"Nie śpię, bo odświeżam USOS-a." Prawda o systemie czy niepotrzebne narzekanie studentów?

USOS potrafi doprowadzić studentów do białej gorączki, ale jednocześnie w wielu aspektach ułatwia im życie. Fot. Shutterstock
Zapytaj znajomego studenta, co najbardziej denerwuje go na studiach. Albo lepiej. Spytaj wprost, co sądzi o USOS-ie. Jedni się uśmiechną i z politowaniem pokiwają głową, drudzy popukają się w czoło, a jeszcze inni użyją mniej cenzuralnych słów. Trudno się dziwić, bo system, który teoretycznie miał ułatwić studentom życie, kilka razy w roku przyprawia ich o białą gorączkę. "To szatańskie narzędzie" – utyskują żacy. Często to jednak śmiech przez łzy, bo przed USOS-em drży prawie każdy. Nie zawsze potrzebnie.


USOS, a dokładniej Uniwersytecki System Obsługi Studiów to system informatyczny, który z założenia miał ułatwić zarządzanie swoimi studiami. Koniec z kolejkami, koniec z biurokracją, koniec z niezorganizowanym zapisywaniem się na przedmioty. I wreszcie, koniec z niepotrzebnym bieganiem za wykładowcami. Studenci załatwiają wszystko przez internet, wykładowcy i pracownicy dziekanatów to kontrolują.


Początki USOS-a

Pierwsza wersja systemu USOS powstała w 2000 r. na Wydziale Matematyki, Informatyki i Mechaniki Uniwersytetu Warszawskiego. CZYTAJ WIĘCEJ

USOS udostępnia całą masę opcji, od spersonalizowanego układania planu, przez składanie podań i wpisywanie ocen, na kontakcie prowadzących ze studentami kończąc. W teorii brzmi to naprawdę pięknie. Rzeczywistość często jednak weryfikuje te założenia, bo gdy wybija godzina internetowej rejestracji, tysiące studentów rozpoczynają prawdziwą walkę. Z internetem, USOS-em i własną cierpliwością.

Narzędzie szatana
"Narzędzie szatana" – to jedna z najczęstszych opinii, którą na temat USOS-a powtarzają studenci. W podobnym tonie wypowiadają się o nim na forach internetowych. Na Facebooku nie brakuje grup, zrzeszających studentów, którzy – delikatnie mówiąc – nie przepadają za USOS-em. "Nie śpię, bo odświeżam USOS-a", czy "Gardzę USOS-em", to przykłady pierwsze z brzegu. I choć sami studenci naprawdę chcieliby polubić system, to on sam często na to nie pozwala.


Głównym powodem tej nienawiści jest system rejestracji na przedmioty. Zazwyczaj odbywa się na zasadzie "kto pierwszy, ten lepszy". – Wyobraź sobie, że nie tylko chcesz, ale po prostu musisz zapisać się na konkretny przedmiot. Czekasz na otwarcie rejestracji, odświeżasz stronę, a po kilkudziesięciu sekundach wszystkie miejsca są już zajęte – mówi Michał, student dziennikarstwa.

Zobacz: Prosto z uczelni – okiem wykładowcy: studenci to roszczeniowi i chamscy ignoranci

I mówiąc o sekundach nie ma tutaj żadnej przesady. – Szybcy i wściekli – tak jeden z żaków skwitował tych, którym udało się zapisać. Tak jest zazwyczaj w przypadku grup, które prowadzi najlepszy wykładowca lub odbywają się w wyjątkowo korzystnym terminie. Zaspałeś? Męcz się na zajęciach w piątek o 16.30 z prowadzącym, który do najprzyjemniejszych nie należy. W ekspresowym tempie znikają też miejscówki na najciekawszych przedmiotach.

Co obsługuje USOS?

Rekrutacja na studia, Elektroniczne Legitymacje Studenckie (drukowanie, przedłużanie ważności itp.), przygotowywanie oferty dydaktycznej, zarządzanie tokiem studiów, podania studenckie, prace i egzaminy dyplomowe, archiwizacja prac dyplomowych, stypendia, akademiki, płatności za usługi edukacyjne, wsparcie dla Procesu Bolońskiego, praktyki zawodowe studentów, ankiety, sprawozdawczość, sprawy pracownicze CZYTAJ WIĘCEJ


kilka funkcjonalności, które wymienia strona: usos.edu.pl

Awaria systemu
Krzysiek jest absolwentem politologii. Studiował wtedy, gdy USOS dopiero wchodził na jego uczelnię. – Byłem wtedy za granicą na wakacjach. Wszyscy znajomi imprezowali w najlepsze, a ja nie mogłem nigdzie wyjść, bo czekałem na rejestrację. Miała ruszyć o 12. Byłem gotowy, już miałem zacząć zapisy, ale nagle wywaliło cały system. Po jakimś czasie pojawiła się informacja, że ponowna rejestracja o 20. Nie mogłem spędzić normalnie wakacji tylko siedziałem przed tym cholernym komputerem – wspomina już z rozbawieniem Krzysiek, choć wtedy do śmiechu mu nie było.

