
Nowe informacje o tragedii w Ustce. Funkcjonariusz SOP, który zaatakował rodzinę, przebywał tam na planowanym urlopie.
Z dotychczasowych ustaleń wynikało, że do dramatu doszło w poniedziałek późnym wieczorem w jednym z mieszkań w Ustce. Jak pisaliśmy wcześniej, 44-latek miał użyć noża przeciwko własnej rodzinie. Łącznie rannych zostało 6 osób, w tym on sam, a wszyscy trafili do szpitala. Najciężej poszkodowana była 4-letnia dziewczynka. Lekarzom nie udało się jej uratować.
Nowe doniesienia RMF FM doprecyzowują, że mężczyzna na co dzień pełni służbę w Warszawie, w strukturach SOP. Nad Bałtyk przyjechał nie służbowo, lecz na zaplanowany wcześniej urlop. To w czasie tego wypoczynku doszło do rodzinnej tragedii.
Był badany "na bieżąco"
Służba Ochrony Państwa podkreśla, że jej funkcjonariusze są regularnie sprawdzani pod kątem zdrowia – zarówno fizycznego, jak i psychicznego. Według informacji cytowanych przez RMF FM rzecznik SOP przypomina, że bez aktualnych badań okresowych, w tym psychologicznych, nie można pełnić służby.
Oznacza to, że 44-latek jeszcze przed wyjazdem nad morze musiał mieć aktualne orzeczenia lekarskie i psychologiczne dopuszczające go do pracy. Czy cokolwiek w jego zachowaniu mogło wcześniej sugerować kryzys, czy też dramat w Ustce był dla otoczenia całkowitym szokiem? Na razie służby nie ujawniają żadnych szczegółów na temat motywów ani ewentualnych problemów osobistych mężczyzny.
Wiemy natomiast, że po ataku został zatrzymany i pod konwojem policji trafił do szpitala. Dalsze decyzje, w tym ewentualne zarzuty, będą zależne od stanu jego zdrowia i wyników śledztwa. Służba Ochrony Państwa deklaruje, że rodzina dziewczynki została objęta opieką psychologiczną. Tego rodzaju wsparcie jest konieczne nie tylko dla najbliższych ofiary, ale także dla świadków i służb, które brały udział w interwencji.
Zobacz także
