ABW poluje na Cenckiewicza, Pałac na Czarzastego. Jedna wielka piaskownica
ABW poluje na Cenckiewicza, Pałac na Czarzastego. Jedna wielka piaskownica fot. naTemat

Spór o "ruską agenturę", grillowanie – nie kiełbasek, lecz marszałka przez prezydenta i prezydenta przez rząd. A do tego Sławomir Cenckiewicz na celowniku ABW. Mocne słowa, obrażanie się i brak wspólnej wizji w sprawach kluczowych dla państwa. Czy to poważny konflikt konstytucyjny, czy raczej bitwa w piaskownicy?

REKLAMA

"Moja jest tylko racja i to święta racja, bo nawet jak jest twoja, to moja jest mojsza niż twojsza, że właśnie moja racja jest racja najmojsza!". "Dzień Świra" ma blisko 24 lata, prawie ćwierć wieku, ale to Polska właśnie w całej ozdobie, wciąż aktualny jej obraz.

Tak to widzę, afera po aferze, kłótnia po kłótni. Kto ma rację? Kto kłamie, a kto mówi prawdę? I czyja prawda jest najprawdziwsza, jedyna i "najmojsza"?

Kpina z RBN

Zacznijmy od tego, że sama w sobie Rada Bezpieczeństwa Narodowego nie podejmuje żadnych wiążących decyzji. To taki państwowy think tank. Ciało doradcze prezydenta, które służy do debatowania nad najważniejszymi sprawami bezpieczeństwa, jak obronność czy kwestie geopolityczne, z udziałem przedstawicieli najważniejszych sił politycznych.

Niemniej, jednocześnie pojawiają się tam różne materiały, które są po prostu tajne, bo są kluczowe dla bezpieczeństwa naszego kraju. 

W teorii RBN zwoływana jest przez prezydenta w kluczowych momentach dla państwa. Stąd też pojawiają się pytania, czy kwestie grillowania się nawzajem polityków to oby na pewno takie kluczowe kwestie dla bezpieczeństwa Polski? 

To pytanie retoryczne. Nie, nie temu powinny służyć posiedzenia RBN. Zadajmy sobie uczciwe pytanie: czy to jest realne naruszenie bezpieczeństwa państwa, czy zwykła, brudna polityczna gra?

Jeśli ktoś nie ma ważnego poświadczenia o dostępie do materiałów tajnych, to nie można na zasadzie widzimisię, jednorazowo tego zmieniać – pomijając służby. Bo w takim razie po co nam te służby?

System bezpieczeństwa nie działa na zasadzie "bo prezydent tak chce". Poświadczenie bezpieczeństwa to nie jest dekoracja. To nie jest paszport Polsatu. To po prostu ma chronić państwo. Nawet jeśli osoby pozbawione takiego dostępu się z tym nie zgadzają.

Cenckiewicz na celowniku ABW

Jednak Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego to służba podległa rządowi. RBN to ciało, któremu przewodniczy prezydent. Czyli mamy sytuację, w której służby kontrolowane przez rząd mają zająć się sprawą Sławomira Cenckiewicza, czyli badać działania otoczenia prezydenta. 

To już nie jest spór o jednego urzędnika – tylko o pokazanie, kto jest bardziej sprawczy, kto ma więcej władzy, do kogo należy ostatnie zdanie.

Ale ta historia nie dzieje się w próżni. Tłem jest program SAFE – wieloletni projekt o ogromnym znaczeniu finansowym i strategicznym. Rząd chce go przepchnąć. Prezydent sygnalizuje wątpliwości, więc Donald Tusk obawia się o weto Karola Nawrockiego.

Czyja racja jest najmojsza w tej kwestii? W normalnym świecie byłyby dwa porządki: formalno-prawny i polityczny. Ale tutaj mamy też dwa, ale bałagany.

Przedstawiciele rządu, w tym głównie ministra koordynatora służb specjalnych przekonują, że uczestniczenie Sławomira Cenckiewicza w tego rodzaju gremiach jest nielegalne, bo toczy się wobec niego postępowanie sądowo-administracyjne, i nie ma on dostępu do informacji niejawnych, więc nie może – nawet na podstawie jednorazowego upoważnienia kancelarii prezydenta takiej zgody uzyskać. 

Po drugiej stronie larum i sprzeciw. Bo przecież art. 152 par. 1 Prawa o postępowaniu przed sądami administracyjnymi, który głosi, że w razie uwzględnienia skargi na akt lub czynność, nie wywołują one skutków prawnych do chwili uprawomocnienia się wyroku, chyba że sąd postanowi inaczej.

Sprawa ma początek w lipcu 2024 r. Cenckiewicz traci poświadczenie bezpieczeństwa na skutek decyzji Służby Kontrwywiadu Wojskowego. Decyzja jest zaskarżona do WSA. Ten niemal rok później, w czerwcu 2025, uchyla decyzję SKW i KPRM, ale wyrok jest nieprawomocny, a Kancelaria Prezesa Rady Ministrów wnosi o kasację do Naczelnego Sądu Administracyjnego. 

Cenckiewicz przekonuje, że do czasu wyroku NSA nie będzie zapoznawał się z materiałami o charakterze "tajne, poufne, ściśle tajne". 

Teraz najważniejsze pytanie: kto manipuluje? Rząd? Czy Pałac Prezydencki? 

Rząd ma rację w jednym: państwo prawa opiera się na procedurach. Jeżeli zaczniemy je naginać, bo "to przecież tylko nasz człowiek", to otwieramy niebezpieczną furtkę. Jednak rząd ma też interes polityczny w tym, żeby pokazać prezydenta jako tego, który blokuje, komplikuje, stwarza problemy.  

Z kolei prezydent ma interes w tym, żeby pokazać się jako strażnik bezpieczeństwa, jako ktoś, kto nie podpisze czegoś w ciemno.  

I tu zaczyna się to, co zwykle – teatr.

Bo obie strony grają do swoich elektoratów. Jedni mówią: łamanie procedur! Drudzy mówią: atak na prezydenta! A gdzie w tym wszystkim są obywatele?

Bezpieczeństwo państwa staje się kolejnym polem wojny politycznej

Na koniec poważnie – najbardziej niepokojące w tej historii nie jest to, czy ktoś miał papier z odpowiednią pieczątką. Najgroźniejsze jest to, że bezpieczeństwo państwa staje się kolejnym polem wojny politycznej. 

RBN powinna być miejscem ponadpartyjnym. Miejscem, gdzie – niezależnie od tego, kto rządzi – rozmawia się o sprawach fundamentalnych.

Czy w momencie, gdy za naszą wschodnią granicą wciąż trwa wojna, naprawdę stać nas na takie przepychanki? Bo jeśli każda narada bezpieczeństwa będzie kończyć się polityczną awanturą, to nasze państwo będzie żartem, nikt poważnie nas nie potraktuje.

Zaglądajcie na nasz kanał YouTube i dajcie znać w komentarzach, co o tym sądzicie. Czy ta zabawa w polityczną piaskownicę może mieć jakikolwiek dobry koniec?