Rząd PiS niedawno straszył Strajkami Kobiet, ale teraz ogłasza stabilizację epidemii.
Rząd PiS niedawno straszył Strajkami Kobiet, ale teraz ogłasza stabilizację epidemii. Fot. Wojciech Habdas / Agencja Gazeta

"Chmura wirusowa" unosząca się nad "siewcami śmierci" - tak TVP opisywało Strajk Kobiet, politycy PiS zapowiadali, że protesty na ulicach polskich miast skończą się pogłębieniem epidemii i masą ofiar. Tymczasem od strajków minęły dwa tygodnie, a rząd... ogłasza "stabilizację" i spadek zakażeń.

REKLAMA
– Dzisiaj po raz pierwszy od dwóch tygodni ta liczba dziennych zachorowań spadła poniżej 20 tysięcy i to na pewno sygnał optymistyczny, ale co najważniejsze, nie jest to sygnał jedyny – poinformował na konferencji prasowej minister zdrowia Adam Niedzielski. Resort ogłosił we wtorkowym raporcie, że w ciągu ostatniej doby przybyło 19 152 chorych.
Jak sugerują oficjalne statystyki, wielotysięczne manifestacje nie przełożyły się więc na rozwój epidemii. Od ich ustania minęły ponad dwa tygodnie, czyli dużo po czasie wylęgania wirusa podanym przez WHO.
To rzecz jasna bardzo dobra informacja, ale nie możemy zapominać jak jeszcze niedawno straszono demonstracjami kobiet, które miały być "wylęgarniami" koronawirusa.
– Mamy stan, w którym te demonstracje będą z całą pewnością kosztowały życie wielu ludzi. Ci, którzy do nich wzywają, ale także ci, którzy w nich uczestniczą, sprowadzają niebezpieczeństwo powszechne, a więc dopuszczają się przestępstwa – powiedział Jarosław Kaczyński w swoim orędziu z dnia 27 października.
Premier Mateusz Morawiecki z kolei zagrał na emocjach związanych z seniorami. – Mam apel do wszystkich protestujących: niech ten gniew, niech ta niechęć skupi się na mnie, na politykach, niech dotyka mnie, ale nie osób starszych, dla których może to mieć dramatyczne skutki – zaapelował 29 października.
– Patrzę z ogromnym niepokojem na to, co się dzieje na ulicach – mówił 30 października minister Adam Niedzielski. – Nie myślę tutaj o kwestiach światopoglądowych, ja patrzę z troską na to, co będzie się działo dalej – dodał. Stwierdził, że moment ogłoszenia wyroku TK "z punktu widzenia przebiegu pandemii na pewno jest niefortunny".
Przed kilkoma dniami minister obrony narodowej Mariusz Błaszczak nazwał protesty kobiet "zagrożeniem dla życia" i stwierdził, że były źródłem zakażeń wśród polityków opozycji.
– Niektórzy politycy opozycji teraz narzekają, że zostali zarażeni. Obawiają się o swoje zdrowie i życie. Tymczasem w mediach społecznościowych można ich zobaczyć na tych manifestacjach, a więc takie są niestety złe konsekwencje tego wszystkiego, co działo się na ulicach polskich miast w przeciągu ostatnich kilkunastu dni – powiedział w Polsat News.
Mniejsza liczba przypadków zakażeń może mieć też związek z mniejszą liczbą wykonywanych testów lub być wynikiem surowych obostrzeń. Nie zmienia to faktu, że koronawirusa "apokalipsa" zwiastowana przez PiS okazała się zwykłą propagandą nie mającą odzwierciedlenia w rzeczywistości.
Zresztą, słynny epidemiolog prof. Krzysztof Simon już wcześniej mówił, że ryzyko zakażenia na otwartej przestrzeni w czasie protestów jest niewielkie. Rządzący jednak eksperta nie słuchali i woleli atakować Polki walczące o poszanowanie ich podstawowych praw.