Polityka kocha futbol, czyli stadionowe miłości Margaret Thatcher, Aleksandra Kwaśniewskiego i... Osamy Bin Ladena

Premier Polski Donald Tusk to wielki kibic Lechii Gdańsk, a były Premier Włoch Silvio Berlusconi - AC Milanu
Premier Polski Donald Tusk to wielki kibic Lechii Gdańsk, a były Premier Włoch Silvio Berlusconi - AC Milanu FOT. DAMIAN KRAMSKI / AG
Politycy od zawsze uwielbiali światła piłkarskich stadionów. Aleksander Kwaśniewski i Osama Bin Laden wspierali Arsenal Londyn, Silvio Berlusconi urządził sobie w Mediolanie swój prywatny folwark, premier Wielkiej Brytanii David Cameron szaleje na meczach Aston Villi. W Polsce lewica chadza na Polonię Warszawa, Donald Tusk na Lechię, a Grzegorz Schetyna – na Śląsk Wrocław.



Kiedy polityka miesza się ze sportem zazwyczaj pojawiają się problemy. Ostatnim przykładem może być Sunderland, który zatrudnił Włocha Paolo Di Canio na stanowisku trenera. Ze względu na jego przekonania polityczne (podejrzewa się go o faszyzm) wywołano burzę w szklance wody i kilka osób o innych poglądach odwróciło się od „Czarnych Kotów”. Zresztą były włoski piłkarz nie jest jedynym szkoleniowcem, który wyraźnie popiera jakąś partię lub wizję polityczną. Sir Alex Ferguson swego czasu nawet „trenował” brytyjską Partię Pracy podczas wyborów w 1997 roku, doradzając im jak organizować czas i oszczędzać siły podczas morderczej kampanii wyborczej.


Czytaj też: Faszysta trenerem pierwszoligowego klubu? W Anglii trwa zadyma

W Polsce Franciszek Smuda złamał natomiast regulamin FIFA o apolityczności reprezentacji narodowej i jako selekcjoner kadry poparł w wyborach prezydenckich Bronisława Komorowskiego z Platformy Obywatelskiej. Można byłoby tę listę ciągnąć i ciągnąć, jednak pora przyjrzeć się nie na to kto ze środowiska piłkarskiego popiera polityków, tylko kogo popierają sami politycy.


Komu kibicowała Żelazna Dama?
Ostatnio dużo mówiło się o niedawno zmarłej byłej premier Wielkiej Brytanii Margaret Thatcher nawet w kontekście tego komu kibicowała. Rzekomo „Żelazna Dama” sympatyzowała z londyńskim zespołem Crystal Palace, choć nigdzie oficjalnie tego nie potwierdzono. Plotki na temat „Maggie” powstały głównie dlatego, że jeden z jej najbliższych współpracowników, szef jej biura prasowego, Sir Bernard Ingham, od dzieciństwa kibicował Orłom. Co ciekawe, Ingham ze względów zawodowych nie mógł uczestniczyć w jednym z najważniejszych wydarzeń w historii klubu, czyli być na jedynym dla Palace finale Pucharu Anglii. Jednak do dziś ten niegdyś ważny polityk Torysów zasiada z rodziną i sąsiadami na trybunach Selhurst Park. Żeby było zabawniej, jeden z oponentów politycznych Inghama, były szef jednego z największych związków zawodowych w Wielkiej Brytanii – GMB – który aktywnie walczył z Żelazną Damą, Kevin Curran… od dziecka kibicuje Palace! Chyba tylko w tej kwestii obaj Panowie mieli ten sam cel.


Choć nikomu nie udało się ustalić „przynależności” klubowej Thatcher, to takich problemów nie sprawia obecny szef rządu z partii Torysów – David Cameron. Premier jest zagorzałym kibicem Aston Villi. Zresztą nie ma co się dziwić, w końcu jego wujek Sir William Dugdale był prezesem tego klubu. Cameron po raz pierwszy poszedł na Villa Park w wieku trzynastu lat i od tego czasu, kiedy tylko może ogląda mecze swojej drużyny. Kiedy rok temu Barry Bannan strzelił gola z rzutu karnego przeciwko QPR, obiektywy fotoreporterów w pewnym momencie zamiast robić zdjęcia piłkarzom, skupiły się na szalejącym na trybunach Cameronie. Na wspomniane spotkanie premier zabrał syna, by przekonać go do kibicowania swojej drużyny. Na jego nieszczęście potomek nie jest zainteresowany kibicowaniem „The Villains”.

