
Boomerzy tego nie zrozumieją. Zmęczeni, całkowicie oddani firmie, poluzowujący krawaty po kolejnych nadgodzinach. Wszystko dla awansu. Młodzi? Nie chcą poświęcać całego życia dla hierarchii. – Jeśli awans oznacza nadgodziny, pracę w weekendy czy ciągłe bycie pod telefonem, większość Zetek po prostu odrzuca taką opcję. To musi być awans na ich własnych zasadach – komentuje Natalia Leśnikowska, coach i mentorka kariery. Czym jest career minimalism?
Długo i mozolnie. Szczebel po szczebelku. Za najniższą stawkę i od najniższego stanowiska. W pocie czoła, niezliczonych nadgodzinach, kosztem wielu wyrzeczeń. Tak wyglądała kiedyś droga do awansu. Stawką były pieniądze i prestiż. Sukces wymagał cierpliwości, poświęceń, podporządkowania i lojalności wobec pracodawcy.
Career minimalism
Widzieliśmy to u rodziców i ich znajomych. Jeszcze zdążyliśmy (mam na myśli Millenialsów) zanotować w kajeciku: "Ucz się ucz, nauka to potęgi klucz", "Bez pracy nie ma kołaczy", "Grosz do grosza, a będzie kokosza". I uwierzyć, że bez ciężkiej pracy zostaniemy w tym miejscu, w którym zaczęliśmy.
A potem przyszło pokolenie Z i tupnęło nogą. Bo Zetki delektujące się matchą, scrollujące social media i słuchające podcastów, nie chcą żyć jak ich rodzice czy dziadkowie.
Praca nie musi być dla nich drogą na szczyt. Nie musi wysysać całej energii. Awans? Owszem, ale nie za cenę prywatnego życia. Nie chcą piastować stanowisk, od których będą pękać z dumy. Wyższa pensja? Tak, jeśli nie oznacza całkowitej rezygnacji z czasu dla siebie.
Zetki wybierają career minimalism. To świadome ograniczanie ambicji zawodowych na rzecz jakości życia i równowagi. Wiedzą, że praca służy życiu, a nie odwrotnie. Awans musi się opłacać. A nie być dodatkowym obciążeniem.
Martyna ma 28 lat. Śmieje się, że jest starawą Zetką. Zdążyła jeszcze pożyć według schematu narzuconego przez rodziców: studia prawnicze, stypendia naukowe, plan kariery. A potem rzuciła wszystko i…zatrudniła się w państwówce za najniższą krajową. Koleżanki z pracy: dużo starsze, kręciły głowami z niedowierzaniem i robiły wielkie oczy. Tak zmarnować szansę!
Ale była nieprzejednana. Nie chciała powielić losów rodziców, wziętych prawników, których domem była kancelaria.
Nieobecni. Tak jedno słowo oddaje wszystko, co Martyna chciałaby o nich powiedzieć. Mogłaby opowiadać godzinami, ale spieszy się na basen.
– Mam pracę w sztywnych godzinach. Nie zabieram jej do domu. Nie żyję pod telefonem, ani pod mailem – wylicza niemal jednym tchem. – Jeśli kiedyś będę mamą, mam szansę pogodzić obowiązki zawodowe z macierzyństwem.
Sobotę zacznie treningiem na siłowni, w niedzielę wyskoczy na narty. Lubi mieć zapełniony kalendarz po brzegi, ale ma jeden warunek: to ona sama go sobie zapełnia. Nie szef.
Pytam, czy kiedyś nie będzie żałować, że porzuciła perspektywę prawniczej kariery dla mało prestiżowego stanowiska.
– Wydaje mi się, że nie – ostrożnie waży słowa. – Póki co cenię sobie święty spokój. Nie chcę być pod presją, nie chcę wyścigu szczurów. Nie chcę padać ze zmęczenia jak moi rodzice. Lubię wiedzieć, że po pracy mogę po prostu wrócić do swojego życia. To dla mnie ważniejsze niż tytuły czy wyższe pensje.
Elastyczność i odwaga
Czy awans rzeczywiście przestał być zupełnie kuszący dla pokolenia Z? Zapytałam o to Natalię Leśnikowską, certyfikowanego coacha, trenerkę, mentorkę kariery i właścicielkę marki Promotion Coaching.
– To, czy młodzi ludzie zdecydują się na awans, w dużej mierze zależy od jego kosztów. Jeśli pozwala łączyć życie zawodowe z prywatnym, oferuje ciekawe wyzwania i daje możliwość wykonywania pracy, która ma realną wartość, mogą się na niego zdecydować. Ale jeśli wiązałby się z nadgodzinami, pracą w weekendy czy ciągłym byciem pod telefonem, większość Zetek po prostu odrzuci taką opcję. To musiałby być awans na ich zasadach, w zgodzie z własnymi wartościami, a nie jedynie kolejny szczebel w hierarchii – tłumaczy ekspertka.
