękować żyjącym, dzięki którym po 1989 roku odzyskaliśmy wolność. Poza tym, to będzie świetna okazja, by porozmawiać o współczesnej Polsce i jej przyszłości.


To miało być wasze święto, a zapowiada się stypa...

Wiele pracy przed nami. Gdyby jednak ktoś przed rokiem powiedział, że cała opozycja zdobędzie ponad 44 proc. głosów, a jej najsilniejsza część ponad 38 proc. to – patrząc na ówczesne sondaże i przemysł propagandy uruchomiony przez Prawo i Sprawiedliwość – wszyscy wzięlibyśmy ten wynik w ciemno.


Pierwszy ważny krok, którego wymagali od nas wyborcy, został uczyniony. Zjednoczyliśmy się w silnym bloku i okazało się, że to działa. Teraz pozostaje zmniejszyć dystans, który nas od PiS dzieli i z nimi wygrać.

Kto zawiódł w kampanii europejskiej?

To najważniejsze pytanie, na które próbujemy odpowiedzieć. Tworzymy zespół i wszyscy odpowiadamy zarówno za sukcesy, jak i porażki. Miałem szczęście osobiście wspierać w tej kampanii wiele osób – jeździłem od Podlasia po Dolny Śląsk i od Podkarpacia po Pomorze.


Widziałem zaangażowanie naprawdę wielu kandydatów i wspierających ich wolontariuszy. Jak jednak widać, każdy z nas musi angażować się dwa razy mocniej. Są takie miejsca – to głównie tzw. Polska powiatowa – gdzie niestety nie zmobilizowaliśmy jeszcze naszych zwolenników. Tymczasem druga strona zrobiła to lepiej.

Wyliczyliście już, ile procent głosów oddanych na KE zdobyli kandydaci samej PO?

Z danych o przepływie wyborców wynika, że jako Platforma Obywatelska zwiększyliśmy elektorat względem 2015 roku. Jakie było procentowe poparcie dla kandydatów tylko naszej partii, tego jeszcze nie sprawdziłem. Pewne ciekawe analizy zrobiliśmy już jednak u mnie na Śląsku. Nasz radny i były wicemarszałek Michał Gramatyka nałożył wynik PiS, KE i Wiosny z niedzielnych wyborów do Parlamentu Europejskiego na okręgi wyborcze do Sejmu.

Okazało się, że w województwie śląskim dawałoby to kandydatom KE pięć mandatów więcej niż w 2015 roku uzyskały PO i Nowoczesna razem wzięte. PiS względem 2015 roku miałoby tyko jeden mandat więcej. Natomiast Wiosna nie zdobyłaby zdobyć żadnego miejsca w Sejmie.

Śląsk pokazuje, że wszystko jest możliwe, bo gdyby niedzielne wyniki decydowały o kształcie nowego Sejmu, to nasza koalicja przegrałaby z PiS tylko ten jeden mandat. Do października trzeba więc odrobić lekcje i wyjść z naddatkiem mandatów dla nas.

Na tych wzbudzających wielkie emocje mapkach poparcia Śląsk przez lata pokolorowany był w barwy PO, dziś jest po stronie PiS. Ma pan pomysł, jak "odzyskać" swój region?

Mamy dobry program dla Śląska i Polski. Musimy jednak lepiej go sprzedawać. Musimy znaleźć bardziej atrakcyjne opakowanie dla naszych propozycji: skutecznej walki ze smogiem, lepszej opieki zdrowotnej, pakietu dla kobiet czy seniorów. To wszystko konsultowaliśmy przez ostatnie kilkanaście miesięcy, odbywając setki spotkań w całej Polsce. Jak widać, nie było to wystarczające.Jednak nie tylko na Śląsku, ale i w całej Polsce musimy o naszych propozycjach mówić znacznie więcej w miasteczkach i na wsiach. Wyraźnie przecież widać, że nie tylko na wschodzie kraju przegrywamy wyścig w powiatach. Musimy lepiej mobilizować elektorat dużych miast, ale jeszcze więcej pracy czeka nas w małych miejscowościach.

To jest zadanie nie tylko dla Platformy Obywatelskiej, ale i naszych koalicjantów z Polskiego Stronnictwa Ludowego. Naprawdę musimy mocno zawalczyć o elektorat miasteczek i wsi.

