Shutterstock

Czy kobieta może znaleźć idealnego dla siebie mężczyznę, patrząc na to, jaki on ma samochód? Naszej czytelniczce się to udało, jednakże, jak to w życiu bywa, nie obyło się bez wyrzeczeń…

REKLAMA
Drodzy Czytelnicy.
Napisała do nas stała Czytelniczka, która zganiła nas za to, że w dziale Moto tak mało piszemy o uczuciach międzyludzkich. Naszej Czytelniczce, którą bardzo serdecznie pozdrawiamy, nie podobało się to, że piszemy tylko o miłości do samochodów, natomiast nic nie piszemy o uczuciu do drugiego człowieka, oczywiście z samochodem w tle. A tymczasem nasza Czytelniczka poszukiwała drugiej połowy i to właśnie samochód był sposobem na to, aby przyciągnąć jej zainteresowanie. Jak to jednak bywa w życiu, cała żelazna logika zawaliła się pewnego dnia, gdy na horyzoncie pojawiło się prawdziwe uczucie…
Poniżej przytaczamy treść wiadomości:
„Mężczyzna bez samochodu, to jak drzewo bez liści, państwo bez podatków, Korwin Mikke bez nawiązywania do czasów Hitlera – niby można przeżyć, ale jednak wyraźnie czegoś brakuje. Dlatego już od najmłodszych lat szukałam mężczyzny, który mógłby pochwalić się posiadaniem niezłego auta.
Ponieważ moje doświadczenie nie było wielkie, moje dwie najbliższe koleżanki dzieliły się ze mną swoimi przeżyciami i pomagały mi w podejmowaniu decyzji.
Przyjaciółki zawsze mówiły – nie ma to jak facet ze sportowym autem! Adrenalina! Przygoda! Pełen szał! Pędzisz po ulicach z dużą prędkością, głośno gra modna muzyka, wieczorami kluby, imprezy. Nawet jak pięćdziesięciolatek ma taki samochód, to ma w sobie energię nastolatka! Facet ze sportowym autem to wulkan emocji, wyżyny adrenaliny, szał przygody!
Seks z takim facetem to jak przejażdżka Ferrari – z jednej strony wszystko dzieje się niesamowicie szybko, ale za to każdy szczegół jest dopasowany do perfekcji!
logo
Shutterstock
Od razu zapragnęłam mężczyzny ze sportowym samochodem. Długo nie czekałam. Poznałam kandydata za pomocą internetowych randek. Pierwsze spotkanie zapowiadało się idealnie. Już z daleka widziałam piękne, czerwone auto, które aż błyszczało od wosku. Już czułam, jak wszystkie koleżanki patrzą na mnie z zazdrością, jak podjeżdżam pod klub! A w środku siedzi facet podobny do Enrique Iglesiasa! Przynajmniej tak sam opisywał się na swoim randkowym profilu…
Niestety, z bliska okazało się, że auto jest żywcem pożerane przez rdzę, co było widać gołym okiem (koleżanki też by pewnie to zauważyły, tak samo jak zaawansowany wiek samochodu), a zamiast seksownego przystojniaka w typie Enrique Iglesiasa z auta wysiadło indywiduum w krótkich spodniach w kratę, sandałkach, białych skarpetkach, w firmowej koszulce nie pierwszej świeżości i z obowiązkową saszetką w ręku. Pierwsza randka okazała się ostatnią. Tym bardziej, że jedynymi tematami było narzekanie na drogie ceny paliwa, a podczas płacenia mój kolega powiedział, że zostawił portfel w domu…
logo
Shutterstock
Kilka dni później pomyślałam, że skoro nie facet ze sportowym autem, to może z elegancką limuzyną? Podzieliłam się myślami z przyjaciółkami, a te od razu podchwyciły pomysł. Kobieto, facet z limuzyną to sam prestiż! To mężczyzna przez duże m! Elegancja, zawsze wyprasowany, modny garnitur, koszula z najnowszej kolekcji, piękne perfumy, zadbane paznokcie, włosy zawsze uczesane! Maniery na najwyższym poziomie, dbałość o kobietę i dobre dochody! Ideał!
