
Tygodnik "NIE" kontratakuje i składa zawiadomienie do prokuratury w sprawie pism wysyłanych przez prawnika Jacka Kurskiego. To ciąg dalszy głośnej sprawy, w której europoseł i jego adwokat próbowali zablokować publikację "NIE" na temat rzekomego romansu polityka. "Działanie to miało na celu zastraszenie redakcji, drukarni i kolporterów" – pisze tygodnik.
Redakcja tygodnika "NIE" postanowiła zabrać głos w sprawie artykułu o rzekomym romansie Jacka Kurskiego i fali wydarzeń, która nastąpiła po publikacji. Dziennikarze w specjalnym oświadczeniu dotyczącym całego wydarzenia ostro krytykują działania europosła i jego adwokata, które ich zdaniem były "bezczelnością i jawnym bezprawiem".
W przygotowanym zawiadomieniu redakcja przypomina także, że prawnik Kurskiego rozsyłał żądania niepublikowania materiału na ten temat do wielu redakcji w całej Polsce. Konsekwencją niezastosowania się do tych próśb miało być "podjęcie kroków prawnych w stosunku do tych redakcji". Zapomniano jednak, że zakaz dotyczył jedynie tygodnika "NIE", a nie wszystkich mediów. W efekcie o sprawie było na tyle głośno, że Kurski osiągnął efekt odwrotny od zamierzonego – sprawa i tak nabrała rozgłosu.
To wszystko jest zdaniem redakcji niezgodne z prawem, dlatego składa w tej sprawie zawiadomienie do prokuratury w celu wszczęcia postępowania w stosunku do osób odpowiedzialnych za wspomniane naruszenia.
Sam zainteresowany stanowczo krytykuje działania "NIE" i innych ogólnopolskich mediów. – To jest choroba demokracji. W Polsce media uważają, że cytowanie tekstów obraźliwych to nie jest rzecz nielegalna. To jest przykre. Nie mam nic wspólnego z kneblowaniem, mam coś wspólnego z obronią godności – mówił w Radiu TOK FM.
Przypomnijmy. Wszystko zaczęło się w styczniu 2013 roku, wtedy to zastępca redaktora naczelnego "NIE", Przemysław Ćwikliński wysłał do Jacka Kurskiego e-maila, w którym poinformował, że na łamach jego tygodnika w najbliższym czasie pojawi się artykuł o tym, że Kurski ma romans. Tekst miał zostać opublikowany w "interesie publicznym", dlatego dziennikarz poprosił europosła o udzielenie odpowiedzi na kilka pytań.
Nie trudno się domyślić, że Jacek Kurski nie był zachwycony. Razem ze swoim adwokatem na e-maila odpisał. Jednak nie tylko nie zamierzał odpowiadać na przesłane pytania, ale dodatkowo zaznaczył, że nie wyraża zgody na publikację i zagroził "uruchomieniem środków prawnych"
źródło: "NIE"