38 proc. poparcia dla KE pod pewnymi względami jest sukcesem, ale wybory jednak przegraliście. Może więc liderzy powinni poddać się weryfikacji? Choćby ze względu na dobre polityczne obyczaje.

Jesteśmy w dość trudnej sytuacji, bo zostało tylko kilkanaście tygodni do kolejnych wyborów. Oczywiście ta refleksja wśród wszystkich liderów partii tworzących Koalicję Europejską jest. W Platformie za kilka dni mamy posiedzenie zarządu, a później będzie rada krajowa – tam będziemy rozmawiać o tym, co zostało zrobione źle, kto za to odpowiada i co należy ulepszyć.

Pamiętajmy jednak, że nawet komentatorzy z drugiej strony politycznej barykady przyznają, iż z PiS nie wygra nikt inny poza zjednoczoną opozycją. Niektórym liderom partyjnym można wiele zarzucić, ale ostatecznie to dzięki ich odpowiedzialności udało się tę koalicję stworzyć.Jeszcze pół roku temu mówiono, że projekt Koalicji Europejskiej się nie powiedzie, że partie opozycyjne nie pójdą razem i powtórzymy wariant węgierski. A jednak konsekwentnie ze sobą rozmawialiśmy i stworzyliśmy wspólnie silny projekt. I to jest największa zasługa Grzegorza Schetyny.

Teraz musimy porozmawiać o tym, kto powinien być twarzami nadchodzącej kampanii wyborczej. Na pewno trzeba postawić na powiew świeżości, bo tego oczekują nasi wyborcy. My – pokolenie 30- i 40-latków – jesteśmy do tego gotowi. Pokazują to wyniki chociażby niezwykle pracowitego Krzysztofa Brejzy, Kamili Gasiuk-Pihowicz, Jakuba Rutnickiego czy Joanny Muchy.Tylko jednocześnie nie można zapominać o doświadczeniu, które w polityce jest na wagę złota. Co widać na przykładzie Jerzego Buzka – zdobywcy drugiego wyniku w kraju.Kiedyś miliony ludzi chodziły na wybory dla Millera, Tuska, teraz tak jest z Kaczyńskim. Sądzi pan, że ktoś w niedzielę poszedł głosować dla Schetyny, Czarzastego i Lubnauer?

Grzegorz Schetyna, Katarzyna Lubnauer, Włodzimierz Czarzasty, ani Władysław Kosiniak-Kamysz nie kandydowali w tych wyborach...

Sądzę, że akurat dla Kosiniaka-Kamysza spora część waszych wyborców poszła na wybory. Dobrze pan wie, o co pytam...

Oczywiście, że rodzi się pytanie, kto nasz elektorat może bardziej zmobilizować. Z pewnością będziemy więc rozmawiać o tym, by jedną z zachęt do głosowania na koalicję byli politycy, do których wyborcy mają największe zaufanie. Oni powinni pojawić się na pierwszej linii.

Nie jest specjalną tajemnicą, że wielu z naszych najpopularniejszych obecnie polityków w tych wyborach było w drugim szeregu tylko po to, by znaleźć się na czele jesiennej kampanii. Mogę zagwarantować, że właśnie takie twarze zobaczą wyborcy.

Boi się pan wychodzić do ludzi?

Wręcz przeciwnie, bardzo lubię rozmawiać z ludźmi! Mimo że nie kandydowałem, w kampanii europejskiej odbyłem dziesiątki spotkań i to w takich miejscach, które nie uchodzą za bastiony PO.

Wspólnie z Joanną Muchą objechaliśmy część Lubelszczyzny, w Małopolsce byłem z Różą Thun, a wraz z Tomkiem Frankowskim odwiedziliśmy, Suwałki, Augustów i Sejny – najmniejszy powiat w Polsce. Byłem też na Podkarpaciu z Markiem Rząsą i Joanną Frydrych. Wszędzie to były spotkania otwarte dla wszystkich chętnych do rozmowy.

Z Mirosławą Nykiel rozdawaliśmy ulotki nie tylko w Bielsku-Białej, ale i na trudnej dla Platformy części województwa śląskiego, do których należy m.in. Żywiecczyzna. Uważam, że dobre rozmowy z ludźmi są drogą do wyborczego sukcesu.