Zobacz to: Stadion Narodowy ma być najlepszy, jak Wembley, Alianz Arena i Emirates Stadium

Cameron nie traci jednak optymizmu i zawsze wierzy w to, że jego drużynie pójdzie dobrze, nawet w rywalizacji z najmocniejszymi drużynami z Premiership. Raz poproszony przez dziennikarzy o swoje typy na najbliższą kolejkę ligową, gdy miał podać wynik meczu jego klubu z Chelsea Londyn, który Villa grała na wyjeździe, zadowolony z siebie powiedział: „to przecież łatwo wytypować, Chelsea – Villa 0:6, dawajcie następny mecz”.

Kwaśniwski kibicuje wraz z... Bin Ladenem
Z kolei jego wicepremier, a zarazem szef partii liberalno-demokratycznej Nick Clegg kibicuje Arsenalowi. Ostatnio niektórzy zaczęli nawet sugerować, że polityk próbuje ingerować w sprawy klubowe, a to za sprawą tego, że zajął swoje stanowisko w sprawie trenera „Kanonierów”. Clegg po porażce swojej drużyny w Lidze Mistrzów z Bayernem Monachium powiedział, że jego zdaniem mimo kiepskich wyników Arsene Wenger nadal powinien pozostać szkoleniowcem londyńczyków.

Stwierdził, że doskonale rozumie sytuację Francuza, gdyż sam dowodzi drużyną, która ma swoje lepsze i gorsze momenty, i że trzeba po prostu przeczekać słabszy czasy. Co zabawne – Clegg miał rację. Po tej wypowiedzi Arsenal wygrał wszystkie spotkania prócz jednego, zremisowanego. Na pewno szczęśliwy z tego jest szef opozycji Ed Miliband, który także kibicuje Kanonierom.

Zobacz także: Marcin Daniec: Kibice są jak dzieci. Ciągle się obrażają [Poniedziałkowa Wywiadówka]

Jednak lista politycznych fanów klubu z The Emirates jest nieco dłuższa, wystarczy wspomnieć o Osamie Bin Ladenie, który zanim musiał się ukrywać, chodził na ich mecze! Co do polskich akcentów, to trzeba rzecz jasna przypomnieć o Aleksandrze Kwaśniewskim. Nasz były prezydent, kiedy był studentem, wyjechał do Anglii, gdzie pracował w pubie w północnym Londynie. W tamtych okolicach kibicuje się albo Arsenalowi, albo Tottenhamowi Hotspur. Akurat padło na Kanonierów i do dziś klub Łukasza Fabiańskiego i Wojciecha Szczęsnego chlubi się swoim fanem. Kwaśniewski z kolei skorzystał ze swojego statusu. Podczas oficjalnej wizyty w Wielkiej Brytanii zawitał na ówczesny stadion Arsenalu i ubrany w koszulkę klubową strzelił bramkę Markowi Siwcowi.

Absurdalne Włochy i boski Silvio
Jednak wszyscy wspomniani wcześniej panowie chyba nie mieli takich koneksji piłkarsko-politycznych co były premier Włoch Silvio Berlusconi, który jest właścicielem AC Milanu. Kariera Silvia wygląda tak, że kiedy nie jest szefem rządu, to pełni rolę prezydenta swojego klubu. W sumie takie „jojo” trwa od 20 lat i nie wiadomo kiedy się skończy, bo mówi się o tym, że partia Berlusconiego może znowu wygrać wybory do włoskiego parlamentu, a to oznacza, że na jakiś czas nie będzie szefował rossonerim.

Jednak Silvio nie jest jedynym włoskim politykiem ingerującym w futbol. Już w latach osiemdziesiątych, kiedy Zbigniew Boniek podbijał półwysep apeniński, do Romy ściągał go szef Chrześcijańskich Demokratów Giulio Andreotti, który poza światem politycznym szefował temu rzymskiemu klubowi. Natomiast jego wielki rywal polityczny Bernardo Craxi, prócz dowodzenia partią socjalistyczną sterował AS Torino. Obecny prezes Fiorentiny, w której występuje Rafał Wolski, Vittorio Cechi Gori zasiada we włoskim Senacie.

