zabójstwo na Targówku
Na Targówku zginęły dwie osoby Fot. Komenda Stołeczna Policja

W środę rano Warszawą wstrząsnęła informacja o zbrodni na Targówku. W jednym z domów jednorodzinnych na Zaciszu znaleziono ciała starszego małżeństwa – 80-letniego Tadeusza J. i 70-letniej Wiesławy J. O zabójstwo podejrzewany jest ich 49-letni syn. Sąsiedzi są w szoku i opowiadają o zmarłej parze, a policja opublikowała film z interwencji.

REKLAMA

Jak pisaliśmy w naTemat, dramatyczne wydarzenia w Warszawie zaczęły się rano – jeden z sąsiadów zadzwonił na numer alarmowy i poinformował na miejscu, że w domu na Targówku w Warszawie znajdują się zwłoki. Po przyjeździe na miejsce funkcjonariusze odkryli ciała starszego małżeństwa.

Podejrzany o zabójstwo syn Wiesławy J. i Tadeusza J. po ataku zabarykadował się w domu. "Pomimo podejmowanych przez negocjatorów prób namówienia mężczyzny do opuszczenia pomieszczenia, ten nie reagował na polecenia. Do akcji wkroczyli warszawscy kontrterroryści. Po dynamicznym wejściu do środka, obezwładnili i zatrzymali mężczyznę. Nikt nie odniósł obrażeń" – relacjonuje Komenda Stołeczna Policja.

Jak pisze "Fakt", para została zamordowana ostrym narzędziem. Na miejscu zginęły również dwa psy.

Zabójstwo na Targówku. Sąsiedzi pary opowiadają o rodzinie J.

Zacisze, spokojna okolica na warszawskim Targówku, nie może otrząsnąć się z szoku. Sąsiedzi w rozmowie z tabloidem mówią o niedowierzaniu, strachu i poczuciu, że wydarzyło się coś, co nie miało prawa zdarzyć się właśnie tutaj.

– To byli bardzo mili, sympatyczni ludzie. Złego słowa nie dałabym na nich powiedzieć – mówi w rozmowie z "Faktem" Anna Wójcik, która znała małżeństwo od dzieciństwa. Jak przyznaje, Tadeusz i Wiesława byli obecni w jej życiu "od zawsze".

– Pan Tadek zawsze chodził na spacery z psami w ciemnych okularach. Kiedy się spotykaliśmy, wymienialiśmy uprzejmości. Pamiętam jak lata temu chodziłam do jego sklepu na zakupy. Znałam ich praktycznie od zawsze, od małego dzieciaka – opowiada.

Podobne wspomnienia ma inny mieszkaniec Zacisza, który od ponad 40 lat mieszka w tej samej okolicy. Jak podkreśla w rozmowie z "Faktem", z rodziną nigdy nie było żadnych problemów, a policyjne interwencje nigdy sie tam nie zdarzały.

– Mieszkam tutaj od urodzenia, przeszło 40 lat, i z tą rodziną nigdy nie było żadnych problemów. Ci państwo, Tadeusz i Wiesława, mieszkali w domu rodzinnym odkąd pamiętam. Oni lata temu, będzie z ponad 20, prowadzili w okolicy sklep. Później się przebranżowili na taxi. Policji u nich nigdy nie widziałem – mówi.

"Krwi nie było za dużo"

Niektórzy sąsiedzi przyznają, że seniorów widywali rzadko. Częściej w oczy rzucał się ich syn. – Czasami wpadał nam w oko ich syn, wysoki, barczysty, łysy mężczyzna, który wyprowadzał na spacer psa, z rasy tych niebezpiecznych, pitbull lub amstaff? – opowiadają "Faktowi" Anna i Paweł.

Jak dodają, już kilka dni przed ujawnieniem zbrodni zauważyli coś, co dziś nie daje im spokoju. Na śniegu, przed posesją przy ul. Pszczyńskiej, miały być widoczne ślady krwi. Pojedyncze krople prowadziły od bramy wyjściowej nieruchomości przy ul. Pszczyńskiej. Strumień następnie ciągnął się jeszcze kawałek wzdłuż chodnika. – Krwi nie było za dużo, jakby komuś leciała z nosa lub drobnej rany – dodają sąsiedzi pary.