Jeśli jakiś polityk w to nie wierzy, zapraszam do analizy tego, co na Śląsku robiliśmy w wyborach samorządowych. Ci kandydaci, którzy uparcie wychodzili do ludzi, zrobili potem świetne wyniki. Nigdy nie będzie jednak tak, że kilka takich osób wygra całe wybory. Tak intensywnie muszą pracować wszyscy kandydaci.Co więcej, nie wystarczy rozmawiać z wyborcami tylko w wielkich miastach. Wie pan, gdzie spotykam się z najlepszym przyjęciem? Otóż w miejscach, których politycy zwykle nie odwiedzają. Z niecierpliwością czekam więc na kampanię parlamentarną, choć ostatnie trzy i pół roku spędzam cały czas w drodze i "zajechałem" już jeden samochód.

Wiele moich weekendów wygląda tak, że z rodziną jedziemy w Polskę rozmawiać z ludźmi na Klubach Obywatelskich i innych spotkaniach. Mam ich na swoim koncie kilkaset. W każdym z województw byłem po kilka razy. Tyle, że teraz trzeba być także w małych gminach i sołectwach.

Mam wrażenie, że wasza dotychczasowa narracja była napisana pod wyobrażenia o państwie kilku popularnych publicystów, a nie rzeczywistość, w której żyje 38 mln Polaków.

I właśnie spotkania z ludźmi mocno pewne wyobrażenia weryfikują. Niestety, to nie tylko politycy, ale również ludzie mediów czasami nie ogarniają tej małomiasteczkowej i powiatowej rzeczywistości. Obraz Polski często budujemy przez pryzmat warszawskich wyobrażeń. A nie tędy droga.

Przekonałem się o tym niedawno w jednej z rozgłośni, gdy znany dziennikarz cały czas mi przerywał, bo nie mógł zrozumieć, z czym przychodzili do nas ludzie podczas spotkań na Podlasiu i Podkarpaciu. Z pozycji warszawskiej pewnych spraw naprawdę nie da się dostrzec...

Czy nie punktujecie władzy zbyt często? Dla wielu Polaków opozycja to dziś taki uciążliwy pieniacz.

Problem w tym, że w ostatnich czterech latach mieliśmy do czynienia z naprawdę porażającą liczbą afer.

Gdy ktoś krzyczy "bomba" po wystrzale każdego kapiszonu, nikt mu nie wierzy, gdy bomba wybucha naprawdę. Może powinniście czasem odpuścić?

Nie można odpuścić afery KNF, afery NBP i afery SKOK-ów. Nie można odpuszczać sprawy osławionych wież Kaczyńskiego, ani pytań o majątek premiera Morawieckiego i nienależnych kilkudziesięciotysięcznych nagród rozdanych ministrom przez Beatę Szydło.

Finansowania z pieniędzy podatników ordynarnej propagandy w TVP i pompowania publicznych środków w Radio Maryja też nie można odpuścić. Nie tego oczekują nasi wyborcy. Ludzie mają raczej pretensje o to, że za mało punktujemy zawłaszczenia Polski przez obecny obóz władzy.

Proszę też zwrócić uwagę na to, że PiS absolutnie niesprawiedliwie przylepił nam łatkę "aferzystów" i "złodziei". Czy przez te cztery lata ich rządów jakikolwiek polityk PO usłyszał wyrok skazujący? Ba, czy jest wniesiony jakikolwiek akt oskarżenia?! Tymczasem za kraty aresztu trafili m.in. ich przewodniczący KNF i ich Bartłomiej M. Głośny "audyt rządów PO", którym tak emocjonowała się w Sejmie była premier Szydło, okazał się jednym wielkim kłamstwem.Opozycja naprawdę musi reagować na każdą aferę i każde kłamstwo PiS. Nie możemy już być bierni. Przez te 8 lat naszych rządów uznawaliśmy, że nie trzeba się chwalić dokonaniami. I to był błąd. Dzięki temu PiS przyjęło narrację "Polska w ruinie" i prostymi mechanizmami wmówiło opinii publicznej rzeczy, które nie miały miejsca.

Oprócz punktowania błędów władzy trzeba jednak pokazać pozytywny program. Musimy wskazać, co możemy zrobić lepiej dla zwykłego Polaka, by zechciał on oddać na nas głos jesienią. Za mało przekonująco mówimy o dobrej służbie zdrowia i dostępie do specjalistów w każdej gminie, promowaniu przedsiębiorczości i wsparciu dla seniorów. Albo o niższych podatkach, uldze na dzieci, bezpłatnych żłobkach i przedszkolach.

