
– Może być generałem, może być Bogiem. Chyba o tym marzy każdy polityk. Ale wieczny recenzent zaczął hamletyzować. Wejdzie do rządu, nie wejdzie – w tak ostrych słowach Katarzyna Kolenda-Zaleska na łamach "Gazety Wyborczej" ocenia zachowanie Janusza Piechocińskiego po tym, jak został prezesem koalicyjnego PSL.
Łatwo jest być krytykiem z tylnego siedzenia, ale gdy się przesiada za kierownicę, trzeba wdepnąć pedał gazu i jechać. A on tak się przestraszył szybkości, że aż się pogubił. Sprawiał wrażenie zdezorientowanego i niezdecydowanego. CZYTAJ WIĘCEJ
Dziennikarka uważa, że Piechocińskiemu brakuje wszystkich powyższych cech, a jedyne co pokazał to to, jaki nie powinien być dzisiejszy lider. Kolenda-Zaleska nie oszczędza nowego szefa ludowców. Wyśmiewa wręcz jego kolejne wystąpienia. Zdaniem dziennikarki można zrozumieć, że niespodziewany sukces zaskoczył Piechocińskiego, ale czas najwyższy zacząć być poważnym.
Jedyne, co udowodnił, to to, że stanowisko prezesa dostał na wyrost, wystawił na pośmiewisko ludowców, którzy go wybrali, oraz siebie samego i całą swoją karierę. (...) Rozumiem, że musi sobie pewne sprawy przemyśleć czy nawet przekalkulować - czy jest opłacalne dla niego i partii jego wejście do rządu. Ale na litość boską, trochę powagi w tym wszystkim, a nie marnego kabaretu CZYTAJ WIĘCEJ
Całkiem niedawno roszady na szczycie koalicji dr Rafał Chwedoruk ocenił, jako wielką improwizację. Zdaniem politologa sytuacja, w której lider partii koalicyjnej jest poza rządem byłaby demoralizująca nie tylko dla PSL, ale także dla opinii publicznej. Radził jednak, żeby poczekać na spotkanie pomiędzy Donaldem Tuskiem a Januszem Piechocińskim. Do takiego doszło wczoraj i prawdopodobnie dzisiaj na konferencji poznamy koalicyjne ustalenia.
Politycy spotkali się w poniedziałek wieczorem i przez trzy godziny rozmawiali o nowym układzie sił w rządzie. Wstępnie mówi się o tym, że szef PSL zostanie premierem oraz otrzyma tekę ministra gospodarki.

