15 lipca na basenie w Bytomiu doszło do dantejskich scen. Obywatel Gruzji, który miał dotykać dzieci, usłyszał zarzuty.
15 lipca na basenie w Bytomiu doszło do dantejskich scen. Obywatel Gruzji, który miał dotykać dzieci, usłyszał zarzuty. fot. Fot. Twitter.com/ZaPLMundurem; Twitter.com/sbalcerac

Gdy w maju dyrektorka szkoły na Podkarpaciu doniosła na księdza, który miał niewłaściwie dotykać dzieci, wieś skrzyknęła się, żeby go bronić. Inna wieś murem stanęła za proboszczem, który oskarżony był o molestowanie seksualne dwóch niepełnosprawnych intelektualnie dziewczynek. Tymczasem w Bytomiu widzieliśmy coś skrajnie innego. Tak bulwersujące zdarzenie na basenie stało się pożywką dla zwolenników antyimigranckiej narracji PiS i Konfederacji.

REKLAMA

W bytomskim Ośrodku Sportu i Rekreacji nigdy wcześniej coś podobnego się nie zdarzyło.

– Mam nadzieję, że jest to ostatni taki incydent i nic takiego nigdy więcej nie powtórzy się na naszych obiektach. Została zwiększona ochrona. Wcześniej było dwóch ochroniarzy, teraz w czasie weekendu, gdy wiemy, że prognozy pogody są dobre, zwiększamy ich liczbę do ośmiu osób. Ludzie przyjęli to pozytywnie. Zauważyli, że bezpieczeństwo się poprawiło. Po obiekcie chodzą teraz 2-osobowe patrole, są widoczne, zwracają uwagę na niepożądane sytuacje. W tygodniu nie ma takiej frekwencji – mówi naTemat Grzegorz Pawlus, zastępca dyrektora OSiR. 

Przypomina, że dzięki szybkiej reakcji nie doszło do eskalacji. – Policja zadziałała szybko. Sprawa została nagłośniona i rozwiązana. Nie ma już niepotrzebnych domysłów, które mogły doprowadzić do tego, że takie zachowanie przybierałoby na sile i inne osoby ciemnoskóre w Bytomiu mogłyby ucierpieć. Dobrze, że szybko zostało to ukrócone i wyjaśnione. Mam nadzieję, że już się nie powtórzy – mówi.

"To mógł być każdy, niezależnie od narodowości"

Bytom otrząsnął się już po sobotnim incydencie na basenie.

– Wszyscy są zbulwersowani całą sytuacją, ona nie powinna mieć miejsca. Ale to, skąd pochodziły te osoby, miało drugorzędne znaczenie, najważniejsze, że ochrona i służby zareagowały prawidłowo. To niestety mógł być każdy, niezależnie od narodowości – mówi Michał Staniszewski, przewodniczący bytomskiej Rady Miejskiej.

Komentarze w sieci jednak pozostały i przez kilka dni generowały kolejne reakcje. "Imigranci molestują dzieci. W Niemczech? We Francji? Nie! W Polsce, na basenie w Bytomiu!" – krzyczał na przykład jeden z członków Konfederacji, aplikant radcowski, katolik.

"Imigranci ściągani są w tysiącach", "Potrzeba skutecznego zatrzymania importu przestępców do Polski! Stop masowej, niekontrolowanej imigracji!" – grzmieli inni. Jedno z prawicowych mediów posunęło się nawet do szokującego tytułu: "Czarni imigranci obmacywali polskie dzieci w Bytomiu".

Tak z części polskiego internetu wylała się fala skierowana w imigrantów i uchodźców. Wpasowując się w narrację PiS, którą od paru tygodni niemal codziennie jesteśmy karmieni. Albo przeciwnie – w wytkanie PiS, że sprowadził do Polski legalnych imigrantów.

– Niestety, takie konflikty świadomie są potrzebne jednej i drugiej stronie. I to jest bardzo złe – zauważa bytomski radny Maciej Gajos.

"Niepotrzebnie wywołało to spiralę nienawiści"

Przypomnijmy, na terenie kąpieliska odkrytego w Parku Miejskim im. F. Kachla przy ul. Wrocławskiej w Bytomiu 15 lipca doszło do sytuacji, która nigdy nie powinna mieć miejsca. I trudno się dziwić ludziom, że nie wytrzymali, widząc, że ktoś chce skrzywdzić dzieci. To była iskra. Doszło niemal do linczu i dantejskich scen z udziałem policji.

18 lipca 48-letni obywatel Gruzji usłyszał zarzuty dopuszczenia się i usiłowania dopuszczenia innych czynności seksualnych wobec łącznie 3 małoletnich poniżej 15 lat. 

Pozostali mężczyźni zostali przesłuchani w charakterze świadków i zwolnieni.