Seks z facetem, co ma limuzynę, to po prostu marzenie. Taki to zanim do czegoś dojdzie, podgrzeje wodę w basenie i schłodzi szampana w lodówce. Prawdziwego, a nie podróbkę!
Przyjaciółki obiecały mnie poznać z mężczyzną, który miał wyglądać jak Roger Moore z czasów, kiedy grał Jamesa Bonda. Na randkę umówiliśmy się przez telefon, a mój nowy cel zaprosił mnie do najelegantszej restauracji w mieście. Cóż, do Rogera Moora było mu daleko, tak pod względem urody jak i zachowania. W dodatku ciągle pożerał mnie wzrokiem. Ale za to limuzyna przed lokalem wyglądała pięknie! Każdy się patrzył. Byłam pewna, że wszystko ułoży się wspaniale, ale wszystko popsuło się, kiedy jechaliśmy do domu.
Ostrożnie, bo urwiesz! Nie dotykaj, bo to drewno wysokiej klasy! Nie naciskaj! Uważaj, bo odcisk palucha zostawisz! Drzwi się same domykają, to nie wrota od stodoły! Nie wierć się do cholery, bo to prawdziwa skóra, a nie welur! Jak pęknie, to parę setek poleci na naprawę! Więcej się nie spotkaliśmy…
Przez kilka dni nie myślałam o mężczyznach i o samochodach. Potem jednak temat wrócił niczym sprawa matki Madzi z Sosnowca. Razem z przyjaciółkami doszliśmy do wniosku, że dobrym rozwiązaniem może być facet z SUV – em. Zawsze lubiłam dużych mężczyzn!
logo
Shutterstock
Przyjaciółki były zachwycone i jak się okazało, miały dużo do powiedzenia w temacie!
Duży mężczyzna w dużym samochodzie! Wygoda i pewność! Prestiż! Przy takim facecie, mmmm… co najmniej dwa metry wzrostu i sto trzydzieści w klacie, będziesz się zawsze czuła bezpieczna! A jak cię przytuli, to dech stracisz! Niech no kto coś na ciebie powie, to od razu zrobi porządek! A w nocy jak cię przytuli do wielkiej, włochatej klatki i obejmie tymi ogromnymi ramionami…
Faceta z Suvem ciężko było znaleźć, ale okazało się, że znalazł się ktoś, kto znał kogoś, kto znał kogoś innego, kogo brat miał SUV i szukał dziewczyny. Kilka maili i randka była ustalona! Zgodnie z opowieściami wymarzony mężczyzna miał mieć piękny, duży, terenowy samochód a do tego miał przypominać z wyglądu Dolpha Lundgrena. Nie mogłam doczekać się randki.
Niestety, jak to zwykle bywa, zderzenie z rzeczywistością zabolało, w tym przypadku bardzo mocno. Terenowe auto było piękne, duże, cudowne, ale co z tego, kiedy okazało się, że rzekomy Dolph Lundgren ma wzrost Danniego DeVito? i znów po jednym spotkaniu życie straciło swój urok…
Dwa tygodnie później poznałam mężczyznę swoich marzeń. Przypadkowo, w czasie sobotnich zakupów w sklepie. Wyglądał jak model z gazety. Miał dłuższe, czarne, kręcone włosy, zarost, ciemniejszą karnację, po prostu latynoski królewicz. A do tego elegancki ubiór, elokwencja , śmiałość i humor…
logo
Foter.com
Niestety, życie wymagało ode mnie niesamowitego poświęcenia. Okazało się bowiem, że ukochany jeździ… Tico. Przez kilka dni gryzłam się w sobie, ale trudno, dałam mu szansę. Opłacało się. Jestem szczęśliwa, a mój mężczyzna obiecuje, że jak awansuje, to weźmie kredyt i kupi Matiza. Zawsze to krok do przodu. Tak sobie myślę, że jak przy każdym awansie będziemy zmieniać auto na lepsze, to za dwadzieścia lat będziemy podróżować Mercedesem albo Lexusem!
A samochód, jak to samochód, każdy ma silnik i jedzie do przodu, jak to mawiał Sofronow".