
W dawnym biurze Joe Bidena odnaleziono tajne dokumenty. Później kolejne materiały odkryto w jego domu w Wilmington. Sprawę bada prokuratura, a prezydent USA pytany o kontrowersje wokół sprawy, mówi wprost: Nie żałuję.
Joe Biden nie żałuje sposobu obchodzenia się z tajnymi dokumentami
Joe Biden jest w trakcie podróży po Kalifornii doświadczonej przez klęskę żywiołową. Prezydent USA odbywa szereg spotkań z przedsiębiorcami i mieszkańcami, którzy ponieśli straty w wyniku burzy.
Podczas konferencji prasowych dziennikarze dopytują jednak przede wszystkim o aferę związaną z niewłaściwym obchodzeniem się z tajnymi dokumentami. Ostatnia seria pytań wywołała niezadowolenie polityka.
– Wiesz, szczerze mówiąc, wkurza mnie to, że mamy poważny problem, o którym rozmawiamy. Amerykanie nie do końca rozumieją, dlaczego nie zadajecie mi pytań na ten temat – powiedział reporterowi.
Jak jednak stwierdził, nie żałuje sposobu obchodzenia się z tajnymi dokumentami, a prowadzone przez prokuraturę śledztwo najprawdopodobniej wykaże, że w materiałach "nic nie było". – Myślę, że nic tam nie ma. Nie żałuję. Postępuję zgodnie z tym, co prawnicy powiedzieli mi, że chcą, żebym zrobił. Dokładnie to robimy – zapewnił. Prezydent ponownie podkreślił, że w pełni współpracuje z prokuraturą, jednak pomimo tego "nie może doczekać się szybkiego rozwiązania tego problemu".
Tajne dokumenty w dawnym biurze i domu Joe Bidena
Sprawa ujrzała światło dzienne 9 stycznia, jednak prawnicy prezydenta USA twierdzą, że materiały odkryto 2 listopada 2022 roku. Jak pisaliśmy w naTemat, od 2017 do 2020 roku Biden wynajmował powierzchnię biurową w Penn Biden Center.
W trakcie jej zwalniania odkryto dokumenty z klauzulą poufności. To wywołało kontrowersje, bowiem urzędnicy federalni mają prawny obowiązek przekazania wszystkich oficjalnych materiałów i akt do Archiwów Narodowych. Z ustaleń CNN wynikało, że chodzi o "mniej niż 10 tajnych materiałów".
– Biały Dom współpracuje z Archiwami Narodowymi i Departamentem Sprawiedliwości w sprawie odkrycia czegoś, co wydaje się być aktami administracji Baracka Obamy i Joe Bidena, w tym niewielkiej liczby dokumentów z tajnymi oznaczeniami – przekazał doradca głowy państwa Richard Sauber.
Sprawę bada prokuratura, a departament sprawiedliwości powierzył ją śledczemu nominowanemu przez Donalda Trumpa. Biały Dom od początku współpracuje z organami ścigania.
Akta z klauzulą Joe Bidena w przestrzeni magazynowej i szafie w bibliotece
Jak pisaliśmy w naTemat, w minioną środę znaleziono drugą partię tajnych dokumentów. Tym razem w domu Bidena w Wilmington. W tym momencie polityk musiał przerwać milczenie. Podczas konferencji prasowej powiedział o "niewielkiej ilości", jednak przyznał, że miały one klauzulę niejawności.
– Odkryli niewielką liczbę dokumentów z klauzulą niejawności w przestrzeni magazynowej i szafie na akta w mojej osobistej bibliotece – potwierdził. O znalezisku od razu poinformowano departament sprawiedliwości. Od razu przekazano je do Archiwów Narodowych.
Trwa także badanie sprawy Donalda Trumpa, który w kurorcie w Mar-a-Lago na Florydzie przechowywał co najmniej 325 tajnych dokumentów z czasów prezydentury. To jednak nie przeszkadza biznesmenowi w krytykowaniu Bidena.
"Kiedy FBI zamierza dokonać nalotu na wiele domów Joe Bidena, może nawet na Biały Dom?" – dopytywał tuż po wybuchu afery z udziałem obecnego prezydenta USA.
Zobacz także