Jak dodaje, młodzi ludzie chcą mieć poczucie sensu w tym, co robią. Nie chcą bezmyślnie "klepać w klawiaturę" – potrzebują przekonania, że ich praca ma znaczenie. Gdy tego poczucia brakuje, szukają zmiany.
– Elastyczność i odwaga do eksperymentowania to cechy, które wyróżniają pokolenie Z. Nie boją się zrezygnować z dotychczasowej pracy, gdy pojawia się ciekawsza okazja. Nie paraliżuje ich strach przed porażką ani obawa, że sobie nie poradzą. Wręcz przeciwnie – próbują, testują nowe możliwości i chętnie eksperymentują – opisuje Natalia Leśnikowska, komentując postawę Zetek na rynku pracy.
Janek zmieniał w 2025 roku pracę już trzy razy. Ukończył liceum, nie wiedział, co chce robić dalej. Przez chwilę był dostawcą jedzenia, potem kelnerem. Ostatnio zatrudnił się w ochronie. Świetnie zdana matura, certyfikaty z angielskiego. Wszystko to, co mogłoby otworzyć przed nim szerokie możliwości.
A jednak Janka nie ciągnie do tradycyjnej ścieżki kariery. Nie kusi go biuro, nie pociąga pozycja ani prestiż. – Potrzebuję pieniędzy, żeby utrzymać się na stancji z dziewczyną. Praca nie musi być sensem mojego życia. Ma nakarmić i opłacić rachunki – twierdzi.
Dziadek Janka chciałby, żeby wnuk został lekarzem. Ale Jankowi ta wizja jest zupełnie obca.
Career minimalism wśród Zetek to trwały trend czy może chwilowa moda?
– To zjawisko z pewnością będzie się utrzymywać, bo młodzi ludzie bardzo cenią czas wolny i szeroko rozumianą wolność – prognozuje Natalia Leśnikowska. – Wielu z nich nie godzi się na narzucanie sztywnych zasad dotyczących tego, jak i gdzie mają pracować. Kiedy czują się nadmiernie kontrolowani lub zamknięci w ograniczających strukturach, decydują się na zmianę. Mają odwagę szukać dalej.
Jak dodaje, w przeciwieństwie do starszych pokoleń, takich jak X czy Y, nie kierują się lękiem przed utratą pracy ani przekonaniem, że każdej oferty należy się kurczowo trzymać. – To osoby otwarte na zmiany, chcące działać na własnych zasadach. Czas wolny, przestrzeń na rozwijanie pasji oraz możliwość podróżowania są dla nich wartościami równie istotnymi jak stabilność zawodowa – tłumaczy mentorka kariery.
Po pandemii wiele osób zaczęło szukać pracy zdalnej, którą można wykonywać z dowolnego miejsca na świecie. – Wydaje się, że pokolenie Z doskonale odnalazło się w tym modelu – zauważa Leśnikowska. – Wiele Zetek, z którymi pracuję jako mentorka kariery, często deklaruje, że nie chce pracować do emerytury. Ich celem jest zarobić jak najwięcej możliwie szybko, a później samodzielnie zaplanować życie na emeryturze – często wcześniej niż w wieku 65 lat.
Jak podkreśla, dla młodych ludzi cenne są nie tylko elastyczność i czas, ale także warunki finansowe. – Stawiają wysokie wymagania płacowe, są świadomi swoich kompetencji i wartości, jakie wnoszą, i nie boją się otwarcie mówić o swoich oczekiwaniach – dodaje.
Natalia Leśnikowska
mentorka kariery, coach
Zauważa, że dla Zetek coraz popularniejsze staje się łączenie różnych źródeł dochodu. Nie ograniczają się do etatu w jednej firmie.
– W praktyce oznacza to prowadzenie kanałów na YouTubie, rozwijanie własnej marki osobistej, nagrywanie podcastów, wydawanie książek czy realizowanie innych projektów generujących dodatkowy dochód.
Jak zaznacza Natalia Leśnikowska, do tego dochodzi sprawne korzystanie z narzędzi cyfrowych i sztucznej inteligencji.
Natalia Leśnikowska
mentorka kariery, coach
– Wierzę, że w dłuższej perspektywie młodzi ludzie będą dążyć do tego, by nie poświęcać pracy aż pięciu dni w tygodniu. To naturalna konsekwencja ich podejścia do czasu, wolności i równowagi między życiem zawodowym a prywatnym – podsumowuje.
Zobacz także
