Do zatrzymania posłanki doszło 18 września br.
Do zatrzymania posłanki doszło 18 września br. Fot. Donald Tusk/twitter

Posłanka Kinga Gajewska pokazała w mediach społecznościowych pismo, które dostała od prokuratury. Chodzi o wszczęcie śledztwa dotyczącego policjantów, którzy podczas wrześniowego wiecu wyborczego Mateusza Morawieckiego siłą zawlekli ją do radiowozu.

REKLAMA

"Sekretariat prokuratury Okręgowej Warszawa-Praga w Warszawie zawiadamia, że postanowieniem prokuratora z dnia 8.12.2023 r. zostało wszczęte śledztwo w sprawie podejrzenia przekroczenia uprawnień (…) przez funkcjonariuszy publicznych, tj. funkcjonariuszy z KPP w Otwocku oraz Oddziału Prewencji Policji w Warszawie" – czytamy w dokumencie zamieszczonym w mediach społecznościowych przez Kingę Gajewską.

Przypomnijmy, że do sytuacji doszło 18 września br., podczas wiecu wyborczego Mateusza Morawieckiego. Sprawę nagłośnił wówczas Donald Tusk. "Policja zatrzymuje posłankę Kingę Gajewską informującą mieszkańców Otwocka o 250 tysiącach migrantów wpuszczonych przez PiS" – napisał premier.

Na udostępnionym przez Tuska nagraniu słychać, jak ludzie informują policję, że mają do czynienia z posłem, który jest chroniony immunitetem. W obronie parlamentarzystki stanął także Paweł Zalewski z Polski 2050.

– Chciałam, żeby Polacy dowiedzieli się co się wydarzyło. Że 250 tys. wiz było sprzedawanych na straganach. Jesteśmy zdeterminowani. Zostałam zatrzymana, choć nawet pan poseł Paweł Zalewski krzyczał, że jestem posłanką. Policjanci trzymali mnie za ręce i szarpali. Nie mogłam nawet sięgnąć po legitymację poselską. Zostałam pouczona przez pana policjanta, że nie podoba mu się moje zachowanie – powiedziała w rozmowie z TVN24.

W sprawie Gajewskiej i policji interweniował Rzecznik Praw Obywatelskich

Niedługo po zdarzeniu interwencję w tej sprawie podjął RPO. – O wszczęciu postępowania policji dowiedziałam się właśnie z komunikatu RPO. Ja nie dostałam oficjalnie zawiadomienia w tej sprawie. Nikt z policji nie kontaktował się ze mną, żeby mnie o tym poinformować – mówiła w październiku w rozmowie z Onetem Kinga Gajewska.

– Pismo do RPO w tej sprawie od komendanta policji datowane jest na 17 października br. O dziwo - po wyborach. Policja najwidoczniej poczuła ten wiatr zmian. Wcześniej nigdzie nie widzieli nieprawidłowości. Wystarczy prześledzić ich komunikaty w tej sprawie bezpośrednio po zdarzeniu, kiedy to próbowali się wybielać – oceniła.

– Zresztą w podobnym tonie wypowiadał się przecież minister Kamiński. Jakimś dziwnym przypadkiem nagle tuż po wyborach dopatrzyli się tych nieprawidłowości – dodała posłanka.

"Z filmów dostępnych w internecie wynika, że funkcjonariusze podejmujący interwencję byli informowani, iż Kinga Gajewska jest posłanką – zarówno przez nią samą, jak i przez inne osoby" – czytamy w komunikacie RPO.

Czytaj także: