Nudne Davos jak marny serial. Trzeba przyznać, Trump może uznać to za sukces
Nudne Davos jak marny serial. Trzeba przyznać, Trump może uznać to za sukces Fot. Shutterstock/YouTube naTemat/montaż naTemat

Davos zawsze wydawało się dla elit. Dla politycznych i biznesowych potęg, na które przeciętny człowiek zwykle machał ręką. Było nudno, poważnie, czasem niezrozumiale. Dziś o Davos dyskutują wszyscy. Są emocje, jak przy serialu w odcinkach. I główny bohater Donald Trump, który rozsławił to "nudne" Davos jak mało kto.

REKLAMA

"Oglądanie Trumpa w Davos było prawdziwą katorgą, jego wystąpienie było tak żenujące, że nawet przed telewizorem trzeba było spuścić wzrok" – czytam jeden z komentarzy na FB i myślę, jak dosłownie chwilę wcześniej zareagowała koleżanka.

– Słuchałam go przez chwilę. Bełkotał tak, że nie dało się słuchać. To było jak majaczenia "starego" po rodzinnym spotkaniu z dużą ilością alkoholu, któremu zebrało  się na sentymenty. Gadał co mu przyszło do głowy. Że on chce tylko kawałek lodu, i zaraz o lekach, o cłach, o Macronie i okularach – powiedziała.

Każdy, kto słuchał wystąpienia prezydenta USA na Światowym Forum Ekonomicznym w Davos mógł mieć mieszane uczucia. Polska prawica mu zaklaszcze, ale inni mogli poczuć się przerażeni, zażenowani, zaskoczeni albo po prostu, że oglądają kabaret. "Przemówienie jak odlot narcyzmu" – oceniła w naTemat Weronika Tomaszewska-Michalak.

"Włos jeży mi się na głowie", "Trudno powiedzieć, co chce tym bełkotem osiągnąć"

Czegoś takiego w Davos pewnie jeszcze nie było. Takie przemowy tam się raczej nie zdarzają. Ale z drugiej strony....

To on spowodował, że w Davos pojawiły się mocne przemówienia polityków z innych krajów. To jego szalone pomysły doprowadziły do tego, że zwykły Kowalski poznał takich ludzi, jak premier Kanady, który w Szwajcarii ogłosił koniec starego porządku świata. Mark Carney zadziwił tym wystąpieniem cały świat.

Co więcej, Davos zauważyli zwykli ludzie. Ba, niektórzy od początku tygodnia śledzą doniesienia stamtąd niczym serial w odcinkach, choć – niestety – poza kilkoma fajnymi momentami bez udziału głównego bohatera raczej nie należy on do najlepszych.

Najpierw były więc emocje wokół tego, czy Trump doleci do Davos, bo popsuł mu się samolot. Potem, dlaczego nikt go nie witał na czerwonym dywanie. Co tym razem palnie? Czy w Davos będzie groził Grenlandii? Spotka się z Nawrockim? Kto w Davos podpisze się pod jego Radą Pokoju?

Wszyscy wiedzieli, że to miało być inne Davos niż dotychczas. Od początku przewidywano, że Trump zdominuje forum. Ale że aż takich emocji dostarczy, chyba do końca się nie spodziewaliśmy. Nawet przeciętny Kowalski w Polsce zorientował się w połowie tego serialu, że najpotężniejszy na świecie prezydent nie ma o tym świecie pojęcia. Miesza fakty i nawet Grenlandię, którą chce przejąć, myli z Islandią.

"Włos jeży mi się na głowie", "Trudno powiedzieć, co chce tym bełkotem osiągnąć, obraża wszystkich wokół i mówi jaki jest najwspanialszy i najmądrzejszy na świecie", "Trump wychodzi na mównicę i zaczyna litanię do własnego ego. Ja. Mnie. Moje. Przeze mnie. O mnie. W kółko. Zero treści, zero refleksji, zero odpowiedzialności" – wpadają mi kolejne komentarze na FB.

Wystąpienie Donalda Trumpa w Davos. O czym mówił

Forum w Davos rozpoczęło się w poniedziałek 19 stycznia. Najmocniejszy był oczywiście środowy odcinek, gdy przemówił Trump.

Cały świat usłyszał wtedy, że Amerykanie są w świetnej sytuacji i są zadowoleni z tego, co on robi. Że ich kraj jest najbardziej atrakcyjny na świecie i jest silnikiem gospodarczym dla całego świata. Po tym wystąpieniu nawet, ile w USA mają inwestycji, ile fabryk wybudowali, albo ilu Amerykanów przestało korzystać z pomocy żywnościowej, odkąd został prezydentem.

O tym, jak źle było za Joe Bidena również usłyszeliśmy. Krytyka lała się też pod adresem Europy, choć jednocześnie Trump stwierdził, że ją kocha i chce, żeby jej się dobrze powodziło. Pod adresem Grenlandii padała groźba za groźbą. Ale usłyszeliśm też, że Ameryka nie zaatakuje Danii. Na plan dalszy zeszła Ukraina.

– Gdyby nie my, mówilibyście teraz wszyscy po niemiecku, no i trochę po japońsku – padły też takie słowa.

Tymczasem BBC wzięła pod lupę kilka jego twierdzeń i dowodzi, że są one nieprawdziwe. Na przyklad Trump mówił, że USA "płacą praktycznie 100 proc. kosztów NATO", a według BBB w 2024 roku płaciły ok. 70 proc., a w 2025 roku 62 proc.

Twierdził też, że po II wojnie światowej USA niepotrzebnie "oddały" Grenlandię Danii, choć wyspa nigdy do nich nie należała.

Inauguracja Rady Pokoju. Trump znów zaczął od wychwalania siebie

Jakkolwiek to jednak nie zabrzmi, "tym bełkotem" Trump trafił do ludu. Pół internetu analizuje dziś jego słowa i odmienia Davos przez wszystkie przypadki. W normalnych warunkach, gdyby nie on mało kto, oprócz elit politycznych i gospodarczych, pewnie by się "tym zazwyczaj nudnym" Davos interesował.

Patrząc na to przewrotnie – można uznać to za jego sukces, choć dziś każdy wolałby, żeby go w ogóle nie było.

Do tego Trump wymyślił sobie inaugurację swojej Rady Pokoju w Davos. I w czwartek, 22 stycznia, zafundował nam kolejne show. Było wielkie oczekiwanie i napięcie, kto do tego gremium dołączy, a kto nie. Zastanawianie się, co zrobi Polska. Analizowanie spotkania Nawrocki-Trump. I co wyszło?

"Zamiast wyjaśnić światu, czym będzie ten twór, rozpoczął swoje wystąpienie w Davos od... wychwala samego siebie. Prezydent USA pierwszy raz o swojej "Radzie Pokoju" wspomniał po 13 minutach rozpływania się nad swoimi sukcesami" – opisał Mateusz Przyborowski.

Z punktu widzenia Trumpa był to marny odcinek z jego udziałem. Zaproszenie wysłał do przywódców ponad 50 krajów, według doniesień medialnych pozytywnie miało zareagować – 25-35. Na scenie pojawiło się zaś tylko 19 polityków.

Sukcesem trudno to nazwać, ale sam pewnie się tym za bardzo nie przejął. Za to w Polsce wywołało to dodatkowe emocje, bo na uroczystość udał się prezydent RP, choć dokumentu nie podpisał.

– Dziękuję Karolowi Nawrockiemu z Polski. Fantastyczny człowiek. Wygrał bardzo ważne wybory. Bardzo jestem z niego dumny – pochwalił go Trump.

Czytaj także: