nt_logo

Ciałopozytywna aktywistka "plus size" poszła do "Top Model". Jestem zdegustowana, bo to hipokryzja

Ola Gersz

07 września 2022, 16:33 · 7 minut czytania
Martyna Kaczmarek budziła ostatnimi czasy sporo kontrowersji. Pora na kolejną: feministyczna i ciałopozytywna działaczka poszła na casting do "Top Model". Tak, do dyskryminującego, fatfobicznego i seksistowskiego programu, w którym chce zostać "modelką plus size", mimo że nosi rozmiar 40-42. Kaczmarek chce zmieniać branżę modelingu, co się chwali, tyle że "Top Model" nie ma z branżą nic wspólnego.


Ciałopozytywna aktywistka "plus size" poszła do "Top Model". Jestem zdegustowana, bo to hipokryzja

Ola Gersz
07 września 2022, 16:33 • 1 minuta czytania
Martyna Kaczmarek budziła ostatnimi czasy sporo kontrowersji. Pora na kolejną: feministyczna i ciałopozytywna działaczka poszła na casting do "Top Model". Tak, do dyskryminującego, fatfobicznego i seksistowskiego programu, w którym chce zostać "modelką plus size", mimo że nosi rozmiar 40-42. Kaczmarek chce zmieniać branżę modelingu, co się chwali, tyle że "Top Model" nie ma z branżą nic wspólnego.
Martyna Kaczmarek chce zmieniać branżę, ale od kiedy "Top Model" ma coś wspólnego z branżą modelingu? Fot. YouTube / TVN Fashion

Czołowe instagramowe aktywistki zawodzą ostatnio na całej linii. Antyprzemocowa Maja Staśko będzie bić się w imię ofiar przemocy na gali MMA HIGH League 4, co, mówiąc łagodnie, raczej się jej obserwatorom nie spodobało. Zwłaszcza że federację założył jeden z naczelnych polskich raperów-seksistów Malik Montana (tak, ten sam, który poniżał 19-latkę, gdy ta skrytykowała jego muzykę), a Staśko będzie bić się za (duże) pieniądze.


Moja redakcyjna koleżanka Anna Dryjańska skomentowała to krótko i na temat: hipokryzja. "Samozwańcza wojowniczka zadeklarowała, że przeznaczy po 20 tys. złotych na dwie organizacje pozarządowe, które zajmują się tym, co rząd ma w głębokim poważaniu. Dobrze, że NGO-sy dostaną tak potrzebne pieniądze. Tyle tylko, że można je było zdobyć w inny sposób. Cel nie uświęca środków" – napisała.

"To po prostu dorabianie ideologii do tego, że Staśko chce w kilka minut zgarnąć spory hajs, czyli zrobić dokładnie to, za co od dawna krytykuje na przykład Roberta Lewandowskiego – dodała dziennikarka naTemat.

Jak zauważyła Ania, gdyby "Maja powiedziała, że będzie się bić dla kasy i sławy, byłoby to przynajmniej szczere". "A tak? Mamy przycelebrycenie nieudolnie przykryte Ważną Sprawą. Niestety mam wrażenie, że od jakiegoś czasu najważniejszą sprawą dla Mai Staśko jest Maja Staśko – pisała moja koleżanka o regularnie krytykującej kapitalizm aktywistce, którą na Instagramie obserwuje 138 tysięcy osób.

Teraz o Wielką Sprawę będzie walczyć Martyna Kaczmarek. Feministyczna i ciałopozytywna aktywistka poszła do "Top Model"... w imię kobiet o wymiarach większych niż 90-60-90. Czy to również hipokryzja? Tak.

Martyna Kaczmarek w "Top Model" walczy o ciałopozytywność

Kaczmarek ma na koncie sporo wpadek i kontrowersji: nietrafiony komentarz o ofiarach wypadku samochodowego z udziałem gościa na jej ślubie; markę odzieżową Herstore – nazwaną najpierw... Herstoria – skrytykowaną za "sprzedawanie feminizmu" i zbyt drogie marynarki średniej jakości (Martyna przyznała się do błędu i zamknęła biznes); plagiatowanie treści innych autorek, polskich i zagranicznych.

Nie chcę do tych afer wracać, bo każdy ma prawo do błędów i poprawy (chociaż Kaczmarek chyba nie do końca zdaje sobie sprawę, dlaczego spadła na nią krytyka i obecnie prezentuje się jako "niezniszczalna" kobieta, która nie dała się "hejterom"). 1 września aktywistka zapowiedziała zupełnie nowy rozdział: reaktywacja feministycznej działalności na Instagramie, założenie ciałopozytywnej fundacji Ciałość i... modeling.