USOS a USOSweb

Studenci błędnie używają nazwy USOS, ponieważ oni w trakcie studiów korzystają z USOSweb. USOS to baza danych, natomiast USOSweb to nakładka internetowa, zawierająca dane oparte na informacjach zgromadzonych w bazie danych.


Trudno się dziwić, że system pada, gdy w ciągu kilku minut tysiące studentów szturmują serwery. – Nie wystarczy szybki internet. Chyba każdy kto miał styczność z USOS-em wie, jak bardzo potrafi uprzykrzyć to życie – dodaje Michał, studiujący dziennikarstwo. Uczelnie inwestują w mocniejsze serwery, ale problem powtarza się przy każdej rejestracji i studentów przestał już nawet dziwić. Co nie znaczy, że nie denerwuje.

Administratorka fanpage'a "Nie śpię, bo odświeżam USOS-a", Hanna Zagulska wspomina, jak w roku akademickim 2010/2011 razem ze znajomymi z polonistyki walczyła z USOS-em. – Spędzaliśmy długie godziny uporczywie odświeżając stronę. Jak to studenci, dobrze się przy tym bawiliśmy, więc powstał pomysł, żeby naszym poczuciem humoru podzielić się z innymi – mówi w rozmowie z naTemat. Szybko okazało się, że problem doskonale rozumieją studenci z całej Polski, bo profil ma już 16,5 tysiąca "lajków". – Nie pozostaje nic oprócz dobrego żartu, gdy system odmawia współpracy a komunikat "rejestracja rozpocznie się za 10 minut" wyświetla się od ponad godziny – tłumaczy nasza rozmówczyni.

– Z rejestracją przez USOS ma wiązać się ten plus, że student bardziej lub mniej może kreować swój plan zajęć. Kończy się to najczęściej sytuacją, w której ty i twoje trzynaście kart w przeglądarce czekacie na "open the gates", jedynie wyobrażając sobie co robi w tym momencie reszta roku: jedyne 180 osób, nie mówiąc już o całym kierunku – potwierdza administratorka fanpage'a.

Przeczytaj też: Prosto z uczelni. Wykładowcy dzielą i rządzą. "Wyrzucił z egzaminu za jednodniowy zarost"

I tak musisz ganiać
Jednym z największych absurdów dotyczących USOS-a jest fakt, że studenci oprócz załatwiania spraw drogą elektroniczną muszą – mimo wszystko – zrobić to samo osobiście. – Wykładowca wpisuje oceny z egzaminu w USOS-ie, ale i tak musimy zdobyć wpis do karty egzaminacyjnej. To bez sensu – mówi 24-letnia Martyna, jednocześnie pytając retorycznie: – Po co w takim razie ten system internetowy, skoro studenci i tak muszą robić wszystko dwa razy – słyszymy od studentki Uniwersytetu Warszawskiego.

Rzeczniczka tej uczelni, Anna Korzekwa tłumaczy, że kart egzaminacyjnych już nie ma. – Są karty okresowe osiągnięć studenta. Ale z nimi nie trzeba biegać. Karty są drukowane z USOS-a, podpisuje je dziekan. I tyle – mówi w rozmowie z naTemat i odsyła do regulaminu studiów. Studentom raczej nie robi różnicy, czy jest to karta egzaminacyjna, czy okresowa, bo jak przekonują mnie znajomi studenci – tak czy inaczej, po wpisy muszą biegać po każdej sesji. Od tej praktyki odchodzi się jednak już na młodszych rocznikach.

Przebieg studiów jest dokumentowany w protokołach zaliczenia przedmiotu i w kartach okresowych osiągnięć studenta w postaci podpisanych przez Dziekana wydruków danych elektronicznych. CZYTAJ WIĘCEJ


fragment regulaminu studiów UW

Podobnie działa to w przypadku składania podań. W internecie złożenie podania, wniosku czy oświadczenia zajmuje kilka minut. Wszystko byłoby w porządku, gdyby potem nie trzeba było stać kilku godzin w kolejce do dziekanatu z… tym samym wnioskiem w wersji drukowanej.

– Uczelnia nie powinna być modernizowana w tej kwestii po kawałku. Jeżeli zdecydowała się na uruchomienie systemu USOS, to powinien działać w całości bez dodatkowych, za kilka semestrów i tak pewnie odwołanych, starych obowiązków. Później dochodzi do miliona ekscesów, że ocena nie wpisana, albo nie taka jak trzeba, a to tylko dodatkowy stres dla studentów i strata czasu prowadzących – mówi Hanna Zagulska z "Nie śpię, bo odświeżam USOS-a".

Kto tym zarządza?

