Roksa.pl. Dlaczego strona została zamknięta?
Co się stało z serwisem Roksa? Tajemnicze kulisy wyroku Fot. Rafal Bloch / Shutterstock

Roksa przez blisko dwie dekady była synonimem strony z anonsami towarzyskimi (i bynajmniej nie chodziło tylko o spotykanie się w celach pogawędki). Oficjalnie serwis zniknął z sieci w 2021 roku, ale emocje wokół tej marki i jej założycieli wciąż nie opadły. Czy imperium faktycznie zamknięto na dobre i co stało się z jego twórcami?

REKLAMA

Roksa została założona w 2002 i od początku nie była tylko zwykłym portalem ogłoszeniowym, lecz także potężną maszyną do zarabiania pieniędzy. Jej historia to opowieść o ogromnym biznesie opartym na kontrowersyjnej usłudze i nagłym upadku... z epilogiem, który dalej trwa.

Roksa pod lupą śledczych. Dlaczego to trwało tak długo?

Sukces biznesowy Roksy opierał się na bardzo prostym mechanizmie finansowym. Każde ogłoszenie kosztowało 50 złotych miesięcznie. Mariusz Lewandowski z portalu Bezprawnik.pl wylicza, że przy kilkunastu tysiącach aktywnych ogłoszeń co miesiąc, kasa płynęła szerokim strumieniem". Roksa od strony technicznej wyglądała jak nowoczesna i profesjonalna witryna, a nie jakaś szemrana stronka z rozbieranymi paniami.

Dlaczego zatem tak sprawna machina nagle przestała działać? Powodem stały się restrykcyjne przepisy dotyczące tak zwanego kuplerstwa. Samo świadczenie usług s***ualnych nie jest w naszym kraju zakazane, ale już zarabianie na ich ułatwianiu stanowi przestępstwo. Właśnie ten paragraf z art. 204 Kodeksu karnego przyczynił się do upadku Roksy.

§  1.  Kto, w celu osiągnięcia korzyści majątkowej, nakłania inną osobę do uprawiania pro***tucji lub jej to ułatwia, podlega karze pozbawienia wolności od 3 miesięcy do lat 5. §  2.  Karze określonej w § 1 podlega, kto czerpie korzyści majątkowe z uprawiania pro***ucji przez inną osobę.

Art.  204. [Stręczycielstwo, sutenerstwo i kuplerstwo]

Kodeks Karny

Zatrzymanie właścicieli Roksy. Kulisy akcji policji

Akcja organów ścigania miała wręcz filmowy przebieg i zaskoczyła całą branżę. W naTemat w listopadzie 2021 roku pisaliśmy, że do biur i mieszkań osób zarządzających Roksą wkroczyło blisko 50 policjantów. Zatrzymano łącznie 11 osób, w tym głównego pomysłodawcę serwisu oraz jego brata. Policjanci z Białegostoku zabezpieczyli ogromną ilość sprzętu elektronicznego oraz dokumentację finansową firmy.

Śledczy skrupulatnie policzyli wpływy z całego procederu. Ustalono, że w trakcie działalności portal mógł wygenerować nawet 56 milionów złotych przychodu. Prokuratura uznała, że prowadzenie takiej platformy to nic innego jak zorganizowana grupa przestępcza, która uczyniła sobie z nielegalnego procederu stałe źródło utrzymania.

Wyrok za kuplerstwo. Co to za nowa domena?

O finale sądowym tej sprawy też było głośno. W 2024 roku media obiegła informacja, że główny oskarżony otrzymał karę więzienia w zawieszeniu oraz gigantyczną grzywnę. Miałby on również zwrócić blisko 9 milionów złotych uzyskanych z przestępstwa. Jednak sprawa wcale nie jest tak oczywista, jak mogłoby się wydawać. Jak przypomina Mariusz Lewandowski, sami właściciele serwisu stanowczo odcięli się od tych rewelacji.

"Do obecnej chwili nikt związany z portalem Roksa nie został skazany przez sąd" – oświadczyli przedstawiciele portalu w komunikacie dla mediów. Wyszło na to, że wyrok opisywany przez niektóre redakcje mógł dotyczyć prawdopodobnie zupełnie innej platformy o podobnym profilu. Prawda o losach założycieli oryginalnej Roksy wciąż pozostaje więc owiana pewną tajemnicą, a procesy mogą być w toku. Świadczy o tym też informacja na samej stronie serwisu.

logo
Pod oryginalnym adresem Roksy znajdziemy tylko takie informacje Fot. Roksa

W międzyczasie w sieci pojawił się równie tajemniczy następca pod adresem z egzotyczną końcówką .sx. Nowa strona do złudzenia przypomina oryginał wraz z charakterystycznym logo, ale deklaruje brak jakichkolwiek opłat. Bezprawnik.pl ostrzega, że korzystanie z takich witryn wiąże się jednak z dużym ryzykiem, ponieważ:

  • Już sam brak przejrzystego modelu finansowego budzi podejrzenia.
  • Egzotyczna (karaibska) domena utrudnia dochodzenie ewentualnych roszczeń.
  • Oryginalni twórcy oficjalnie odcinają się od tego projektu.
  • To może być zwykła próba wyłudzenia danych lub przejęcia ruchu po znanej marce. Eksperci radzą zachować ostrożność, bo nawet sama oryginalna Roksa ostrzega przed witrynami podszywającymi się pod jej markę.