Czasem można odnieść wrażenie, że obecna władza celowo uzależnia osoby potrzebujące od państwa, by potem na tym uzależnieniu budować kapitał polityczny. A naprawdę nie tędy droga! Państwo powinno wspierać aktywność zawodową obywateli, bo tylko wtedy można zagwarantować stabilny wzrost gospodarczy, co z kolei jest gwarancją utrzymania programów socjalnych.

Tym właśnie różnimy się od obecnie rządzących. Pokazujemy, że państwo powinno zachęcać do pracy, a nie do niej demotywować. Mamy pomysł na kompleksowy system pomocy społecznej, który sprawi, że Polkom będzie znowu bardziej opłacało się pracować, aniżeli zostawać w domu. Innego modelu ekonomicznego polska gospodarka nie wytrzyma. Podkreślam raz jeszcze, nie da się budować silnego państwa, gdy znaczna część społeczeństwa jest uzależniona tylko od pomocy społecznej.

Jesteście w PO gotowi na ewentualność samodzielnego startu?

Jesteśmy największą partią opozycyjną, więc zawsze musimy być gotowi na taki scenariusz. Jednak to 38 proc. z wyborów do Parlamentu Europejskiego pokazuje, że szeroka koalicja to najwłaściwsze droga.

Na kluczowe pytanie muszą teraz odpowiedzieć nasi partnerzy. Koleżanki i koledzy z SLD mówią, że wspólne listy to dobre rozwiązanie. To samo twierdzi Nowoczesna. W PSL są wątpliwości, ale przecież tak u nich było zawsze. Ważne, że się dobrze kończyło.

No właśnie, w co gra z wami PSL?

To raczej gra wewnątrz PSL. Ścierają się tam teraz dwie frakcje. Krytycy koalicji – jak Marek Sawicki – rywalizują o wpływy z tymi, którzy – jak Władysław Kosiniak-Kamysz – widzieli szansę na sukces ludowców tylko w zjednoczeniu opozycji. Na całe szczęście, tych drugich zdaje się być w PSL więcej.

A stanowisko Marka Sawickiego i jego stronników dziwi, bo teraz twierdzą, że gdyby poszli do wyborów sami, to mieliby lepszy wynik. Tymczasem wszystkie badania pokazują, że główny problem polegał na tym, iż spora część elektoratu PSL została w domu. My chcemy wspólnie pracować, by to zmienić.

Wróćmy jeszcze do scenariusza samodzielnego startu PO. Widziałby pan wówczas jakiekolwiek szanse na zwycięstwo nad PiS?

Gdyby do tego doszło, jakiejkolwiek szansy na odsunięcie PiS od władzy musielibyśmy szukać w koalicji sejmowej. Udawało się to przecież dzięki ośmioletniej koalicji z PSL. Na to, że któraś z partii samodzielnie zwycięży z PiS, wielkich szans nie ma. Nie oszukujmy się.

Musimy pamiętać, że o przełożeniu wyniku wyborów na miejsca w Sejmie decyduje system d'Hondta. PiS w 2015 roku uzyskał poparcie mniejsze niż my w minioną niedzielę, a za sprawą d'Hondta zyskał bezwzględną większość. Jeszcze raz przypominam analizę wyników na Śląsku. Gdyby 26 maja wybierano nowy Sejm, u nas mandaty dostałyby tylko KE i PiS. Za sprawą obowiązującego systemu, śląskie głosy na Wiosnę zostałyby wyrzucone do kosza.
Jeżeli mamy odpowiedzialnie podchodzić do wyborów, nie ma innej opcji niż budowanie szerokiego bloku opozycji. System d'Hondta, który posłuży do rozdziału mandatów jesienią, dla podzielonej opozycji będzie jeszcze gorszy niż rozwiązania z wyborów do PE, gdzie d'Hondta zastosowano do podziału mandatów w skali kraju, a metodę Hare’a-Niemeyera w okręgach.

Ktoś jeszcze potrzebuje zachęty do tworzenia szerokiej koalicji? Przeliczyliśmy dokładnie także wyniki ubiegłorocznych wyborów samorządowych i okazało się, że gdyby Koalicję Obywatelską PO i .N wzmocnić o SLD, PSL i Zielonych to rządzilibyśmy w 15 na 16 województw. I niech to będzie lekcja dla całej opozycji…