
Prokuratura o przyczynie śmierci Grzegorza Borysa
We wtorek 7 listopada poznaliśmy oficjalną przyczynę śmierci poszukiwanego od kilkunastu dni żołnierza Komendy Portu Wojennego w Gdyni, którego ciało znaleziono dzień wcześniej w zbiorniku wodnym Lepusz. – Bezpośrednią przyczyną śmierci Grzegorza Borysa było utonięcie – przekazała prokurator Grażyna Wawryniuk z Prokuratury Okręgowej w Gdańsku. Jak dodała, "na skroniach ujawnione zostały dwie rany od postrzału z broni pneumatycznej, prawdopodobnie na sprężony gaz, niemające związku ze śmiercią". Ponadto z informacji przekazanych przez prokuratorkę wynika, że "w trakcie sekcji na przedramionach, udach i szyi natrafiono na płytkie i powierzchowne rany cięte". W ocenie śledczych są to rany "charakterystyczne dla osób podejmujących próby samobójcze".
Zobacz także
Kryminolog o wersji śledczych ws. Borysa: Nie jestem w stanie sobie tego wyobrazić
Rozmawiamy o tych informacjach z prof. KAAFM dr. Pawłem Moczydłowskim, kryminologiem i byłym szefem polskiego więziennictwa. Ekspert mówi, że"nie jest w stanie wyobrazić sobie" sekwencji wydarzeń, która może wynikać z przedstawionych informacji. – Tragikomiczna i absurdalna jest dla mnie desperacja, z jaką miał dążyć do samobójstwa. Gdyby chciał, zrobiłby to wcześniej, a nie ganiając po lasach, gubiąc wybiórczo przedmioty, komórkę czy plecak. Rzucano granatami hukowymi, by wypłoszyć go z jam? To brzmi absurdalnie – ocenia w rozmowie z naTemat prof. Moczydłowski.
Paweł Moczydłowski
o oficjalnej wersji ws. śmierci Grzegorza Borysa
Pytamy więc o to, jak to się stało, że ma na skroniach ślady od broni pneumatycznej, prawdopodobnie na gaz sprężony. – Po co wychodził kilkaset metrów od domu, jak mógł po prostu zastrzelić się w mieszkaniu? Cała sprawa śmierdzi i czuć, że podejmowano różne zabiegi, mające sprawić, by informacja wyglądała tak, jak dziś podana przez prokuraturę – twierdzi kryminolog. Zdaniem Pawła Moczydłowskiego cała sprawa może skończyć się "kompromitacją podobną do sprawy Jaworka". Co zatem mogło się stać z Grzegorzem Borysem? – Zwiewał, dopadło się go, a potem "pomogło" w samobójstwie i potrzymało w wodzie. Czuć, że boją się kompromitacji – ocenia Moczydłowski.
Zobacz także
Poszukiwania Grzegorza Borysa
Wcześniej "Fakt" dotarł do szczegółowych okoliczności identyfikacji zwłok Grzegorza Borysa, który jest podejrzewany o okrutne zabójstwo swojego 6-letniego syna Olka. Jak napisano, ciało mężczyzny okazano jego matce, która mieszka obecnie w gdańskim domu seniora.
– Policjanci przywieźli ją radiowozem z domu seniora. Kobieta nie miała wątpliwości, że to zwłoki jej syna – przekazał anonimowy rozmówca tabloidu. Z kolei informator "Gazety Wyborczej" wskazał, że Borysa mogło pokonać wyczerpanie związane z ciągłym uciekaniem przed służbami.
– Wiemy, że Borys wracał co jakiś czas na mokradła przy Źródle Marii, aby zgubić trop psów. Prawdopodobnie był już tak wyczerpany, że przy kolejnej ucieczce nie zdołał przedrzeć się przez bagna i przepłynąć stawu – zdradził.