"Idę spełniać swoje marzenia o byciu modelką. Chociaż nie mam wymiarów 90-60-90. Są większe i w rozumieniu branży, jeśli mi się uda, to będę modelką 'plus size'" – pisała jeszcze w maju Kaczmarek. Wcześniej wróciła do pracy na etat jako marketerka (którą wcześniej rzuciła, aby w pełni oddać się działalności internetowej), ale niedawno ujawniła, że nie wytrwała w firmie długo (co może mieć związek z jej karierą modelki).

Już w sierpniu dociekliwi internauci spekulowali, że "spełnianie marzeń o byciu modelką" może mieć związek z kolejną edycją "Top Model", hitu TVN, w którym fotograf Marcin Tyszka od lat obraża kobiety niemające idealnych wymiarów modelki. Wymieniali "dowody": dłuższa przerwa od social media, zapowiedź tajemniczego, ważnego telefonu czy gwałtowna utrata wagi (Kaczmarek twierdzi, że schudła dla zdrowia i za radą lekarza).

Kilka dni temu okazało się, że niektórzy internauci zasługują na miano Sherlocka Holmesa. TVN opublikował casting Kaczmarek do programu. "Martyna Kaczmarek chce być modelką plus size" – ogłosił TVN w tytule materiału, a film na wideo okrasił nazwą: "Feministka Martyna Kaczmarek w 'Top Model!'".

4 września aktywistka napisała na Instagramie: "Poszłam na casting do Top Model! Dlaczego? Poszłam spełnić swoje marzenie i marzenie wielu kobiet o tym, aby ich rozmiar był należycie reprezentowany. Nie tylko na pojedynczych wybiegach. W największym programie modowym w Polsce. Poszłam na ten casting z celem. Celem, aby zrobić małą rewolucję i zostać PIERWSZĄ modelką curvy/plus-size w domu Top Model ever. Czy mi się to uda? Zobaczymy. Ale lubię wsadzać kij w mrowisko i dobrze o tym wiecie" – zaczęła swój wpis.

Gdy oglądałam Top Model 10 lat temu jako zakompleksiona nastolatka absolutnie nie widziałam tam dla siebie miejsca. Dzisiaj jako pewna siebie i swojej wartości kobieta poszłam na casting z myślą, że chciałabym aby już żadna młoda dziewczyna się tak nie poczuła. Bo w tym świecie powinno być miejsce dla wszystkich rodzajów ciał. Czy zrobiłam to też dla siebie? Oczywiście, że tak. Spróbuję spełnić moje marzenie, na własnych zasadach. Spróbuję wejść w branżę, które daleeeeeeeko od ideału i ją zmieniać.

Reakcja chyba zadziwiła samą Kaczmarek. Materiał TVN bił rekordy wyświetleń, pod wpisem pojawiły się słowa zachwytu, a wzruszona działaczka dzieliła się na InstaStories wiadomościami od swoich fanek, które nazywały ją "odważną" i "źródłem inspiracji".

Kaczmarek walczy o kobiety?

W feministycznym środowisku znowu zawrzało. Martyna Kaczmarek została oskarżona o hipokryzję. Aktywistka, która naprawdę robi świetną robotę na polu ciałopozytywności oraz ciałoakceptacji i z pewnością (podobnie jak Maja Staśko) pomogła swoją działalnością wielu kobietom, poszła bowiem do najgorszego możliwego miejsca.

"Top Model" jest regularnie oskarżany o bodyshaming, fatfobię, seksizm i mobbing. Do Domu Modelek nigdy nie dostała się "większa" (jak na standardy modelingu) osoba, krytykowanie czyjegoś ciała jest na porządku dziennym, a naga sesja jest obowiązkowa, mimo że wielu uczestników wprost mówi, że nie chce rozebrać się przed kamerą (naprawdę nie wszyscy modele muszą pozować nago).

Teraz cała na biała wkroczy tam Martyna Kaczmarek. Jak owieczka do paszczy lwa. Mówi wprost, że branża modelingowa jest szkodliwa, ale "chce wejść w sam jej środek i ją zmienić". Czyli rozumie, że to toksyczna przestrzeń, ale – tak jak Maja Staśko bijąca się dla ofiar przemocy – ZROBI TO DLA NAS. Tyle że my wcale tego nie potrzebujemy.

Wspaniale widzieć w "Top Model" osoby o innych wymiarach, ale to nic nie da. Dlaczego? Bo "Top Model" nie ma nic wspólnego z branżą. To wylęgarnia influencerów i celebrytów. Owszem, widzowie zobaczą, że nie trzeba wyglądać jak Kate Moss w latach 90., aby pozować do ładnych zdjęć, ale to tyle.

Będę brutalna: większość karier uczestników kończy się na programie, zwłaszcza gdy ktoś nie ma doświadczenia w modelingu (a to zbiera się przecież latami). Kaczmarek postanowiła spróbować i pokazała tym, że ma jaja. Chylę czoła, to naprawdę odwaga i siła. Ale nazywanie się już szumnie modelką jest chyba nieco na wyrost. To dopiero średniej jakości telewizyjny program, nie wybiegi na Fashion Weeku.

