
Minister sprawiedliwości Jarosław Gowin uważa, że jedynym błędem Platformy Obywatelskiej po 10 kwietnia 2010 jest to, że nie stworzyła ona własnego mitu smoleńskiego.
Czytaj też: Andrzej Halicki z PO: Nie jestem za delegalizacją ONR. Demokracja daje szanse głoszenia głupich poglądów
Należę do pokolenia, któremu delegalizacja ruchów politycznych kojarzy się wyjątkowo nieprzyjemnie. Myślę, że na tym marszu ludzie wyznający program skrajnej prawicy nacjonalistycznej byli w mniejszości.
Minister sprawiedliwości skrytykował też wszystkie teorie wiążące Brunona K., który planował zamach na Sejm, z którymś z ugrupowań skrajnej prawicy.
Uważam, że ludzie o poglądach konserwatywno-liberalnych mogą wywierać największy wpływ na polską rzeczywistość w obrębie takiej partii, jaką jest Platforma. Nawet jeżeli z częścią polityki Platformy nie do końca się identyfikują.
Minister bardzo stanowczo odniósł się również do artykułu "Rzeczpospolitej" o trotylu na wraku Tupolewa.
Zamachu nie było i dla wszystkich racjonalnie myślących ludzi jest to oczywiste.(...) Przedstawiciele rządu udzielili chyba 200 tys. wypowiedzi dementujących pogłoski o zamachu. Sam pewnie parę tysięcy razy na ten temat mówiłem, to co jeszcze możemy zrobić? Jeżeli popełniliśmy błąd, teraz mówię nie o rządzie, tylko o Platformie, to polegał on na tym, że po 10 kwietnia nie podjęliśmy próby budowy własnego mitu smoleńskiego.
Gowin dodał, że nie chce pogłębiać podziałów między Polakami, do których przyczyniła się katastrofa smoleńska. Ja zaznaczył sam "czasami musi zaciskać zęby, żeby nie odwarknąć", kiedy jest nazywany np. "ruskim agentem". – Mówię sobie, że za tymi okrzykami kryje się wielka rana. Staram się szanować ich cierpienie – podsumował.