– Takie zachowanie jest negatywne, zabronione, powinny być za nie surowe wyroki. Nie powinno do takich rzeczy dochodzić. Ale niepotrzebnie wywołało to taką spiralę nienawiści przeciwko uchodźcom. Widziałem określenia: "czarni, ciapaci, Romowie". To społeczne ciosy poniżej pasa – reaguje Maciej Gajos, radny z Bytomia.

Na początku nikt nie wiedział, o kogo chodzi. Wystarczyła informacja, że dzieci mieli zaczepiać cudzoziemcy.

– Ludzie pomyśleli: Aha, to mogą być islamiści albo Ukraińcy. Nienawiść świadomie została podsycona. Ludzie błędnie to ocenili. Ci Gruzini mogli przebywać w Polsce już od kilkudziesięciu lat i trzeba to rozgraniczyć, bo niewiedza powoduje, że w tym momencie atakowane są również inne osoby niemające żadnego związku z tą sprawą, ale pochodzące z zagranicy. Uważam, że celowe podsycanie tematu powoduje tylko większą nienawiść społeczną i nagonkę jeden na drugiego. A niewiedza ludzka – że wszyscy, którzy przebywają na naszym terenie, pakowani są do jednego worka – dodaje.

W Bytomiu znajduje się Uniwersytet Kijowski, gdzie uczy się bardzo dużo cudzoziemców. – Obawialiśmy się, że przez niewiedzę ludzką i przez brak rzetelnej informacji, kto to zrobił, ta nienawiść i złość zostanie na nich wyładowana – przyznaje radny.

Emocje miał stonować dopiero wyważony komunikat Urzędu Miasta Bytom, w którym podano narodowość zatrzymanych.

– Inny, obcy, znaczy wróg. Nie wiem, dlaczego w polskich głowach obcy oznacza wroga. Postrzegany jest jako osoba groźna, niebezpieczna, w klatce stereotypów etnicznych i rasowych. Pojawia się mechanizm, że jak ktoś jest inny, to wróg ma być zablokowany. Jak zrobić więc porządek i sprawiedliwość na świecie? Wyłapać złych. Ukarać ich i izolować. Ale kto to jest zły? Tu zaczyna się długa lista odpowiedzi. Pojawiło się nawet brzydkie słowo "ciapaty" w odniesieniu do osób, o których mówimy z pogardą. Moda na to narasta i to jest najgroźniejsze – komentuje prof. Zbigniew Nęcki, psycholog społeczny z UJ.

Imigranci to jedno. Ale sam czyn, do którego miało lub mogło dojść na basenie, to drugie. Bo jakże inaczej część Polaków reaguje na doniesienia o podobnych czynach i krzywdzie dzieci, ale z udziałem innych krzywdzicieli?

"Tłum zgromadził się, żeby bronić księdza"

Była już dyrektorka szkoły na Podkarpaciu przekonała się o tym na własnej skórze, gdy poskarżyła do Kurii na księdza, który miał dzieci "dotykać po udach, wkładać im rękę między nogi, a gdy głaskał ich po plecach, jego ręka zjeżdżała aż do pośladków". Kobieta została za to napiętnowana przez mieszkańców, odeszła z pracy. "Spośród rodziców dziewięciorga dzieci, tylko jeden uwierzył w to, co mówiły" – opowiedziała w maju w rozmowie z "Wyborczą".

Przed szkołą zgromadził się tłum, by bronić księdza. "Ktoś przywiózł taczki. Chciano mnie na te taczki wrzucić, ale chyba zabrakło odwagi. Nie mogłam wyjść ze szkoły, wyrywano mi telefon, kazano mi "wyp...", zarzucano mi, że ja to rozhulałam, a koronny argument był taki, że nie mam chłopa, więc innym zazdroszczę. Argumenty rodziców były takie, że przecież się nic nie stało, a księża zawsze macali" – opowiadała.

– Niestety, wciąganie Kościoła do przekazu społecznego, to, że Kościół wykorzystywany jest do celów politycznych, powoduje, że dana społeczność nie dowierza, że ksiądz mógł dopuścić się takiego czynu. Uważa go za mentora i nie da mu nic zarzucić. Bo na jakiej zasadzie? On tutaj wychodzi z ambony, głosi kazanie i dopuszcza się lubieżnych czynów? To nie ma wspólnego z wiarą. Ci ludzie są jednak Bogu ducha winni. Nie mają dostępu do prawdziwej informacji, słuchają tylko jednej strony, nie otrzymują rzetelnego przekazu społecznego – komentuje Maciej Gajos.

Takie przypadki można mnożyć. W naTemat Daria Różańska opisała we wstrząsającym reportażu pt. "Lincz na rodzinach dzieci, które miał molestować ksiądz z Ruszowa" reakcje mieszkańców niedużej miejscowości na aresztowanie księdza, który został oskarżony o molestowanie seksualne dwóch niepełnosprawnych umysłowo dziewczynek.

