O jeden krok za daleko
"O jeden krok za daleko" to nowy serial na podstawie książki Harlana Cobena Fot. Netflix

Polacy uwielbiają seriale na podstawie książek Harlana Cobena – i Netflix po raz kolejny dostaje na to twardy dowód. "O krok za daleko", nowa brytyjska adaptacja jego powieści, miała premierę 1 stycznia i niemal natychmiast wskoczyła na pierwsze miejsce w TOP10 platformy w Polsce, wyprzedzając nawet wyczekiwany finał "Stranger Things". Polscy widzowie są jednak mocno podzieleni.

REKLAMA

Harlan Coben to dziś jedna z najpewniejszych marek Netfliksa. Autor ponad 30 bestsellerowych powieści od kilku lat rozwija z platformą intratną współpracę, w ramach której jego książki zyskują międzynarodowe ekranizacje. Co istotne, Coben jest producentem wykonawczym wszystkich seriali opartych na jego twórczości. Niektórzy narzekają na ich jakość, ale... praktycznie wszystkie są hitami.

Choć wiele historii osadzonych jest w New Jersey, serialowe wersje przenoszą akcję do innych krajów, dopasowując fabułę do lokalnych realiów. W Polsce powstały już trzy takie produkcje: najlepsze "W głębi lasu", mocno średnie "Zachowaj spokój" oraz słabiutkie "Tylko jedno spojrzenie".

Wielka Brytania też ma już w dorobku kilka "Cobenów", a nowy rok Netflix otworzył kolejną ekranizacją z Wysp. I zrobił to z przytupem.

O czym jest "O krok za daleko"? To nowy serial na podstawie książki Harlama Cobena

"O krok za daleko" opowiada historię Simona Greene'a (James Nesbitt) – mężczyzny sukcesu, który wiedzie pozornie idealne życie. Ma piękny dom, kochającą żonę Ingrid (Minnie Driver) i troje dzieci. Rodzinna sielanka pęka jednak w szwach, gdy najmłodsza córka Paige znika bez śladu.

Dziewczyna, zmagająca się z problemami na studiach i uzależnieniem od narkotyków, ucieka z domu i przez pół roku nie daje znaku życia. Gdy Simon w końcu ją odnajduje, sytuacja wymyka się spod kontroli. Pojawia się chłopak Paige, dochodzi do brutalnej bójki, a wkrótce potem mężczyzna zostaje znaleziony martwy. Wszystko wskazuje na to, że to właśnie zdesperowany ojciec może mieć z tym związek. Oczywiście, jak to u Cobena, nic nie jest oczywiste.

Krytycy przyjęli "O krok za daleko" z umiarkowanym, ale wyraźnym uznaniem. Na Rotten Tomatoes serial ma obecnie 75 procent pozytywnych recenzji (na podstawie 16 publikacji). To o wiele więcej niż większość seriali na podstawie książek Cobena.

Krytycy zwracają uwagę, że serial pozostaje wierny sprawdzonej formule autora. Craig Mathieson z "The Age" zauważa, że "opowieść trzyma się dobrze znanego schematu, z mnóstwem zwrotów akcji i centralnym kryzysem zdefiniowanym przez okrucieństwo i narastającą niewiarygodność", ale jednocześnie podkreśla, że to "odsłona powyżej średniej, głównie dzięki świetnej roli Jamesa Nesbitta".

Patrick Smith z "The Independent" pisze wprost, że "jako rozrywka jednorazowego użytku 'O krok za daleko' działa zaskakująco skutecznie", dodając, że "czasem –szczególnie w Nowy Rok – dokładnie tego potrzebują widzowie". Z kolei według Archiki Khurany z "The Times of India" serial "rzadko zaskakuje i niewiele wnosi do gatunku", ale "mocne aktorstwo i konsekwentnie budowane napięcie sprawiają, że seans nagradza cierpliwych".

Polacy oceniają nowy serial Harlama Cobena. "O krok za daleko" już jest hitem

A co z widzami? Na IMDb serial ma ocenę 7/10, a na polskim Filmwebie 6,5/10, choć warto pamiętać, że to dopiero dwa dni po premierze i wszystko może się zmienić.

Polacy rzucili się na "O jeden krok za daleko" – nowy serial Cobena na Netflix z miejsca zajął pierwsze miejsce w TOP10 seriali, wyprzedzając finał "Stranger Things". Jednak widzowie znad Wisły są mocno podzieleni.

Na Filmwebie jedni piszą, że to "zupełnie dobry serial jak na Cobena", inni z kolei przyznają, że "niezły, ale tylko tyle – wcześniejsze adaptacje były lepsze". Pojawiają się także entuzjastyczne głosy: "jak dla mnie super, uwielbiam seriale na podstawie książek Cobena, a ten jest naprawdę jednym z lepszych" czy "dość sporo wątków, ale tak mnie zaciekawił, że obejrzałam w jeden dzień".

Nie brakuje też ostrzejszej krytyki – część widzów twierdzi, że "z każdym odcinkiem robi się coraz bardziej irracjonalnie, wątków jest zdecydowanie za dużo", krytykuje aktorstwo, a nawet nazywa serial wprost "jedną z gorszych adaptacji Cobena". Niektórzy dodają jednak z rozbrajającą szczerością, że "mimo wszystko wciąga i chce się oglądać dalej".

"O krok za daleko" nie zmienia więc reguł gry i nie próbuje odkrywać thrillera na nowo, ale po raz kolejny potwierdza, że ta formuła – choć powtarzalna – wciąż działa. Dla fanów Harlana Cobena to znajoma, wciągająca podróż pełna tajemnic i rodzinnych dramatów. Dla reszty – lekka propozycja na binge-watching na weekend. W końcu nie wszystko musi być ambitne...