Śnieg po pas, lód jak beton. Ameryka szykuje się na koszmarny weekend.
Śnieg po pas, lód jak beton. Ameryka szykuje się na koszmarny weekend. Fot. Ventusky, X

Nad południem i wschodem USA nadciąga zjawisko, którego meteorolodzy nie wahają się nazywać rekordowym. Zamiast klasycznej zamieci śnieżnej mieszkańców czeka potężna burza lodowa z marznącym deszczem, która może obłożyć drzewa, drogi i linie energetyczne warstwą lodu sięgającą nawet 8 cm.

REKLAMA

Prognozy dla Alabamy, Georgii i sąsiednich stanów wyglądają jak scenariusz z katastroficznego filmu z lat 90. Z nieba ma spaść aż ponad 80 mm marznącego deszczu, czyli opadu, który w chwili dotknięcia zamarzniętego podłoża natychmiast zmienia się w lód. Warstwa lodu może miejscami osiągnąć grubość 8 cm.

Taki oblodzony pancerz jest wystarczająco ciężki, by łamać konary, przewracać całe drzewa, a przede wszystkim zrywać linie energetyczne. Lodowe sople będą narastać na przewodach, słupach, sygnalizacji świetlnej, barierach, a nawet na karoseriach zaparkowanych samochodów. W pasie największego nasilenia opadów komunikacja drogowa może zostać praktycznie unieruchomiona, a awarie prądu mogą być długotrwałe.

Śnieg po pas i mróz jak na biegunie

Jak podaje Polskie Radio, wraz z burzą lodową nad USA wejdzie potężny front, który obejmie niemal całą południowo-wschodnią i wschodnią część kraju. Modele numeryczne pokazują, że w niektórych regionach pokrywa śnieżna może zwiększyć się nawet o 50 cm w ciągu zaledwie 2 dni.

Dla wielu mieszkańców będzie to weekend, w którym wyjazd po zakupy może okazać się równie trudny jak przejazd przez górską przełęcz zimą. Śnieg, lód i wiatr stworzą mieszankę, przy której nawet wyposażone w łańcuchy samochody ciężarowe mogą nie dać sobie rady, a ratownicy będą mieli ograniczone możliwości dotarcia w miejsca awarii czy wypadków.

W tym samym czasie północ kraju przygotowuje się na uderzenie arktycznego chłodu. W wyniku osłabienia wiru polarnego mroźne powietrze ma zsunąć się daleko na południe, przynosząc spadki temperatur do około -40°C. To wartości, przy których nawet krótkie wyjście na zewnątrz bez odpowiedniej ochrony może skończyć się odmrożeniami.

Gdy wir polarny się rozpada, pogoda wariuje

U podstaw tej ekstremalnej sytuacji leży zjawisko, które zwykle pozostaje niewidoczne dla zwykłego obserwatora, a mianowicie wir polarny. To ogromna, zimowa cyrkulacja powietrza nad regionami polarnymi, sięgająca aż do stratosfery, ponad 50 km nad powierzchnią Ziemi.

Gdy wir polarny jest silny, zimne masy powietrza pozostają "zamknięte" nad biegunem, a w średnich szerokościach geograficznych zima bywa łagodniejsza. Problem zaczyna się wtedy, gdy ten system słabnie lub ulega zaburzeniu. Wtedy lodowate powietrze może wydostać się z polarnej "klatki" i runąć na południe w postaci długich, mroźnych jęzorów.

Właśnie to, zdaniem synoptyków, dzieje się teraz nad Ameryką. Osłabiony wir polarny otworzył drogę dla arktycznego chłodu, który zderza się z cieplejszym, wilgotnym powietrzem na południu kontynentu. Z tej konfrontacji rodzą się rozległe fronty, intensywne śnieżyce i rekordowe epizody marznącego deszczu.

Jeśli prognozy się sprawdzą, to południowo-wschodnie stany USA zobaczą zimę w wersji ekstremalnej – bez widowiskowych śnieżnych krajobrazów, ale za to z groźnym, niewidocznym na pierwszy rzut oka lodem, który potrafi zatrzymać całe miasta.