
"Nie umiemy żyć ze sobą, nie możemy żyć bez siebie" – brzmiał jeden z rapowych kawałków o miłości, który dobrze określa, czym charakteryzuje się relacja typu jojo. Raz kochacie się jak w romansie, potem walczycie jak w dramacie. Czasem masz wrażenie, że granica od miłości do nienawiści jest bardzo cienka. I chociaż w kłótni kończycie wasz związek "definitywnie", to jakiś czas później znowu lądujecie razem... w łóżku albo w swoim życiu na dłużej. Relacja jojo polega na ciągłych rozstaniach i powrotach, wycieńcza, ale mocno uzależnia.
Relacja jojo – rozstania i powroty
Związek jojo to typowa toksyczna relacja, czyli taka, która dostarcza jednocześnie skrajnie negatywnych, jak i pozytywnych emocji. To jeden wielki rollercoaster – raz masz wrażenie, że z partnerem czujesz się jak w niebie, by za chwilę krzyczeć, że żałujesz, że w ogóle go poznałaś.
Komuś, kto podobnej relacji nie przeżył, podobny przykład może wydawać się dziwny, ale relacja typu jojo, to po prostu przykład związku niestabilnego, w którym partnerzy mają zaburzony styl przywiązania.
W momentach haju partnerzy czują bardzo mocne przywiązanie i euforię, jak w początkowej fazie zakochania się. Właśnie dlatego relacja jojo jest tak niebezpieczna, bo dostarcza nam emocji, których w normalnym związku (zdrowym, o stabilnym stylu przywiązania) po prostu nie doświadczymy.
Euforia może przekładać się na wysoką chemię i mocne pożądanie, często w relacjach typu jojo partnerzy mają świetne seksualne dopasowanie, bo gorące emocje sprawiają, że w łóżku nie brak namiętności. A orgazmy są więziotwórcze, jednak w żaden sposób nie zastąpią zdrowej komunikacji i nie przełożą się na ogólne porozumienie i satysfakcję ze związku.
Jak się jednak domyślacie, po fazie przyciągania, nadchodzi faza odrzucenia lub obopólnego rozstania. Dochodzi między wami do nieporozumień, które nie ma szansy na przepracowanie, bo albo jedna ze stron, albo obydwie dążą do eskalacji konfliktu.
Mocne awantury i przyjemne godzenie się
Znamienne dla związków typu jojo jest to, że momenty kłótni są bardzo intensywne. Dochodzi do głośnej awantury, wypowiedzenia bardzo negatywnych słów, aż wreszcie do rozstania, które wtedy ma być tym definitywnym końcem relacji. Nie jest to rozmowa, w której jedna ze stron tłumaczy powód swojej decyzji. To raczej awantura w stylu włoskim albo trzaśnięcie drzwiami.
Rzadko jednak zdarza się, że siły w takiej relacji są wyrównane. Zazwyczaj to jedna ze stron jest bardziej zaangażowana i obiecuje sobie, że nie wróci po raz kolejny do toksycznego partnera, ale daje mu się przekonać, bo tęsknota i uzależnienie jest zbyt duże.
Za każdym razem, gdy jedna strona jest odrzucona i postanawia wejść w swoją healing phase zaczyna romantyzować związek, wracając w myślach do momentu haju emocjonalnego i robi sobie nadzieję na kolejny powrót. Nawet gdy myślisz, że masz już dość relacji jo-jo, trudno jest ci uwolnić się od pokusy "wzlotu" po przeżyciu kolejnego "upadku". W relacji jojo jedna ze stron może także posługiwać się techniką mikroporzuceń, o której już pisaliśmy w naTemat.pl. Wtedy właściwie w ogóle nie planuje realnego rozstania, ale grozi partnerowi końcem związku, by przejąć nad nim kontrolę. Mikroporzucenie to też toksyczna zagrywka, którą stosują narcyzi – zerwanie to kara i czas, by ich ofiara "zmiękła" i ponownie oddała im kontrolę nad sobą. Pojawia się pytanie, czemu ludzie wchodzą w relację tak toksyczną, jak związek jojo? Według psycholożki Randi Gunther funkcjonowanie w trybie jo-jo bywa najczęściej powodowane kilkoma motywami:
Strach przed samotnością przywiązuje osobę do partnera, który nie jest dla nich dobry, ale jest kimś, przy kim nie czują się całkiem sami. Z drugiej strony, nie muszą się przed nim do końca otwierać, wiedzą, że w jakiejś części są wolni, bo ich relacja jest niepewna i może skończyć się w każdej chwili. To zachęca osoby, które boją się zobowiązań i mają unikający styl przywiązania.
Po trzecie, trwanie w relacji jojo pozwala partnerom "rozglądać się" w poszukiwaniu kogoś "lepszego" na miejsce odchodzącego i wracającego jojo. Problem w tym, że raczej w zdrowy związek nie wejdą, dopóki żyją swoim uzależnieniem. A jak się go wyzbyć?
Jak wyplątać się z relacji jojo?
Oceń, jak czujesz się w związku holistycznie – nie możesz skupiać się na tym, jak czujesz się w momencie pogodzenia z partnerem, w momencie powrotu czy pierwszego pocałunku po kolejnym zerwaniu. To tak jakby oceniać w skali ból zęba już po jego wyleczeniu.
Spróbuj stanąć z boku waszej historii i ocenić ją, tak jakbyś miała doradzić przyjaciółce. Czy częściej w tym związku byłaś spokojna, szczęśliwa, zadowolona, uśmiechnięta, skupiona na swoim życiu i partnerze? Czy może zapłakana, zazdrosna, zestresowana, smutna, niepewna jutra? Jeśli to drugie, to powinnaś zacząć rozumieć, że relacja ta nie jest dla ciebie naprawdę zdrowa.
Oceń partnera po czynach – zapewne w momencie powrotu wyznaje ci miłość, podkreśla, że nie może bez ciebie żyć i nie raz słyszałaś, że bardzo za tobą tęskni. Fajnie. Ale jak się zachowuje? Jeśli świadomie zadaje ci ból, doprowadza cię do płaczu, nie potrafi podjąć jednoznacznej decyzji na temat tego, czy chce z tobą być, czy nie, to czym realnie jest jego miłość poza słowami?
Skup się na swoim życiu – zastanów się, czy robisz w swoim życiu to, co naprawdę lubisz, czy masz czas i energię, by skupiać się na swoich hobby, pasjach, relacjach z przyjaciółmi, bliskimi, rodziną. Relacje jojo mają bowiem to do siebie, że są bardzo absorbujące emocjonalnie i czasowo. Osoby są często tak sfokusowane na partnerze i jeździe na emocjonalnym rollercoasterze, że wszystko inne schodzi na dalszy plan.
Najsmutniejsze w relacji typu jojo jest to, że gdy zaczniesz z niej wychodzić, nie będziesz mogła zrozumieć, jakim cudem tkwiłaś w związku tak krzywdzącym i niezdrowym. Trzeba jednak umieć spojrzeć na relację jojo z naprawdę dużym dystansem, żeby ponownie do niej nie wrócić.
Zobacz także