Wizerunkowo to oczywiście wielka wygrana dla TVN. "Top Model" udowodni, że jest inkluzywne i ciałopozytywne, a Martyna zyska nowych obserwujących i pewnie zajdzie daleko w programie. Być może wcale nie dlatego, że świetnie sobie radzi (czego jej naprawdę życzę), ale dla podniesienia oglądalności i w imię PR-owej strategii producentów (na co wskazuje już emisja jej castingu przed premierą programu w środę, 7 września). A to jest po prostu bardzo smutne i nie w porządku dla samej Kaczmarek.

Naprawdę nic się nie zmieni: ani program, ani branża. Plus jest tylko taki, że więcej dziewczyn niewyglądających jak typowe modelki zgłosi się do programu. Ale za jaką cenę? Bodyshamingu?

Zmiana w modelingu już się dzieje, ale powoli. Jest więcej dużych modelek (nie udawanych dużych), jest inkluzywność na wielu pokazach. Polecam fantastyczne pokazy "Savage X Fenty" Rihanny na Prime Video czy zdjęcia z tegorocznego Fashion Week w Kopenhadze, które naprawdę robią różnicę. Ale to jest praca systemowa, która trwa od lat i za którą odpowiadają domy mody, marki oraz magazyny branżowe, a nie "Top Model" i jedna jedyna Martyna Kaczmarek.

To nie jest plus size

Udział Martyny Kaczmarek w "Top Model" może też paradoksalnie przynieść więcej szkody niż pożytku. W (chorych) realiach modelingu działaczka jest bowiem modelką plus size albo curvy. Powiem wprost: gdybym miała tak "normatywne" ciało jak Kaczmarek (czyli przeciętne ciało większości Polek), nie poszłabym do "Top Model", które obwołałoby mnie z miejsca "modelką plus size". Nie mogłabym zdzierżyć, że jestem nazywana plus size nosząc rozmiar 40-42.

Martyna Kaczmarek to jednak zrobiła, a mnie, czyli kobiecie, która naprawdę jest plus size, jest po prostu przykro. To nie jest żaden plus, to mid-size (czyli rozmiary 40-44). Jeśli Martyna jest plus size, to kim są grube dziewczyny? Plus plus plus size? Płetwalem błękitnym? Aktywistka Urszula Chowańska (galantalala), czyli grubancypantka, stwierdziła wprost: to "udawanie plus size w TV". "To nie jest osoba plus size. Przekonywanie szczupłych osób, że takie nie są, jest w ch*j nie fair wobec wszystkich" – napisała na InstaStories.

Wiem, że to standardy modowe, do których Kaczmarek się po prostu dostosowuje, ale to zwyczajnie boli. W ten sposób widzowie utrwalą sobie w głowie, że ciało Martyny jest dużym ciałem. Nie jest. Jest duże tylko w toksycznej przestrzeni modelingowej.

Jeśli Martyna naprawdę marzy o modelingu, to ok. Ale dla ciałopozytywnej aktywistki udział w "Top Model" to strzał w stopę i utrata wiarygodności już z samego powodu etykietki plus size. Cały problem tkwi właśnie w dostosowaniu się. To tak jak prowadząca tegorocznych Oscarów chciała (chyba) zawalczyć z seksizmem, będąc seksistką. Tak się nie da, trzeba zmienić narzędzia.

Nie wszystko musi być feministyczne

Podziwiam Martynę za upór, wytrwałość i pewność siebie. Jest piękna, ma piękne ciało. Cieszę się, że spełnia marzenia. Ale czy nie może po prostu pójść do "Top Model" bez całej ideologicznej otoczki? Bez mówienia o Walce O Sprawę? Owszem, napisała, że idzie spełniać marzenia, ale to zdanie utonęło w morzu Wielkich Słów. To po prostu zionie sztucznością i ze strony Martyny, i producentów "Top Model".

Każda kobieta ma prawo do swoich decyzji, a nie każdy ruch feministki musi być feministyczny. Gwarantuję, że gdyby Kaczmarek ogłosiła, że po prostu chce być modelką albo celebrytką i oszczędziła nam feministycznych wywodów na ten temat, nie musiałaby użerać się aż z taką krytyką (to samo tyczy się Staśko, gdyby po prostu chciała ponawalać się w oktagonie dla adrenaliny).

Jasne, niektórzy by ją zhejtowali, straciłaby część obserwatorów, ale przynajmniej byłaby szczera. A ludzie naprawdę lubią szczerość, a nie fałsz w imię ideałów.

Aktualizacja: W pierwszym odcinku nowego sezonu "Top Model" wyemitowanym w środę, 7 września, Martyna Kaczmarek dostała od jurorów cztery raz "tak" i przeszła do kolejnego etapu.