Pasażerowie Ryanaira 5 godzin siedzieli w samolocie czekając na start
5 godzin siedzieli w Ryanairze, czekając na start. Wiadomo, co stało się we Wrocławiu Fot. Mounir Taha/Shutterstock

Pogoda, a dokładnie bardzo niska temperatura i marznące opady deszczu, doprowadziły do bardzo trudnej sytuacji we Wrocławiu. Pasażerowie Ryanaira przez 5 godzin czekali na start. Jednak nie mogli wygodnie usiąść na lotnisku. Zamiast tego cały czas siedzieli w samolocie. Bez jedzenia i wody.

REKLAMA

Zimowe warunki poważnie dają się we znaki polskim lotniskom. W środę przed trudnymi warunkami pogodowymi ostrzega Lotnisko Chopina. Dzień wcześniej, bo we wtorek rano, przez 5 godzin na start samolotu czekali pasażerowie Ryanaira lecący z Wrocławia do Hiszpanii. Wszystko przez procedurę odladzania, która ciągnęła się w nieskończoność.

Ryanair miał 5 godzin opóźnienia. Pasażerowie musieli czekać w samolocie

O wtorkowych problemach na lotnisku we Wrocławiu poinformowała "Gazeta Wrocławska". Jak podali jej dziennikarze, lot FR9876 do Alicante miał wystartować o godzinie 7:35 rano. Pasażerów zaproszono na pokład, ale maszyna nie wystartowała zgodnie z planem.

"Pasażerowie lotu Ryanair FR9876 na trasie Wrocław – Alicante od godzin porannych byli przetrzymywani na pokładzie samolotu stojącego na płycie lotniska przez około 5 godzin, bez możliwości opuszczenia maszyny. Kapitan samolotu poinformował pasażerów przez system nagłośnienia, że otrzymał zakaz wydania posiłków i zapewnienia opieki" – poinformowała "Gazetę Wrocławską" czytelniczka.

Kobieta dodała, że start był regularnie przekładany. Kapitan podawał kolejne komunikaty dotyczące rozpoczęcia ich podróż, ale te szybko się dezaktualizowały, a ich miejsce zajmowały kolejne. Ludzie nie mieli jedzenia i picia. Nie pozwolono im także opuścić samolotu. Wielu osobom wyczerpały się baterie w telefonach, co tylko pogłębiło frustrację. Ostatecznie samolot wystartował o 12:16. Miał zatem blisko 5 godzin opóźnienia.

Ogromne opóźnienia na lotnisku we Wrocławiu to nie wina Ryanaira

W podobnej sytuacji tego samego dnia znaleźli się pasażerowie samolotu Enter Air, którzy z Wrocławia lecieli na Gran Canarię. Ich lot na Wyspy Kanaryjskie także został opóźniony o kilka godzin. Dlaczego jednak doszło do tej sytuacji? Jak się okazuje, wszystkiemu winna była przedłużona procedura odladzania maszyn.

Jak wyjaśniła w rozmowie z "Gazetą Wrocławską" firma Wro-lot odpowiedzialna za tę procedurę, podczas odladzania we wtorkowy ranek konieczne było użycie pięciokrotnie większej ilości środków. To natomiast doprowadziło do większych niż normalnie opóźnień.

"W związku z temperaturą oscylującą wokół 0 st. C, połączoną z intensywnym opadem marznącego śniegu, każdy wylatujący z Wrocławia samolot musiał przejść przez procedurę odladzania" – poinformowała Aleksandra Góra z firmy Wro-lot.

Ponieważ między 5:00 a 7:00 do odlodzenia było aż 7 maszyn, powstały opóźnienia, a kolejka samolotów do Hiszpanii mocno się przesunęła. Stąd tak długie oczekiwanie na start. Niestety patrząc na najnowsze prognozy pogody, można przypuszczać, że sytuacja ta może się powtórzyć. I to nie tylko we Wrocławiu, ale i na innych lotniskach w Polsce.