"Wieś zaczęła wytykać Elę palcami. Ci, którzy do tej pory mówili 'dzień dobry', teraz na jej widok przechodzą na drugą stronę ulicy, w sklepie zajeżdżają jej drogę wózkami, plują pod nogi" – pisała.

"We wsi mówią, że Elka wszystko uknuła: oskarża księdza, bo marzy jej się odszkodowanie i lepsze życie z dala od Ruszowa. (...) Nie mogą jej wybaczyć, że zniszczyła dobre imię i proboszcza, i całego Ruszowa. I odgrywają się. Wytykają, że jest samotną matką, pytają, gdzie się podział ojciec Marysi. – Mówią też, żeby pamiętać, że karma wraca. A my będziemy się w piekle smażyć – cytuje Ela. W sieci piszą: Diabeł opętał te dzieci, żeby tak mówiły na naszego wysłannika z niebios".

Daria Różańska

fragment reportażu 2019 rok

– Pasterz jest jeden, a imigrantów na świecie miliony, więc oczywiście stosunek do tych wydarzeń jest całkowicie różny. Choć meritum, czyli sprawa domyślnego lub rzeczywistego wykorzystywania seksu niezgodnie z kulturowym współżyciem, jest bardzo podobne – porównuje prof. Zbigniew Nęcki.

Ale że aż tak można nie dowierzać? – Nazwijmy to naukowo dysonansem poznawczym. Ta teoria mówi o tym, że jak jakieś informacje zgrzytają z naszymi przekonaniami, to my je odrzucamy. Jeśli ktoś mówi, że mój ksiądz, mój pasterz, popełnił czyn pedofilski, czy był bliski takiej tendencji, to zupełnie mi to nie pasuje do dobrego obrazu mojego spowiednika i pasterza. Dlatego takie przekazy o złym postępowaniu księdza za trudem przebijają się przez pancerz przekonań pozytywnych na jego temat. I dlatego księży będziemy bronić – tłumaczy.

Psycholog dodaje: – Jednym ze sposobów zmniejszania dysonansu poznawczego jest kwestionowanie źródła informacji. Pojawiają się wątpliwości: "Kto to wie? Kto to widział? Czy to prawda? Dzieci coś wymyślają. Coś podkolorowały. To pewnie było nie tak". Dzięki temu następuje zgodność z tym, co do mnie dociera z tym, co już jest w mojej głowie. Inaczej z sytuacją na basenie w Bytomiu. Tam mam negatywne stanowisko, do którego dochodzi negatywna informacja. I wszystko pasuje: "Tak myślałem i tak właśnie jest".

"Proszę zobaczyć, jak pokazuje się imigrantów w mediach"

Możemy się domyślać, jaki wpływ na to wszystko ma przekaz obecnej władzy.

– W powtarzającym się przekazie, reguła się sprawdza. Tysiąc razy powtórzone kłamstwo staje się prawdą – wskazuje prof. Nęcki.

– Proszę zobaczyć, jak pokazuje się imigrantów w mediach. Oni się przepychają, zachowują się agresywnie, pieniacko. A przecież na świecie są różni ludzie, także kolorowi. Są kolorowi inżynierowie, prawnicy, lekarze. I są białe bandziory, złodzieje. Wieje grozą, kiedy widzi się tłumy imigrantów płynących do Europy i słychać, że zaraz nas zaleją. To jest prawda, ale to jest tylko część faktów. A gdzie informacje, że ktoś zrobił doktorat? Albo znakomite badania? Operację itp.? Tego nie widzimy w przekazie – zwraca uwagę.

Psycholog podkreśla: – Przestrzegajmy ludzi przez mechanicznym klasyfikowaniem ludzi do różnych grup, zwłaszcza złych. Żeby nie ulegali jednostronnym prezentacjom rozmaitych rzeczy, łącznie z podejrzanymi albo rzeczywistymi pedofilami. Wszyscy jesteśmy wrogami tego obrzydliwego sposobu działania. Ale nie możemy bez dowodu nikogo wieszać i linczować. Ktoś powie: ksiądz to pedofil. Jest wielu takich, którzy pełniąc posługi duchowne, popełniają przestępstwa, w tym także pedofilskie. Ale to jest mały procent.

To odnosi się do wszystkiego i wszystkich. Psycholog przedstawia to obrazowo. – To jest taka mała kropla atramentu w czystej wodzie. Gdy wpuścimy kroplę atramentu, to cała szklanka się zabarwia. A gdy wpuścić wodę do atramentu, to nie widzisz żadnego skutku. To pokazuje, że co mi pasuje, to przyjmuję. A to, co mi nie pasuje, potężnie zabarwia całe moje przekonanie – podsumowuje.

Czytaj także: