
Facebook zaczął przypominać Naszą Klasę w okolicach 2010 roku, czyli niedługo przed upadkiem polskiego serwisu. Stronę Marka Zuckerberga opanowały łańcuszki, wezwania do modlitw i zdjęcia z dzieciństwa. Cofnęliśmy się w rozwoju? Nie, to tylko efekt pandemii koronawirusa i przymusowego siedzenia w domach.
Podchwytliwe zdjęcia z dzieciństwa
Miniony weekend upłynął na Facebooku pod znakiem challenge'u polegającego na wrzucaniu swoich zdjęć z dzieciństwa. Był w nim jednak haczyk. Jeśli polajkowałeś post, mogłeś zostać wezwany do publikacji własnych fotografii. Pojawiły się teorie o tym, że podobnie jak w przypadku aplikacji FaceApp, ktoś może użyć naszych zdjęć w niecnych celach.Ukryte łańcuszki
Zdjęciowy spam na pewno niektórych podniósł na duchu i pozwolił na chwilę zapomnieć o tych mrocznych czasach. Ludzie odchodzą od zmysłów zamknięci w czterech ścianach i chyba nikt już nie wierzy, że do Wielkanocy uda się opanować zarazę w Polsce. Więc takich łańcuszków będzie jeszcze więcej. Część nie wynika z panicznego lęku przed COVID-19, ale ze zwykłej nudy. Bo cóż można robić w weekend w mieszkaniu, jeśli centra handlowe są pozamykane...
Łańcuszki zasłyszane
Szkodliwość społeczna powyższych wyzwań jest stosunkowo niewielka, bardziej osobista. Zawsze można po prostu nie wchodzić na Facebooka - sam bym tak robił, gdybym nie potrzebował go do pracy i przeglądania memów (oczywiście po dyżurze!). Jednak od samego początku epidemii - jeszcze wtedy, kiedy miała miejsce w Chinach - serwisy społecznościowe są dosłownie zalewane falą fake newsów i informacji "wywiadowczych". Zasłyszanych w sklepie, od znajomej znajomej pielęgniarki lub po prostu wyssanych z palca. I to takiego brudnego.

Teorie spiskowe (tu przykład), próby wyłudzenia pieniędzy od spanikowanych osób, domowe sposoby na koronawirusa ("To prawda, że umieszczenie cebuli i czosnku w pokojach lata temu uratowało życie wielu ludzi podczas wielkiej plagi w Europie. Te warzywa mają silne właściwości bakteriobójcze i antyseptyczne, a było częścią wiedzy, którą posiadali prości ludzie") - sieci społecznościowe puchną od fałszywych informacji, które sieją zamęt i odciągają uwagę od porad prawdziwych lekarzy. Nie muszę chyba dodawać, jak bardzo to jest niebezpieczne.


Facebookowa modlitwa konta koronawirus
Zawsze wtedy, kiedy na świecie dzieją się tragedie, w ruch idą różańce. Niestety nie wszyscy modlą się na własną rękę w domowym zaciszu, nie mieszając w to wiary innych. Uważają, że to nie wystarczy. Jak trwoga, to do Faceboga, prawda? Rozsyłają więc wezwania do wspólnej modlitwy. Jeśli tego nie zrobisz lub nie prześlesz wiadomości dalej, czeka cię kara. Wszak to oczywiste, że Pan Jezus przegląda twojego Messengera.