USOSem władają wykładowcy, nieocenione panie z dziekanatu oraz obsługa administracyjna. Rozwojem samego projektu zajęło się zaś specjalnie powołane w tym celu konsorcjum kilku uczelni. Tym samym w chwili obecnej z nowoczesnego systemu korzysta cała masa szkół wyższych, uniwersytetów, politechnik, etc CZYTAJ WIĘCEJ


źródło: spidersweb.pl

Rzecznik Uniwersytetu Warszawskiego tłumaczy, że taka kolej rzeczy wynika z regulaminu przynawania np. pomocy materialnej, czyli wniosków o stypendia
– A on jest, uwaga, uchwalany w kształcie proponowanym przez samych studentów. Przypuszczam, że studenci chcieli mieć pewność, że nikt nie będzie miał pretensji w stylu: przecież wysłałem, a nie doszło – mówi.

Sprawdź: Pokolenie "papierków". Współcześni studenci traktują studia jak przeszkodę w karierze


Cierpliwości
USOS-a można oswoić, ale każdy musi się z nim zmierzyć po raz pierwszy. W najgorszej sytuacji są studenci pierwszego roku, którzy bez pomocy starszych kolegów często nie potrafiliby sobie z nim poradzić. Wiedzą tylko, że USOS istnieje i muszą się w nim zapisać. Jak i kiedy? Radźcie sobie sami. Częstym zarzutem jest także chaos informacyjny, ale tutaj winny jest nie sam system, co ludzie przy nim pracujący.

System informatyczny nie może być ofiarą braku stosownych informacji, które powinny przygotować wydziały - w postaci papierowych informatorów, gazetek ściennych, informacji na wydziałowych stronach internetowych. W tym przypadku czasami winę ponoszą też sami studenci - bardzo wiele pytań na forum USOSowni wskazuje na to, że zadające je osoby nigdy nie zajrzały do Podręcznika USOS-owicza, ani do udostępnionych w USOSowni przewodników i innych pomocnych materiałów. CZYTAJ WIĘCEJ


źródło: usosownia.uw.edu.pl

Administratorka "Nie śpię, bo odświeżam USOS-a" zwraca uwagę na jeszcze jeden problem z internetową rejestracją na przedmioty. Mianowicie godzinę ich rozpoczęcia. Zazwyczaj są to godziny wieczorne, ale administratora fanpage'a podaje przykład, gdy rejestracja ruszała o 3 nad ranem.

– Od pracowników odpowiedzialnych za bezsenność połowy mojego roku usłyszałam, że to sami studenci proszą o taką godzinę. Nie wiem do dzisiaj, ile w tym prawdy – mówi. Korzystając z USOS-a trzeba mieć "oczy dookoła głowy", bo choć system jest intuicyjny to łatwo pomylić przedmioty dostępnych na jednym roku z tymi z poprzednich. – Zdarza się ze mają te same nazwy ale literatura podana już inna itd. – dodaje studentka.

Komentarz w internecie

Wada: nieprzyjazny i skomplikowany interfejs. Zalety: ogromny potencjał funkcjonalności, niestety niewykorzystany przez większość wydziałów. CZYTAJ WIĘCEJ


źródło: amuland.pl
I choć w sprawie USOS-a zdecydowanie bardziej słychać głosy krytyczne, to nie brakuje również tych, którzy nie narzekają.
– Nigdy nie miałem problemów z USOS-em. No może tylko raz, gdy padł serwer, ale przecież to może zdarzyć się wszędzie. Faktycznie trzeba czatować na odpowiednią godzinę i trafić na listę, ale przecież kiedyś było gorzej. Wystawało się godzinami w kolejkach. Prawda jest taka, że narzekają ci, którzy często z czystego lenistwa przepuszczają pierwsze kilka minut, w których mogą się zarejestrować – mówi Sebastian, który studiuje na trzecim roku bezpieczeństwa wewnętrznego. – To tylko takie niepotrzebne gadanie i narzekanie – dodaje.

Niekwestionowaną zaletą USOS-a jest za to system internetowej rekrutacji na studia. Od kandydatów nie wymaga się już jeżdżenia po uczelniach w całej Polsce, żeby tylko złożyć dokumenty. Wszystko można załatwić siedząc przed swoim komputerem, a studenta fatyguje się dopiero w momencie przyjęcia na studia.

Zobacz: Czy humanista jest "ananasem"? Sprawdźmy, jakie jest miejsce humanistów na rynku pracy


USOS z założenia miał pomóc studentom. Miało być łatwiej, przyjemniej i szybciej. Czy jest? W wielu przypadkach na pewno, ale niestety nie wszystko działa idealnie. – System miał pozwolić nam nie przesiadywać na uczelni, załatwiając sprawy tego typu, a koniec końców i tak wszystko trzeba wyjaśniać z wykładowcami i pracownikami uczelni – puentuje administratorka "Nie śpię, bo odświeżam USOS-a".