Etiopia rusza z budową gigalotniska Bishoftu. Cztery pasy, 110 mln pasażerów rocznie i ambicja, by stać się nową bramą Afryki.
Etiopia rusza z budową gigalotniska Bishoftu. Cztery pasy, 110 mln pasażerów rocznie i ambicja, by stać się nową bramą Afryki. Fot. page frederique, Shutterstock.com

Pod Addis Abebą właśnie rusza budowa lotniczego kolosa, który ma wywindować Etiopię do pierwszej ligi. Bishoftu International Airport, warte 12,5 mld dol. gigalotnisko z czterema pasami startowymi, w pierwszym etapie ma obsługiwać 60 mln pasażerów rocznie, a docelowo niemal dwa razy więcej.

REKLAMA

Kilka dziesiątek kilometrów od zatłoczonego lotniska w Addis Abebie rozpoczęły się prace przy projekcie, który ma zmienić mapę światowego lotnictwa. Bishoftu International Airport to zupełnie nowy port, budowany od zera w regionie Oromia, w pobliżu miasta Debre Zejt (dawniej Bishoftu). To nie ma być tylko rozbudowa istniejącego już terminalu, ale budowa pełnoprawnego lotniczego miasta przyszłości – z własną infrastrukturą, zapleczem technicznym i przestrzenią dla setek samolotów.

Projekt został oficjalnie zainaugurowany 10 stycznia 2026 r. podczas uroczystości z udziałem premiera Etiopii Abiya Ahmeda oraz władz Ethiopian Airlines. Linie traktują tę inwestycję jako symboliczne wejście na nowy poziom rozwoju.

Cztery pasy startowe i 110 mln pasażerów rocznie

Rozmach projektu Bishoftu International Airport widać nie tylko w liczbach, lecz także w skali zamierzeń infrastrukturalnych. Cztery równoległe pasy startowe, możliwość jednoczesnej obsługi setek samolotów i planowana przepustowość rzędu 110 mln pasażerów rocznie czynią z tej inwestycji potencjalnego giganta na skalę światową.

Lotnisko ma być nie tylko węzłem przesiadkowym dla całej Afryki, ale przede wszystkim centrum logistycznym, technicznym i usługowym, które wygeneruje dziesiątki tysięcy miejsc pracy. Władze Etiopii chcą, by Bishoftu International Airport stało się symbolem nowoczesności i ambicji całego regionu – portem, który nie tylko łączy kontynenty, lecz także zmienia lokalną gospodarkę i pozycję kraju na lotniczej mapie świata.

Bole się dławi, więc Ethiopian buduje nowe serce systemu

Lotnisko Addis Abeba, Bole International Airport, od lat jest oczkiem w głowie Ethiopian Airlines i główną bramą kraju na świat. Problem jednak w tym, że port zwyczajnie się zapycha. Według szacunków etiopskich władz jego możliwości operacyjne zostaną wyczerpane w ciągu najbliższych 2-3 lat. Kolejne rozbudowy dają coraz mniejszy efekt, bo ogranicza je położenie i otaczająca zabudowa.

Nowe lotnisko w Debre Zejt ma być nie tyle jego uzupełnieniem, co nowym sercem całego systemu Ethiopian Airlines. Przeniesienie operacji do przestronniejszego i nowocześniejszego portu ma umożliwić dalszą ekspansję siatki połączeń, rozwój usług cargo i poprawę jakości obsługi. W dłuższej perspektywie pozwoli też lepiej konkurować z gigantami z Zatoki Perskiej, którzy dominują tranzyt między kontynentami. Dla Etiopii to krok ku przekształceniu w kraj, który sam wyznacza kierunki lotniczych migracji.

Czy ten plan się powiedzie, zależy od wielu czynników: stabilności regionu, jakości zarządzania, tempa rozwoju Ethiopian Airlines i globalnej koniunktury. Jedno jest jednak pewne: budowa portu z czterema pasami startowymi i przepustowością na poziomie 110 mln pasażerów rocznie pokazuje, że ambicje nie kończą się tu na łataniu dziur w starej infrastrukturze. Etiopia próbuje rozegrać własną partię w światowej lidze lotniczych gigantów. I robi to z rozmachem, którego nie powstydziłyby się najbogatsze państwa świata.