Zobacz także: Nierozłączna para: futbol i seks. Rozpusta sięgnęła zenitu

Warto dodać, że Włochy są miejscem absurdów, jeśli chodzi o sympatie piłkarsko-polityczne. Lazio Rzym jest znane jako klub, z którym sympatyzują kibice o faszystowskich przekonaniach. To jednak nie przeszkadza lewicowym politykom, jak Gianfranco Fini, który był pierwszym postfaszystowskim premierem Włoch, czy obecnemu prezydentowi Rzymu Francesco Rutello kibicować niebiesko-białym. Natomiast lewicowemu z natury AS Romie kibicuje między innymi Massimo D'Alema, czyli były prawicowy premier Włoch. Jak widać w tym kraju sympatie polityczne nie grają roli przy wyborze drużyny której się kibicuje.

We Francji politycy są nieco mniej zaangażowani w piłkę nożną. Prawdopodobnie dlatego, że tamtejsze kluby nie osiągają takich sukcesów, co włoskie i angielskie. Jednak i tu można znaleźć koneksje polityczno-piłkarskie. W najbardziej chwalebnym momencie francuskiej piłki klubowej, kiedy Olympique Marsylia wygrało pierwszą edycję Ligi Mistrzów w 1993 roku (jedyny francuski zespół który sięgnął po ten puchar), prezesem L'OM był niejaki Bernard Tapie. Prócz dowodzenia klubem piłkarskim był on także aktorem, piosenkarzem, przedsiębiorcą oraz ministrem w rządzie Pierre Beregovoya.

Czytaj to: Jego ojciec pochodzi z Mławy, on miał być trenerem naszej reprezentacji. Polska historia byłego menadżera Chelsea Londyn

Warto wspomnieć, że Tapie rok przed triumfem Olympique w Europie został zdymisjonowany za różne podejrzane sprawy, które także dotyczyły spraw piłkarskich. Za co zresztą L'OM zostało zdegradowane do drugiej ligi. I choć poniekąd jest postrzegany jako persona non-grata na Stade Velodrome, to od czasu do czasu widuje się go na meczach tej drużyny.

Lewica na Polonii, władza na Lechii
W Polsce, poza Kwaśniewskim, najbardziej znanym fanem piłkarskim wśród polityków (nie wliczając w tę grupę byłych piłkarzy – Cezarego Kucharskiego, Grzegorza Latę, Romana Koseckiego...) jest premier Donald Tusk. Przez niektórych przezywany „Donaldinho”, od młodości dopinguje Lechii Gdańsk. Sztukę dowodzenia ludźmi nasz premier szlifował poprzez prowadzenie młyna zielono-białych. Mówi się, że Tusk był tak zagorzałym kibicem, że nie stronił od bójek z kibicami innych drużyn, a do legendy przeszła opowieść o tym, jak lał kibiców Zawiszy Bydgoszcz (któremu kibicuje minister spraw zagranicznych Radek Sikorski) wężem ogrodowym. Dlatego też, kiedy premier podjął walkę z chuliganami stadionowymi, wielu fanów Lechii nie mogło mu darować „zdrady” i wypominali mu, że sam był kibolem.

Również inny wpływowy polityk partii premiera, Grzegorz Schetyna, jest mocno zaangażowany w piłkę nożną i jest wiernym fanem Śląska Wrocław. Do tego prowadził sekcję koszykarską tego klubu. W sumie podobnie jak we Włoszech mamy swój misz-masz polityczny, choć na znacznie mniejszą skalę. Mająca prawicowe tradycje Polonii Warszawa kibicuje sporo polityków lewicy. Na meczach czarnych koszul regularnie się widuje Ryszarda Kalisza, Wojciecha Olejniczaka, czy też Józefa Oleksego, który zresztą do niedawna był członkiem rady nadzorczej tej drużyny.

Ową wyliczankę można wydłużać w nieskończoność, gdyż wiadomo, jak to legendarny trener Liverpoolu Bill Shankly powiedział: „Ci, którzy mówią że piłka nożna to sprawa życia i śmierci, mylą się, To coś poważniejszego”. Dlatego też nie powinno nikogo dziwić, że większość polityków interesuje się futbolem. Oby tylko nie skończyło się zadymami w Sejmie...

Blog szefa działu Sport naTemat.pl Sebastiana Staszewskiego
Twitter szefa działu Sport naTemat.pl Sebastiana Staszewskiego