
Gdy wygrał wybory prezydenckie, Ameryka przeżyła szok porównywalny do tego, co działo się po zwycięstwie Donalda Trumpa. A potem była w szoku, gdy zaczął wojnę z Bankiem USA, chciał wysłać wojsko do jednego ze stanów, ignorował orzeczenia sądów. Oto Andrew Jackson, pierwszy populista w Białym Domu. Można mieć wrażenie, że to niemal pierwowzór Trumpa prawie 200 lat wcześniej.
Donald Trump nie raz o nim wspominał. O Andrew Jacksonie mówił w swoich przemówieniach, pisał o nim w mediach społecznościowych, a nawet już w 2017 roku powiesił jego portret w Gabinecie Owalnym w Białym Domu.
Jako pierwszy prezydent od czasów Ronalda Reagana i 14. w ogóle – od razu, na początku pierwszej kadencji – odwiedził grobowiec Jacksona w Nashville. Rozpływał się tam nad nim, mówił, że był prezydentem ludu, sugerował, że sam jest podobny.
Ameryka mogła przekonać się, że siódmy prezydent USA jest jego idolem i bohaterem, a publicyści i historycy szybko zaczęli prześcigać się w porównaniach. "Czy Donald Trump to Jackson XXI wieku?", "Trump jako nowy Jackson?", "Czy Trump to Andrew Jackson współczesnych czasów?" – pytano.
Gdy Trump pierwszy raz wygrał wybory prezydenckie, Rudy Guliani, jego doradca i były burmistrz Nowego Jorku, powiedział nawet, że "to jak zwycięstwo Andrew Jacksona". Bo znów zdecydował głos ludu.
Dlatego dziś, gdy Donald Trump szaleje, gdy świat – a nawet niektórzy republikanie – łapie się za głowę, nie rozumiejąc jego działań, zobaczmy, czym i kim mógł się inspirować.
Z Andrew Jacksonem, który rządził Ameryką w latach 1829-1837, dzieli go niemal 200 lat. Obaj to populiści, jakich w historii USA mało. Obaj z opinią awanturników, nieprzewidywalnych przywódców i outsiderów walczących z elitami. Obaj przeżyli próbę zamachu na siebie. Jackson był pierwszym prezydentem USA, który tego doświadczył (1835).
Ale skupmy się na populizmie.
Andrew Jackson, siódmy prezydent USA, idol Trumpa
Andrew Jackson to pierwszy populista w Białym Domu.
Przed nim prezydentami USA byli przedstawiciele elit i arystokratycznych rodzin. On w 1828 roku dokonał tu wręcz historycznego wyłomu. Wystartował jako kandydat demokratów, w czasie kampanii organizował wiece i spotkania z wyborcami w miejscach publicznych, co było wcześniej niespotykane. Prowadził kampanię w sposób brutalny i atakujący – ogromna nowość na tamte czasy. No i prezentował się jako człowiek z ludu. Mobilizował masy i wmawiał im, że władza powinna należeć do zwykłych obywateli.
Gdy zwyciężył, część kraju cieszyła się, że "lud pracujący w końcu został wysłuchany" i wygrał z arystokracją – to było wielkie, huczne, świętowanie z paradami. Ale druga część kraju była przerażona. Jacksona uważano za groźbę dla kraju – niczym w XXI wieku Donalda Trumpa.
Dla elit to był wstrząs, szok, niedowierzanie. Sam Trump mówił, że było to dla nich jak trzęsienie ziemi. Jacksonowi wytykano brak doświadczenia, kompetencji i – w przeciwieństwie do Trumpa – wykształcenia. "Barbarzyńca, który nie potrafił napisać ani jednego zdania gramatycznego i z trudem potrafił napisać własne imię" – ta ocena o nim, przypisywana Johnowi Quincy Adamsowi, byłemu prezydentowi i politycznemu przeciwnikowi Jacksona, przeszła do historii.
Wtedy Jackson po raz pierwszy podzielił kraj, ale to był dopiero początek. Rządził dwie kadencje i nie bez przyczyny miał przydomek "Old Hickory" (stary orzechowiec).
