Waldemar Żurek na tle przejścia dla pieszych.
Waldemar Żurek na tle przejścia dla pieszych. fot. YouTube / TVP Info, Canva; montaż: naTemat.pl

Teraz już na pewno nie dostanę zgody na wywiad z ministrem Żurkiem, ale i tak to napiszę. Nagranie, na którym szef resortu sprawiedliwości podczas prowadzenia samochodu prawie wjeżdża w pieszą na pasach, mrozi krew w żyłach z wielu powodów. I późniejsza deklaracja ministra, że nie uchyla się od odpowiedzialności, jest cywilizacyjnym minimum (od którego "przez ostatnich 8 lat" mogliśmy się odzwyczaić), ale nie załatwieniem sprawy.

REKLAMA

Na ironię zakrawa fakt, że wcześniej w blasku fleszy Waldemar Żurek mówił o karach dla patokierowców – recydywistów. Później zaś wziął udział w transmitowanej na wideo rozmowie z wnętrza samochodu, który prowadził. Mało brakowało, a zaaferowany nagraniem uderzyłby w kobietę przechodzącą przez pasy dla pieszych.

To powinno być nielegalne. I nie mówię o tym, co zrobił minister, bo to już jest zakazane i zagrożone karą, ale o udzielaniu wideowywiadów podczas prowadzenia samochodu. I nie jest ważne, czy za kółkiem siedzi polityk czy dziennikarz (podcaster, youtuber, gospodarz programu).

Wywiady w samochodzie powinny być zakazane

To coś zupełnie innego niż prywatna rozmowa, którą kierowca prowadzi z pasażerem. Kierowca w każdej chwili może przerwać, zamilknąć, skupić się na jeździe, a do urwanego wątku wrócić, gdy warunki na drodze staną się łatwiejsze.

Polityk za kierownicą podczas nagrania wywiadu teoretycznie też może to zrobić, ale przecież nie chce wyjść na idiotę, któremu zabrakło języka w gębie, albo który zaciął się na jakimś słowie czy wątku. Wiadomo, że właśnie tak wykorzystaliby to jego przeciwnicy.

Bezpieczeństwo innych ludzi na drodze – w tym pieszych, bezbronnych wobec maszyny – niezauważenie schodzi na dalszy plan, bo najważniejsze to dobrze wypaść. Więc tak, transmisje wideo z samochodu w ruchu powinny być nielegalne.

Nie tylko Waldemar Żurek. Wywiady za kółkiem to niebezpieczny pomysł mediów

Oczywiście w idealnym świecie nie byłoby potrzeby takiego zakazu. Media i youtuberzy sami zdawaliby sobie sprawę, że to nieodpowiedzialne i nie zapraszaliby gości do takiego formatu. Jest jeden mały problem: nie żyjemy w idealnym świecie.

Nagranie rozmowy z politykiem za kółkiem będzie miało większy zasięg niż spotkanie przy kawie i ciasteczkach. Wszystko będzie ok łamane przez ewentualnie jakoś to będzie. A jeśli gość wjedzie w człowieka lub uderzy w inny samochód... cóż, zasięg będzie jeszcze większy. I pieniądze. Napisałabym "czysty zysk", ale o rozjechaniu pieszego można powiedzieć wiele rzeczy, ale nie to, że jest czyste.

Minister otarł się o nieszczęście, czas na konstruktywne działanie

– Proszę mi wierzyć, że ja naprawdę jeżdżę bezpiecznie – powiedział minister Żurek sekundy po incydencie. Przekonywał, że "pani była jeszcze daleko od nas". Próbował ratować sytuację w najgorszy z możliwych sposobów. Właśnie tak tłumaczą się patokierowcy, w tym recydywiści, których słusznie chce ścigać minister.

Jednak oni nie przylecieli z kosmosu, nie są odrębnym gatunkiem, nie mają innego DNA. Wyrośli na powszechnym przyzwoleniu na łamanie przepisów drogowych, a różnica polega na tym, że poszli na całość. Rzecz jasna wszyscy twierdzą, że jeżdżą bezpiecznie. Kto wie, być może minister w zwykłych okolicznościach, gdy nie udziela wywiadu, nie wjechałby na pasy, na których jest piesza. Jednak co to dla niej zmienia?

Wywiady i transmisje wideo podczas prowadzenia samochodu to po prostu proszenie się o nieszczęście. Minister Żurek właśnie się o nie otarł. To powinno wystarczyć, by zakazać tej niebezpiecznej praktyki. Nie czekajmy na lepszą okazję, bo wtedy popłynie krew.