
– Klienci nie rozumieją, że wszelkie zasady, procedury lub rozporządzenia nie są wynikiem naszych kaprysów, tylko są wydawane odgórnie. A wiadomo… obrywa się jak zwykle nam kasjerom. Klienci mają nas za nic, dlatego dość tego – mam zamiar z tym walczyć, bo godności nikt nie ma prawa mi odbierać – mówi Beata Salamon, kasjerka i autorka bloga (i twórczyni profilu na Facebooku) "Jestem Kasjerem". Nasza rozmówczyni dostaje wiele wiadomości, a w nich opisany nie tylko lęk o siebie i najbliższych w czasie epidemii, ale i historie, których część klientów powinna się wstydzić.
REKLAMA
Jakie są dziś największe grzechy klientów? Dziś, czyli w czasie trwającej epidemii.
Beata Salamon (jestemkasjerem.pl): Myślę, że ogólnie ciężko ludziom jest przestrzegać norm, tym bardziej, gdy zostały one utworzone zaledwie kilkanaście dni temu. Do tego dochodzą ciągle nowe, ograniczające wolność, do której każdy wcześniej był przyzwyczajony. Klienci denerwują się, gdy jest im zwracana uwaga, aby zachowywali dystans 2 m.
Wcześniej mieli nas tak blisko, jak tylko chcieli. Nie są do tego przyzwyczajeni, dlatego ciągle pojawiają się jakieś spięcia na linii kasjer – klient. Nie rozumieją, że wszelkie obostrzenia mają zapewnić nam wszystkim bezpieczeństwo. Często myślą tylko o sobie.
Odkąd wprowadzono "godziny dla seniorów" jest jeszcze gorzej. Klienci poniżej 65. roku życia próbują za wszelką cenę obejść rozporządzenie, a gdy się im to nie uda, wyżywają się na obsłudze sklepu. To niedorzeczne i świadczy tylko o ich braku wychowania oraz problemach z kontrolowaniem emocji.
Klienci nie stosują się do zasad?
Nie mogę generalizować, bo klienci są naprawdę różni. Czasami obserwuje totalne skrajności. Są tacy, którzy chcą coś kupić, ale boją się, że jak dotknę produktu, który sobie wybrali – celem zeskanowania – to ich zarażę. Inni z kolei wyśmiewają cały ten stan epidemiczny, mając za nic liczby zachorowań i zgonów. Bywa i tak, że klient klientowi zwróci uwagę, aby ten się do niego nie zbliżał. Ogólnie atmosfera w sklepie jest teraz bardzo nieżyczliwa.
Bywają osoby aroganckie, roszczeniowe?
Tak, bardzo. Ostatnio na swoim profilu na Facebooku opisałam sytuację, w której to kobieta po tym, gdy ją poinformowałam, że nie może przebywać na terenie sklepu, ze względu na godziny dla seniorów, zwymyślała mnie, rzucając hasłem: "Używaj mózgu o ile go masz".
Klienci nie rozumieją, że wszelkie zasady, procedury lub rozporządzenia nie są wynikiem naszych kaprysów, tylko są wydawane odgórnie. A wiadomo… obrywa się, jak zwykle nam kasjerom. Klienci mają nas za nic, dlatego dość tego – mam zamiar z tym walczyć, bo godności nikt nie ma prawa mi odbierać.
Pracownicy sklepów codziennie spotykają się z dziesiątkami klientów, więc pewnie mają sporo obaw. Są zestresowani? Też przecież wracają do domów, gdzie czekają na nich rodziny.
Oj tak. W naszym zespole koronawirus to temat nr 1. Każdy z nas boi się o siebie i swoich bliskich. Pracując, jesteśmy narażeni na ciągły kontakt z klientami. Najgorsze jest to, że nie wiadomo, kto tak naprawdę jest nosicielem, a kto nie. Teraz wszyscy wyglądają "podejrzanie".
Ostatnie tygodnie to dla nas nieustanna walka z samym sobą, aby się przemóc i nie panikować. Do tego dochodzą niefrasobliwi klienci, których nieustannie musimy pilnować i zwracać im uwagę. A to nierzadko kończy się podniesionym ciśnieniem.
Tuż po wprowadzeniu nowych obostrzeń napisała pani na Facebooku "Dzisiejsze przedpołudnie wykończyło mnie psychicznie". Co się działo?
Napisałam to, bo był to pierwszy dzień wprowadzenia "godzin dla seniorów". Niektórzy klienci, totalnie nieświadomi – jakby nie interesowali się tym, co dzieję się w kraju – usiłowali wejść do sklepu, jakby nigdy nic. Inni, doskonale wiedząc o nowym rozporządzeniu, jawnie je bagatelizowali i mieli nawet pewność, że my też machniemy ręką i pozwolimy im na robienie zakupów w godzinach 10:00-12:00.
Rozczarowani, musieli opuścić sklep, a w między czasie wystosować w naszą stronę tonę żalu i pretensji. Taka to jest właśnie codzienność pracownika handlu. Żeby nie było – ja lubię swoją pracę, ale ma ona skutki uboczne, o których zdecydowałam się mówić głośno.
Na profilu pojawia się wiele komentarzy, wielu pracowników sklepów dzieli się zapewne z panią tym, co się dzieje.
Dostaje naprawdę wiele wiadomości prywatnych, w których kasjerzy skarżą się na brak podstawowych środków ochrony. Często kasjerzy piszą, że sami muszą się zaopatrzyć w rękawiczki, płyny antybakteryjne lub maseczki. O pleksach już nie wspomnę, bo okazuję się, że to luksus i nie każdy kasjer może liczyć na taką ochronę.
To niedorzeczne, bo jak się okazuję, sieć dysponuje pieniędzmi, bo zapowiada wynagradzanie pracowników dodatkową premią, jeśli tylko będą się oni stawiać w pracy. W mojej ocenie, to niedopuszczalne.
Najpierw powinno zatroszczyć się o swoich ludzi, a dopiero później dodatkowo ich gratyfikować. Ja na szczęście nie mogę narzekać. Moja sieć stanęła na wysokości zadania – mamy wszystko: rękawiczki, żele, płyny, maseczki, pleksy, przyłbice. Nie wyobrażam sobie, pracować w miejscu, gdzie brakuje tych podstawowych środków. To przecież chodzi o nasze zdrowie i życie.
Czytaj więcej: "Zamówienia wzrosły pięciokrotnie". Wiemy, co stało się z drożdżami i kiedy będą w sklepach