Był twardy, bezkompromisowy, miał populistyczny styl rządzenia. Najważniejsze było osiągnięcie celów politycznych i pokazanie, że jest obrońcą ludu przed elitami. Można powiedzieć, wszystkie chwyty dozwolone.
Jackson obsadzał urzędy państwowe swoimi lojalnymi zwolennikami. Ignorował orzeczenia sądu. Częściej niż jego poprzednicy korzystał z prawa weta. Zarzucano mu też podważanie autorytetu instytucji państwowych i wzmacnianie władzy wykonawczej.
Jak Trump – groził i czasami robił, co chciał.
Andrew Jackson i jego bezkompromisowe działania
Toczył ostre spory z Kongresem. Ale do historii przeszła przede wszystkim jego wojna z Bankiem Stanów Zjednoczonych. Uważał, że bank centralny to instytucja, która sprzyja bogatym elitom, zawetował więc ustawę o przedłużeniu mu licencji. Bank ostatecznie zbankrutował.
Gdy Karolina Południowa chciała unieważnić cła federalne, groził użyciem siły wojskowej, co było wówczas niezwykłym działaniem ze strony prezydenta (tzw. Nullification Crisis).
W 1830 roku – kontrowersyjną ustawą Indian Removal Act – dał sygnał do przymusowego wysiedlenia plemion indiańskich z ich ziem na południowym wschodzie na terytoria na zachód od Missisipi. Trasa przymusowej relokacji przeszła do historii jako Szlak Łez. Doszło do tego mimo odmiennej oceny Sądu Najwyższego – tu można przypomnieć walkę Trumpa z imigrantami.
Toczył też spory z Francją ws. odszkodowania za konfiskaty statków amerykańskich, groził konfiskatą jej własności, doprowadził do zerwania stosunków dyplomatycznych.
Stosował też dobrze nam znaną retorykę o suwerenności i ochronie interesów USA. Był ekspansjonistą, który widział USA w znacznie większych granicach. Sytuacja oczywiście była inna, USA dopiero się rodziły, nie było jeszcze nawet wojny secesyjnej.
Sam niewiele zdziałał, ale uważa się, że jego polityka zapoczątkowała późniejsze zmiany na mapie USA – popierał np. aneksję Teksasu, ale nie chciał wojny z Meksykiem, działał ostrożnie (do aneksji doszło ostatecznie w 1845 roku).
A tu przykład z czasów, zanim został prezydentem. Jackson, zasłużony wojskowy i generał (bohater narodowy w walkach z Brytyjczykami i Indianami), w 1818 roku kierował ekspedycją wojskową do ochrony granic z Florydą, która wtedy była kolonią hiszpańską. Wkroczył jednak do Florydy i zaatakował tamtejsze plemiona Seminoli. Jego działania wywołały międzynarodowy skandal, ale doprowadziły do tego, że w 1821 roku USA powiększyły się o nowy stan.
A on został komisarzem wojskowym Florydy.
Andrew Jackson jako plantator z Hermitage
Dziś Trump inaczej walczy z całym światem i z sąsiadami. Groźby, populistyczna retoryka są jednak podobne.
W przeciwieństwie do niego Jackson miał jednak trudne, biedne dzieciństwo. Ojciec zmarł kilka tygodni przed jego narodzinami, mama – gdy miał 14 lat. Kiedy miał 13 lat, wyruszył na wojnę o niepodległość i nawet trafił do niewoli. Po wojnie zaczął piąć się w górę. Skończył studia prawnicze. Został prokuratorem i sędzią Sądu Najwyższego Tennessee.
Został też plantatorem, a na jego plantacji Hermitage pracowali niewolnicy. Trudno porównywać to do biznesowego dzieła życia Trumpa, ale na tamte czasy Hermitage było jedną z największych i najbardziej znanych posiadłości w stanie Tennessee.
Tam znajduje się jego grobowiec, który odwiedził Donald Trump. Według niego Andrew Jackson był jednym z wielkich, amerykańskich prezydentów.
